czwartek, 16 lipca 2015

NOTKA

Hej wszystkim! :)
Dodajemy tę notkę, aby usprawiedliwić brak nowych rozdziałów.
A więc nie pojawiają się one z powodu, iż nie ma żadnej z nas obecnie w domu i nie mamy dostępu do laptopa czy komputera. Wiemy, że rozdziały miały być dodawane częściej i na pewno będą, co do tego się poprawimy.
Chciałybyśmy się też odnieść do ostatniego komentarza dodanego pod rozdziałem. Zrozumcie też nas, bo nie jesteśmy w stanie dodawać rozdziału co dwa dni z kilku powodów. Mamy niestety też inne obowiązki, a pisane jednego rozdziału, zastanawianie się co w nim w ogóle napisać, zabiera dużo czasu. Poza tym przepisanie go na bloga, jest również pracochłonne. Staramy się go pisać tak, aby każdy kolejny rozdział zachęcał do dalszego czytania. Nie piszcie rzeczy typu ''Czytałam bloga gdzie rozdziały były dodawane co drugi dzień i w dodatku pisała go jedna osoba''. Zastanowiliście się, że może było to spowodowane tym, że dana osoba napisała sobie większość rozdziałów za nim w ogóle zaczęła prowadzić bloga?:). Naprawdę nie miejcie do nas pretensji, ponieważ prowadzenie bloga wcale nie jest takie proste jak się wydaje :/. To by było tyle. :)
Pamiętajcie, że Was bardzo kochamy i mega doceniamy to, że pomimo wszystko większość z Was nadal tu jest, motywuje nas i czyta to opowiadanie!:) <3

wtorek, 23 czerwca 2015

ROZDZIAŁ 7

 *Postarajcie się czytać notki pisane pod rozdziałem. :)*

Eliot pospiesznie wpadł do mojego pokoju i nie pytając o nic, podszedł do szafki i wyjął z niej białe słuchawki. Odłączając telefon od ładowarki, podłączył je do niego.
- Pewnie teraz pójdziesz do łazienki się ubrać i w ogóle, więc chyba nie masz nic przeciwko temu, żebym posłuchał sobie muzyki z braku jakiegokolwiek zajęcia. - Powiedział.
- Skądże. Tak w ogóle to czuj się tutaj jak u siebie. Zresztą... Chyba nawet nie muszę Ci o tym mówić. - Odparłam sarkastycznie. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej moje ulubione jeansowe rurki i zwykły biały t-shirt.
- Oj, zrobiłem coś nie tak? - Posmutniał.
- Niee. Siedź grzecznie. Zaraz wrócę. - Oznajmiłam, patrząc jak przesuwa palcem po ekranie w górę i w dół. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyszłam z pokoju do łazienki.
- Nie zdemoluję Ci tego pokoju... A może jednak. - Usłyszałam. Zamknęłam za sobą drzwi. Zabrane ze sobą ciuchy, położyłam na koszu na pranie. Biorąc do reki, leżącą na półce czarną gumkę do włosów, związałam je niedbale w koka. Podeszłam do umywalki i odkręcając kran, z którego popłynął strumień zimnej wody, ochlapałam twarz. Po osuszeniu jej ręcznikiem zabrałam się do staranniejszego uczesania włosów, Niekiedy miałam problem z rozczesaniem ich, ponieważ były gęste i lekko kręcone, falowane? To 'niekiedy' nastąpiło niestety dzisiaj, jednak jakoś szybko doprowadziłam je do związania w wysoki, średniej długości kucyk. Spoglądając na swoje odbicie w lustrze, postanowiłam nie robić sobie dzisiaj makijażu. Zdjęłam, więc z siebie piżamę i ubrałam wzięte ze sobą ciuchy. Po około pięciominutowym ogarnięciu się, opuściłam łazienkę cicho zamykając za sobą jej drewniane drzwi.

Z perspektywy Nicole
Weszłam do domu głośno zamykając za sobą drzwi. Szybko zdjęłam buty i weszłam do salonu, gdzie siedziała cała trójka mojej rodziny.
- Cześć wam. - Przywitałam się.
- Ooo, a ty gdzie byłaś? - Odezwała się siedząca na kanapie Amber.
- Nieważne. - Odparłam obojętnie. W moją stronę odwrócił się ojciec, posyłając mi groźne spojrzenie.
- Kiedy wyrażałem zgodę na to, żebyś nocowała u Kate, myślałem że wrócisz do domu wcześniej. - Mówił, jakby chciał mnie ukarać.
- To miałam wrócić o godzinie ósmej rano? Sami przecież siedzieliście wczoraj u jej rodziców do prawie dwunastej w nocy. Po za tym powinieneś wiedzieć, że jak u kogoś nocuję, to nie po to, a by wracać rano do domu. - Wytłumaczyłam, opierając się o fotel, na którym siedziała mama.
- Rozumiem, ale jest niedziela. Wypadałoby, żebyś się pouczyła, a nie przebywała po za domem. W piątek byłaś u Oliviera, chociaż ten dzień akurat mogłaś sobie odpuścić. Wczoraj prawie w ogóle nie było Cię w domu, więc dzień dzisiejszy powinnaś sobie inaczej zorganizować Nicole.
- Edward, odpuść jej. Źle się uczy? Nie, więc niech też inaczej spędza czas, a nie ciągle na nauce. - Wtrąciła mama. Tata nie ciągnął dalej rozmowy. Na jej słowa tylko westchnął i kontynuował oglądanie jakiegoś filmu.
- Dobra, idę do siebie. - Oznajmiłam, kierując się w stronę schodów.
- Zjedz coś. - Dopowiedziała mama.
- Jadłam. - Odpowiedziałam i pobiegłam po schodach do swojego pokoju. Torbę, którą ze sobą miałam rzuciłam na kanapę. Z racji moich dziwnych upodobań przysiadłam na dywanie, opierając się plecami o kanapę. Głowę odchyliłam do tyłu i zamknęłam oczy. W myślach zastanawiałam się, czym mam się zająć. Chwilowo miałam chęć na zaczęcie czytania książki, a mianowicie lektury szkolnej, jednak szybko to ode mnie odeszło. Wolałam czytać książki, które nie są obowiązkowe. Z tych obowiązkowych prawie zawsze czytałam streszczenia, jak większość nastolatków, a przy omawianiu ich wiedziałam to, co było potrzebne. Koniec końców, dobrze radziłam sobie bez przymusowego czytania. Przypomniało mi się gadanie Eliota o jutrzejszej lekcji historii. Nie lubiłam tego przedmiotu, a tym bardziej nie lubiłam się go uczyć, ale mogłam zostać spytana. Zmusiłam się do otworzenia podręcznika i przerobienia dwóch ostatnich tematów. Kiedy usiadłam na krześle obrotowym, a książkę ułożyłam na biurku, otwierając ją na właściwej stronie, usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS'a. Wyjęłam telefon z tylnej kieszeni moich spodni i wpisałam rząd liczb, który odblokował moją komórkę. Lucas. SMS był od niego. Kliknęłam w kopertę i odczytałam jego treść. 'Hej mała'. Serce zabiło mi mocniej. W jednej chwili odechciało mi się wszystkiego, co związane z nauką. Zamknęłam podręcznik, wyjęłam z torby słuchawki i położyłam się na kanapie, podłączając je do telefonu. Odtworzyłam sobie playlistę z moimi ulubionymi piosenkami i odpisałam szybko chłopakowi. Przez głowę zaczęły mi przelatywać wszystkie szczegóły wczorajszego dnia. Większość tych szczegółów wiązała się z Lucasem, ale nie mogłam nic poradzić na to, że mi się cholernie podobał. I nie chodziło tutaj tylko o wygląd. Może w grupie nie okazał tego za bardzo, ale charakterem praktycznie niczym nie różnił się od Eliota.

Z perspektywy Kate
Wchodząc do pokoju spojrzałam na chłopaka, który ze słuchawkami w uszach, siedział wygodnie na kanapie, stukając palcami w ekran telefonu. Zauważając, że weszłam do pomieszczenia, wyciągnął jedną słuchawkę z ucha.
- Ładnie wyglądasz. - Skomplementował.
- I tak nie poruchasz.
- No wiem.. Też za niedługo spadam. Mnie odprowadzisz, co nie?
- Tak, oczywiście.
- No to heheszki.
- O czym chciałeś ze mną porozmawiać? - Spytałam, przypominając sobie przerwaną przez dzwoniący telefon rozmowę.
- A... To później o tym pogadamy.
- Jak tam sobie chcesz.
- Kate! Pozwól do mnie na chwilkę. - Zawołała mama. Posłusznie zeszłam do miejsca, z którego rozchodził się głos, czyli do łazienki.
- No? - Zapytałam, patrząc jak elegancko ubrana i cała wyperfumowana drogimi perfumami, stała przed lustrem i poprawiała blond włosy.
- My jedziemy, bo mamy do załatwienia ważną sprawę. Matta zabieramy ze sobą. Nie wiem, kiedy wrócimy, ale gdyby coś się działo, to dzwoń. Siedźcie tutaj z Eliotem grzecznie. A, i poucz się dzisiaj chociaż z pół godziny. Jeśli chciałabyś wyjść to pamiętaj, zamknij drzwi. Klucze są na półce w przedpokoju. - Oznajmiła, wychodząc z łazienki.
- Okej, okej. - Przytaknęłam i przeszłam za mamą do kuchni.
- To przyprowadź Matta. Siedzi w salonie. - Rozkazała, ciepło się do mnie uśmiechając. Przeszłam do salonu, po drodze uśmiechając się do taty, który właśnie z niego wychodził. Podeszłam do brata, który grzecznie siedział i oglądał bajkę w telewizji.
- Chodź Matt. Mama i tata Cię gdzieś zabierają. - Powiedziałam, wyciągając rękę w jego stronę. Wyłączyłam telewizor i poprowadziłam go do przedpokoju.
- Ubrać go? - Spytałam.
- Możesz. - Odpowiedziała.
- Czekam na Was w samochodzie. - Oznajmił ojciec i wyszedł z domu. Ja tymczasem zdjęłam z wieszaka kurtkę Matta i założyłam ją na niego. Z szafki wyjęłam czapkę, którą założyłam mu na głowę. Samodzielnie usiadł na dywaniku i wsunął na nogi białe buty z czarnym znaczkiem Nike. Kiedy był już gotowy, dołączyła do nas mama, która szybko się ubrała.
- No to pa. - Odparłam, całując Matta w czółko. Przytuliłam mamę i pobiegłam do swojego pokoju.
- Co jest? - Zagadnął Eliot.
- Pojechali gdzieś. - Odpowiedziałam krótko.
- Czyli zostaliśmy sami?
- Niestety... Nawet o tym nie myśl.
- Dlaaczeegooo? - Spytał zawiedziony, wyraźnie przedłużając samogłoski.
- Bo nie masz czym.
- A chcesz sprawdzić?
- Nie.
- A widzisz... Nie chcesz sprawdzić, bo dobrze wiesz, że mam coś w spodniach. Nie to, co ty.
- Eliot, nie będę rozmawiała z Tobą o tym, czy masz coś w spodniach, czy nie.
- Chuj mnie to obchodzi. To znaczy, mój chuj, bo chuja mam w spodniach.
- Eliot, bo Cię zaraz stąd wyjebie.
- Dobra, już nie będę. - Zakończył. Wzięłam telefon do ręki i usiadłam na kanapie obok Eliota. Odblokowałam go i weszłam w listę kontaktów. Palcem zaczęłam jeździć po ekranie w górę i w dół.
- Co robisz? - Zapytał kolega.
- Szukam kogoś, do kogo mogłabym zadzwonić, żeby tu przyszedł. Nie będę tak sama z Tobą siedziała.
- Emm... Jessy, Nina, Ana, nawet ta Jade. Alan, James, Olivier, Ryan?
- Na pewno nie Ryan.
- Sorry.
- Odpuszczę to sobie. Pewnie i tak nikt dzisiaj nie będzie mógł wyjść. - Zrezygnowana ze swoich zamiarów, włożyłam telefon do kieszeni w spodniach.
- Chodź na dół. - Zaproponował Eliot.
- Okej. - Odpowiedziałam, wychodząc za nim z pokoju. Szybko zbiegliśmy po schodach do salonu. Eliot rzucił się na kanapę i biorąc do ręki leżący obok niego pilot, włączył telewizor. Wzięłam ze stolika laptop mojego ojca i usiadłam z nim po lewej stronie kolegi. Włączyłam go, a następnie kliknęłam na ikonę przeglądarki internetowej. Eliot przyciskami w pilocie przewijał kanały, po czym dało się zobaczyć urywki jakiś niektórych programów. Ostatecznie zatrzymał na jakimś filmie. Spojrzał na mnie wzrokiem, jakiego chyba jeszcze, jak dotąd nie użył. Nie mogłam stłumić w sobie śmiechu. Musiałam zacząć się śmiać.
- Chodź tu koło mnie, obejmę Cię ramieniem, ty się we mnie wtulisz i będzie jak za dawnych czasów. - Odezwał się.
- Co? Chyba mnie z kimś pomyliłeś.
- Nie wydaje mi się.
- Może Ci się to przyśniło?
- Tak, kurwa. Dzisiaj jak sobie spałem.
- No widzisz. Przytul się sam do siebie i oglądaj to, co sobie włączyłeś.
- Nie będziesz mi życia układać.
- Zamknij się.
- Nie będziesz mi życia układać.
- Przestań już.
- Heheszki. - Dopowiedział. Ułożyłam się wygodnie, kładąc nogi na jego kolanach. Od razu spojrzał na mnie ostrzegawczo.
- Nie za dużo sobie pozwalasz?
- Nie. - Odpowiedziałam, kładąc laptopa na nogach. Pokręcił głową i odwrócił ode mnie wzrok, wracając do oglądania telewizji. Idąc jego śladem, również wróciłam do czynności, którą mi przerwał. Przez pół godziny przeglądałam, jak prawie codziennie Facebooka czy Tumblra. Później weszłam na swojego Twittera i inne strony. Przejrzałam też parę sklepów internetowych, poprzez co straciłam kolejne pół godziny albo i więcej. W sumie to przeglądanie sklepów internetowych nie było mi zbytnio potrzebne, ale właśnie w ten sposób najczęściej kupowałam między innymi buty. Zakupywanie ubrań przez internet było rzadkością. Wolałam pójść do sklepu i tam coś przejrzeć czy przymierzyć. W końcu zdecydowałam, że jak na razie nie mam potrzeby kupowania czegoś w internecie. Zamknęłam, więc przeglądarkę, a przy tym spojrzałam na zegar będący u dołu ekranu. Było parę minut przed szesnastą. Zamknęłam laptopa i popatrzyłam na bruneta, który nie wiadomo kiedy zasnął. Zdjęłam nogi z jego kolan i odłożyłam laptopa na miejsce. Przez chwilę zastanawiałam się, czym mogę się zająć. Nie chciałam budzić Eliota, ale chciałam żeby wstał. Nagle zaczął dzwonić jego telefon, w wyniku czego obudził się. Rozbudzony, cicho zajęczał i odebrał telefon.
- Halo? - Warknął. - Nie ma mnie w domu... No bo mnie obudziłeś idioto... No nie wiem. Za jakieś pół godziny?... Nara. - Zakończył połączenie i wsunął telefon do kieszeni w spodniach. - Jebany Ryan. - Mruknął. - Która godzina?
- Po szesnastej.
- Dlaczego mnie nie obudziłaś? - Spytał zaspany, gwałtownie zrywając się z łóżka. Wyłączył telewizor i przeszedł do kuchni.
- Bo jebany Ryan zrobił to za mnie. - Na moje słowa uśmiechnął się pod nosem. Wyjął z szafki szklankę i nalał do niej trochę wody.
- Odprowadzisz mnie, nie? Babcia będzie zła, że prawie cały dzień mnie w domu nie było.  - Zażartował, wypijając nalaną sobie wodę. Nie musiał wracać wcześnie do domu. Mieszkał ze swoją babcią, bo jego rodzice pracowali gdzieś za granicą, a z nią miał dużo luzu. Czasami zastanawiało mnie, dlaczego akurat został tutaj? Dlaczego nie wyjechał z nimi? Dlaczego nie chciał poznać innych ludzi, miejsc? Ale przecież nadal miał do tego okazję, a pomimo to nie korzystał.
- Odprowadzę. - Odpowiedziałam i przeniosłam się z nim do przedpokoju. Włożyłam czerwone, krótkie Conversy i patrząc przez niewielkie okno, postanowiłam nie zakładać kurtki, bo słońce, które świeciło chyba od samego rana, nie dawało takiej potrzeby. Rozsunęłam jednak dużą szafę i wyciągnęłam z niej siwą, rozpinaną bluzę. Przejrzałam się w lustrze będącym na ścianie i poprawiłam swojego kucyka. Wzięłam z półki klucze i wychodząc z domu, przekręciłam zamek w drzwiach.
- Eliot, mogę Cię o coś spytać? - Zaczęłam.
- Pewnie.
- Dlaczego nie wyjedziesz ze swoimi rodzicami?
- Chcesz się mnie pozbyć?
- Niee. Tak po prostu pytam. Masz okazję zmienić otoczenie, poznać nowe osoby, w ogóle oderwać się od tego, co jest tutaj.
- No niby tak, ale tutaj jest przecież okej. Tutaj mam przyjaciół, przede wszystkim Ciebie i Nicole, bo na Was mogę najbardziej polegać...
- A Ryan? - Przerwałam mu, zamykając za nami furtkę. Klucze schowałam do kieszeni bluzy.
- Ryan? Też jest spoko, ale czasami jest chujem... Dobra, bo odejdziemy od tematu. No, mam tutaj przyjaciół, szczególnie Ciebie i Nicole, szkołę, która też jest okej i nie mam zamiaru jej zmieniać. Jest dużo miejsc, za którymi na pewno bym tęsknił i w ogóle. Tam bym nie miał tego co tu. Dużo by mi brakowało. W dodatku na okrągło bym musiał wysłuchiwać gadania rodziców, a z 'nowymi osobami' nie miałbym tego co mam w tym miejscu. Dobrze mi tutaj. Nie mam, na co narzekać.
- To wszystko wyjaśnia. Ja patrzyłam na to w trochę inny sposób.
- No właśnie. A o tym kto by Cię rozśmieszał, pocieszał, odwiedzał i tak dalej, to już nie pomyślałaś.
- Bo patrzyłam na to z innej strony.
- Ale życia i tak mi nie będziesz układać. Swoją drogą, skoro już gadamy tak 'szczerze i poważnie', to chciałbym wrócić do tego, co wcześniej miałem zamiar powiedzieć.
- To wróć.
- Dlaczego nie zaczniecie się z Ryanem do siebie odzywać? Po prawie dwóch latach moglibyście sobie darować.
- Gdyby on się do mnie zaczął odzywać, to też może bym się do niego odzywała. No bo, przecież ta 'kłótnia' była z jego winy, nie z mojej. W sumie to przestałam ją tak rozpamiętywać, ale jego słowa trzymają się mnie do tej pory. Czym mu zawiniłam, że przez dwa ostatnie miesiące drugiej klasy gimnazjum, nie miałam życia w tej szkole? Za co wyzywał mnie od kurew, dziwek? Co mu zrobiłam, że każdemu gadał, że się puszczam, że pochodzę z patologicznej rodziny, albo że stałam się zwykłą szmatą? - Na samo wspomnienie o tym, łzy zaczęły mi napływać do oczu. Zdałam sobie sprawę, że pomimo prawie dwóch lat tej spiny, nie wybaczyłabym mu tego. Jeszcze nie teraz. Dotarło do mnie, jak bardzo tego człowieka nienawidzę. I chociaż każdy o tym zapomniał i wszystko jest tak, jak być powinno, to ślad po tym jeszcze we mnie został. Eliot zauważając, że przerwałam i od dłuższej chwili nic nie mówię, złapał mnie za ramiona i odwrócił twarzą do siebie.
- Ej, mała, nie próbuj płakać. No nie przez niego. Nie byłaś jedyna, której zrobił takie gówno w życiu. To już jest za Tobą. Dawno. Nie przejmuj się taką osobą. Nie warto. Przecież ludzie w to nie wierzyli. Nikt się od Ciebie nie odwrócił. - Powiedział z lekkim uśmiechem, przez co od razu zrobiło mi się lepiej. Miał rację. Nie będę rozpamiętywała tego, co związane z Ryanem. Nie kiedy w życiu mam wszystko idealnie poukładane.
- Nie będę przez niego płakała. Mogę płakać tylko ze śmiechu z Ciebie.
- Potrafisz zjebać moment. - Wypowiedział z uśmiechem, przytulając mnie do siebie. - Ale wiesz, dlaczego to zrobił?
- Bo mnie nienawidzi?
- Nie. Może to głupie, że w ogóle z nim na te tematy gadam, ale zrobił to, bo się w Tobie podkochiwał, a że nie zwracałaś na niego uwagi, to się w ten sposób, no nie wiem, zemścił?
- Taa. Jasne. - Oderwałam się od niego i zaczęłam iść dalej przed siebie. - Z tego, co wiem, to wtedy mu się Ashley podobała.
- A tego to ja już nie wiem. W ogóle to Ashley, jest taka trochę dziwkowata.
- Dlaczegoo? - Spytałam zła na to, że ją obraża.
- Na taką wygląda czasami z charakteru, jak i z zachowania.
- Przesadzasz.
- Wcale nie. No sorry, ale znam się trochę na ludziach i za długo z nią nie pociągniecie.
- Nie nagaduj na nią do mnie! Ciągniemy już z nią jakieś siedem lat, więc się nie wypowiadaj, bo gówno wiesz.
- Co tak z nerwami od razu?
- Bo nie lubię, jak ktoś tak gada.
- Okej, przepraszam.
- Siema Eliot! - Rozmowę przerwał nam czyjś głos. Głos Ryana.
- Ja pierdolę. - Wymamrotał cicho Eliot. - Siema. - Ryan podszedł do niego i przywitał się z nim 'po męsku'. Kiedy spojrzał na mnie, uśmiech od razu znikł z jego twarzy.
- Dobra Eliot. Wracam się. - Powiedziałam i podeszłam do niego, aby go przytulić. Czułam na sobie spojrzenie tego idioty.
- Widzimy się jutro. Pa. - Odpowiedział Eliot.
- No. Pa. - Odwróciłam się i pokierowałam w stronę domu. Wracałam powoli. Pomimo tego, że nie przeszłam za dużo, w domu byłam po około dziesięciu minutach. Po wejściu do niego od razu pokierowałam się do kuchni. Poczułam nagłą potrzebę zjedzenia czegoś, więc zrobiłam sobie kanapkę. Nie miałam zamiaru już nigdzie dzisiaj wychodzić. Przypomniało mi się, jak mama mówiła, żebym się trochę pouczyła. Nie chciało mi się uczyć. W dodatku na ten tydzień nie zostały zapowiedziane jakieś sprawdziany, czy kartkówki, o których przeważnie też mówiono. Z nudów usiadłam na kanapie w salonie i włączyłam telewizor. Przez około godzinę oglądałam jakiś program kulinarny. Nic ciekawego. Gotowanie nie należało do moich ulubionych zajęć. Spojrzałam na godzinę w telefonie. Dochodziła osiemnasta. Nagle drzwi wejściowe do domu się otworzyły i do domu wbiegł Matt. Za nim weszli rodzice. Podniosłam się z kanapy i podeszłam do Matta, aby pomóc mu się rozebrać. Mały przytulił mnie i pobiegł do pokoju. Z rodzicami mało co rozmawiałam. Uznając, że nie będę im czy Mattowi, jak na razie potrzebna, poszłam do swojego pokoju. Wyjęłam z szafy torbę, którą przeważnie nosiłam do szkoły i spakowałam do niej potrzebne na jutro książki. Przez weekend w ogóle do nich nie zajrzałam. Do odrobienia też jakoś wyjątkowo nic nie było zadane. Torbę odłożyłam na krzesło będące przy biurku. Wzięłam z kanapy słuchawki, których Eliot nie schował i podłączyłam je do swojego telefonu, włączając muzykę. Kładąc się, zaczęłam myśleć o sytuacji z Ryanem. To, co powiedział Eliot nie dawało mi w pewnie sposób spokoju. Naprawdę mógł być wtedy we mnie zakochany? Nie. Na pewno nie. Zaczęłam zadawać sobie wiele pytań dotyczących siebie i Ryana. Wywnioskowałam jednak, że nie będę do tego wracać. Nie odzywaliśmy się i tyle. Tak było nawet lepiej, a do zadawanych sobie pytań nie próbowałam szukać odpowiedzi. Wyjęłam słuchawki z uszu i odczuwając zmęczenie, podeszłam do szafy, żeby wyciągnąć piżamę. Przeszłam do łazienki, aby wziąć prysznic. Czynność, którą robiłam praktycznie codziennie przez większość czasu wieczorem, dzisiaj poszła mi znacznie szybciej niż zwykle. Po założeniu na siebie piżamy i wysuszeniu włosów wróciłam do pokoju. Rozłożyłam i zaścielałam kanapę, po czym czując się naprawdę zmęczona, zasnęłam.



Więc tak. Przepraszamy, że czasami zwlekamy z dodaniem rozdziału. Teraz, kiedy mamy już prawie wakacje, postaramy się je dodawać zgodnie z obietnicą :). To po pierwsze. Po drugie - większość z Was pisze nam przeważnie na priv 'komplementy' dotyczące bloga. Niestety nie zawsze też na to odpisujemy, dlatego skoro rozdział Wam się podoba, to starajcie się dawać pozytywne komentarze pod rozdziałem. :) Takie opinie wtedy na pewno zauważymy i będą one zebrane tak jakby w jedną całość. :> Naprawdę miło się czyta takie komentarze. :). Po za tym niektóre dają mega chęć do pisania tego opowiadania dalej. Każdy kto czyta, niech komentuje! ;). Kochamy Was! <3

niedziela, 14 czerwca 2015

ROZDZIAŁ 6

Do mojego pokoju dobiegł dźwięk śmiejących się na dole rodziców. Rozbudzona, nie otwierając oczu z pleców przekręciłam się na lewy bok. Próbowałam na nowo zasnąć, lecz bezskutecznie. Rozchodząca się po całym domu rozmowa nie dała mi zapaść w sen. Odwróciłam głowę do ściany i leniwie otworzyłam oczy. Miejsce, na którym spała Nicole było puste. Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam przed siebie. Na łóżku spał Eliot. Okryty po samą szyję pierzyną cicho oddychał. Ręce ułożył pod niewielką, płaską, kwadratową poduszką, na której spoczywała jego głupia głowa. Wyciągnęłam nogi spod swojego okrycia i popchnęłam nimi ciało chłopaka, w wyniku czego spadł na podłogę, ciągnąc przy tym ze sobą materiał.
- Co do kurwy? - Warknął zaspanym głosem.
- Miałeś tu nie spać!
- Nie mogłem zasnąć.
- Jasne.
- Gdybym tak spał, co noc to wstawałbym wyspany.
- Marzenie.
- Może kiedyś się spełni. - Powiedział, kładąc się na łóżku, na miejscu Nicole.
- Gdzie Nicole? - Spytałam.
- A skąd ja mam to wiedzieć? Myślisz, że jestem jakimś jej cieniem i za nią kurwa chodzę? - Fakt. Głupie pytanie. Nie odpowiadając wyczołgałam się z łóżka. Stanęłam prosto, po czym przeciągnęłam się cicho ziewając. Wzięłam w dłoń telefon i klikając środkowym przyciskiem spojrzałam na ekran. Jedenasta dwadzieścia siedem. Odłożyłam go na miejsce, po czym skierowałam wzrok na Eliota. Patrzyliśmy się na siebie przez parę sekund, dopóki nie przerwał tego mój śmiech.
- Nie śmieszne. - Skomentował. Zrobiłam parę kroków w stronę okna. Rozdzielając rząd pasków sięgających do paneli, złapałam za rączkę wbudowaną w okno i przekręcając ją, uchyliłam je. Świeże powietrze szybko wpadło do pomieszczenia. Promienie słońca, które zapowiadały dalsze godziny dnia na pogodne, oświetlały mój pokój. Takie niedzielne po południa uwielbiałam od zawsze.
- Ostatni raz tu spałeś. - Odezwałam się.
- I tak wiem, że nie. - Wstał z łóżka i podszedł do krzesła obrotowego, na którym znajdowały się jego niedbale złożone, czarne rurki. Wziął je, po czym zaczął wciągać na długie, szczupłe nogi. Wyciągnął z kieszeni czarnego i'Phona i kliknął przyciskiem kilka razy.
- Dasz mi ładowarkę? Rozładował się. - Przewróciłam oczami i podeszłam do swojego telefonu, aby odłączyć go od ładowania. Nie wyjmując ładowarki z gniazdka, wyciągnęłam rękę do Eliota na znak, by podał mi swój telefon. Nie mówiąc nic, co było dziwne, wsunął komórkę w moją dłoń.
- Chodź na dół. - Rozkazałam, podłączając urządzenie. Poszłam powoli w stronę drzwi, które były uchylone i otworzyłam je na oścież, przepuszczając Eliota, który w ułamku sekundy podniósł się z łóżka. Po cichu schodziliśmy do kuchni, gdzie o tej porze zazwyczaj wszyscy przesiadywali. Kilkadziesiąt centymetrów przed wejściem do niej Eliot wyciągnięciem ręki w bok, zablokował mi drogę. Kiedy chciałam go o to upomnieć, odwrócił się w moją stronę i przyłożył palce do ust. Usłyszałam jak Matt rozmawia z Nicole właśnie o nim. Domyślałam się, że rodzice siedzą razem z nimi.
- Dlaczego Eliot jest taki zabawny? - Spytał miłym głosem Mattew.
- Bo za mądry to on nie jest Matt. Im głupszy tym bardziej zabawny. Nie bierz z niego przykładu. - Odpowiedziała roześmiana Nicole.
- A dlaczego ciągle mówi 'heheszki'? - Dopytywał czterolatek.
- Bo to mój tekst dziecko. - Wtrącił Eliot wchodząc do kuchni. - Dzie-Dzień Dobry. - Zająknął się widząc moich rodziców siedzących na białych, skórzanych krzesłach. Nicole parsknęła śmiechem. Matt zszedł z jej kolan, na których chwilę temu był usadowiony i podszedł do Eliota. Podniósł głowę do góry, żeby móc go zobaczyć. Chłopak spuścił za to głowę w dół i spoglądał przez jakieś cztery sekundy na Matta.
- Eliot... - Wypowiedział z politowaniem mój tata, biorąc przy tym do ręki kubek z kawą i upijając łyka. - Miałeś być grzeczny.
- Tak, wiem. Przepraszam. Już nie będę. Piona mały, nie? - Odpowiedział zmieszany, wystawiając do Matta otwartą dłoń.
- Spieldalaj. - Przeklął niewyraźnie czterolatek, na co wszyscy spojrzeli na niego z niedowierzaniem w to, co usłyszeli.
- Mattew, nie wolno Ci tak mówić! Kto Cię nauczył się tak wyrażać? - Niemalże krzyczała zbulwersowana tym matka.
- Kate. - Odpowiedział jej niewinnie. Dzięki Matt.
- Jak to Kate? - Odezwał się tata, patrząc na mnie ze złością.
- No mówi tak.
- Dlaczego wysławiasz się w ten sposób przy małym dziecku, Kate? Dlaczego w ogóle tak mówisz? - Dopytywała zezłoszczona matka. Oparłam dłoń o ciepłe od słońca czoło i spuściłam głowę w dół. Biegając wzrokiem po płytkach, szukałam wytłumaczenia.
- No bo to przez Eliota. Zadzwonił wczoraj, kiedy bawiłam się z Mattem i chciał przyjść tutaj z Ryanem. Wiesz mamo, że się do niego nie odzywam i doskonale wiesz przez co. Nie chciałam go tutaj, więc wymsknęło mi się raz czy dwa, powiedzieć w ten sposób. - Usprawiedliwiłam się. Nie była to do końca prawda, ale co miałam powiedzieć? 'Tak mamo, to co mówi Ci Matt, jest prawdą. Przeklinam od dłuższego czasu i przeklinać będę'? Nie. Choćbym chciała się tego oduczyć, to i tak nie potrafię. Za bardzo się do tego przyzwyczaiłam. Nie wiem dlaczego, ale to było wyrażeniem moich emocji. Powiedzenie do kogoś 'Spierdalaj' nie było tak łagodne jak 'Spadaj'. Brzmiało to, no nie wiem. Lepiej? Bynajmniej ja tak uważałam.
- To Cię nie usprawiedliwia. Popraw się w wyrażaniu swoich emocji, bo nie chcę, aby Mattew odzywał się do kogokolwiek w taki sposób. Zrozumiano?
- Tak, przepraszam.
- Ja też przepraszam. - Odezwał się Matt.
- W porządku już. - Zakończyła mama i uściskała podchodzącego do niej Matta.
- Eliot, co Ci zrobić do jedzenia? - Spytałam obojętnie.
- Płatki. - Odwróciłam głowę w jego stronę i uniosłam brwi do góry.
- Okej? Chcesz jeść płatki dla dzieci?
- Płatki to śniadanie bogów. - Oznajmił, na co rodzice łącznie ze mną i Nicole zaczęli się śmiać. Matt po cichu zarechotał. Wyjęłam więc z szafki na naczynia garnuszek, po czym wlałam do niego wyjęte z lodówki mleko. Ustawiłam go na kuchence i włączyłam niewielki płomień.
- Będę jadł płatki przez całe życie i też będę bogiem. - Odezwał się mały blondyn.
- Nie będziesz. Tylko ja nim byłem, jestem i będę. Heheszki. - Dopowiedział Eliot.
- Musisz być taki zarozumiały? - Wtrąciła Nicole.
- Nie jestem zarozumiały. - Oburzył się szesnastolatek.
- Wcale. - Wypowiedziała dziewczyna, podnosząc się z krzesła i wkładając do zmywarki ubrudzony talerz. Zerknęłam na stół, na którym znajdowało się całe 'śniadanie'. Wszystkiego do wyboru.
- Dawno wstaliście? - Spytałam.
- Jakieś pół godziny przed wami. - Odpowiedział mi ojciec, upijając kolejny łyk kawy.
- A ty Nicole? Nie było Cię w pokoju.
- Od dziesiątej już nie spałam. Poszłam do łazienki, to Matt mnie zaczepił i pytał, czy się z nim pobawię. Potem wstali Twoi rodzice i zeszliśmy tutaj.
- Później o coś Cię spytam. - Zakończyłam i odwróciłam się do kuchenki, aby wyłączyć gaz z palnika, na którym gotowało się mleko. Wyjęłam z szafki szklaną miskę i jakieś płatki. Wszystko zrobiłam w ten sam sposób, co zawsze, a następnie podałam Eliotowi miskę z płatkami. Trochę mu zajęło zorientowanie się, że ją przed nim trzymam, bo patrzył z zażenowaniem na Nicole.
- Eliot! - Podniosłam głos, wysuwając naczynie jeszcze bardziej w jego stronę.
- A. - Ocknął się, zabierając ode mnie miskę. Podeszłam do stołu i wzięłam z talerza stojącego na jego środku dwa plasterki sera. Nie byłam głodna, ale nie chciałam tego gadania rodziców 'zjedz cokolwiek'.
- Chodźcie. - Nakazałam, rwąc kawałek plastra sera i wyszłam z dwójką z kuchni. - Nie wylej przypadkiem mleka. - Upomniałam chłopaka.
- Przypadkiem. - Podkreśliła Nicole. Po schodach przeprowadziła nas do mojego pokoju, zamykając za nami ciemnobrązowe drzwi.
- Wymsknęło mi się raz czy dwa... - Zaczął Eliot, próbując udawać mój głos.
- Zamknij się. - Odpowiedziałam, próbując ukryć śmiech.
- A w japę chcesz? No bo skoro nigdy nie będziemy razem, to chyba mogę Ci przywalić. - Popatrzyłam na niego z litością na twarzy. Tymczasem on, nie patrząc na mnie usiadł na biurku i trzymając w ręce miskę, zaczął jeść to, co w niej było. Będąca obok niego Nicole tylko pokręciła głową na to, co robił. Podeszłam do rozłożonej kanapy i zaczęłam doprowadzać ją do porządku.
- Dlaczego nic z nim nie zrobiłaś jak wstawałaś? Mówiłam, że ma z nami nie spać na jednym łóżku. - Spytałam Nicole, śmiejąc się przy tym z Eliota, który jedząc płatki i machając zwisającymi z biurka nogami, wyglądał jak małe dziecko.
- No bo tak słodko spał. Szkoda mi było go budzić, a po za tym on i tak pomimo tłumaczeń nigdy nie zrozumie tego, co się do niego mówi.
- Widzisz? Słodko spałem. Nie będziesz jej życia układać. - Odezwał się Eliot.
- Słodko spałeś, bo śniła Ci się Jade. Nie chciałam Ci tego psuć. - Dopowiedziała Nicole.
- A ty wcześniej wstałaś, bo miałaś koszmar z tym... Jak mu tam? Alexem? Lucasem?
- Nie, miałam koszmar z Tobą.
- Pieprzenie Cię we śnie musiało być piękne, a nie koszmarne.
- Ty tylko o jednym. Za naukę byś się wziął.
- Sorry, ale nie. - Przysłuchując się ich rozmowie zdążyłam całkowicie przywrócić kanapę do normalnego stanu i niemalże idealnie ułożyć na niej małe poduszki we wzorki.
- Ej, ja idę się trochę ogarnąć i spadam. Po południu miałam być w domu. Nie chcę potem ich darcia. - Oznajmiła Nicole, podchodząc do mojej szafy i wyciągając z niej złożone ciuchy, udała się w stronę łazienki. Wzięłam swój telefon z komody i usiadłam na kanapie. Gdzieś wewnątrz siebie miałam nadzieję, że na wyświetlaczu pojawi się wiadomość do odczytania od Alexa. Jednak na ekranie nic się nie pojawiło, po za  okrągłymi przyciskami z cyframi w środku, służącymi do wystukania kodu i odblokowania komórki. Żadnej wiadomości. Przypomniałam sobie, że miał dzisiaj spędzać czas z tymi dwiema, co wczoraj podjechały. Może nie miał po prostu czasu? Zresztą, po co się nad tym zastanawiałam? Jak wszystko dobrze pójdzie i plany wypalą, to za jakieś sześć dni znowu się z nimi spotkam.
- Nad czym tak rozkminiasz? - Spytał Eliot, odkładając oblaną od środka mlekiem miskę na bok.
- Już nad niczym.
- Jasne. Myślisz o mnie tylko się nie przyznasz.
- Tak... Nie mam, co robić i myślę, jakby Cię tu poderwać. - Odpowiedziałam sarkastycznie.
- Wiedziałem, ale teraz tak serio chcę z Tobą pogadać.
- Że co? Ty i gadania na serio?
- Zamknij się. Nie chodzi mi o to napierdalanie, że mógłbym być z Tobą albo Nicole, bo to na żarty, chociaż w sumie mógłbym, ale nie o to mi chodzi. Nie śmiej się kurwa.
- Przepraszam, ale nie wiem, czy będę umiała gadać z Tobą na poważnie. - Mówiłam, przytykając palcami usta, aby przestać się z niego śmiać. - To o co chodzi?
- No bo chciałbym z Tobą pogadać o... - Nie dokończył, bo zadźwięczał jego leżący na szafce telefon. Świetne wyczucie czasu. Zeskoczył z biurka i podszedł do telefonu. Biorąc go w dłoń, przejechał palcem wskazującym po ekranie.
- Halo? - Odezwał się grzecznie do słuchawki. - No bo nie chciałem wracać w nocy do domu, więc przenocowałem u Kate. - Rozmawiał ze swoją babcią. Tylko jej się tak tłumaczył. - No nie wiem. Za niedługo powinienem być. Przepraszam, że Cię nie powiadomiłem, ale było późno. Pewnie spałaś, a ja nie chciałem Cię budzić... Okej, okej. To pa. - Zakończył i odłożył komórkę na miejsce. Skończył bycie poważnym.
- Babcia? - Dopytałam.
- Ta. Rodzice dzisiaj wracają. Kazała mi w miarę wcześnie wrócić do domu. - Powiedział, rzucając się na kanapę. Wziął jedną z poduszek i zakrył nią twarz.
- Smuteczek czy heheszki? - Wypowiedziała, wchodząca do pokoju Nicole. Była ubrana w to, co wczoraj z racji tego, że nie miała ze sobą innych ubrań. Na jej szczupłych nogach leżały czarne rurki. Do tego siwa bluza z czerwonym, drukowanym napisem. Włosy idealnie związała w długi kucyk, który lekko się falował.
- Heheszki. Smuteczek jest w nagłych sytuacjach. - Powiedział stanowczo, zdejmując poduszkę z twarzy.
- Na przykład? - Ciągnęła Nicole, siadając obok niego na kanapie.
- Smuteczek będzie na przykład jutro. Mamy jebaną historię i jak mnie zapyta, to wtedy będę smutał. Nie chcę mi się uczyć czegoś, co jest dawno za mną.
- Ale Eliot, odkrycia geograficzne nie są trudne do ogarnięcia. - Odparłam.
- Dla Ciebie może i nie. Zresztą... Co mnie jakaś historia? Reszta przedmiotów nie idzie mi tak źle. I widzisz? Z wami jak zwykle. Od babci przeszliśmy do nauki.
- Sam do tego przeszedłeś. - Kontynuowałam.
- A wjebać Ci?
- No, dawaj.
- Nie no. Nie zrobiłbym Ci krzywdy. - Wypowiedział ze śmiechem.
- Eliot robi komuś krzywdę. Kurwa, ludzie. - Śmiała się Nicole, zasłaniając dłońmi twarz.
- Zaraz Tobie coś zrobię to się wtedy przekonasz.
- I tak mi nic nie zrobisz.
- Za dobrze mnie znacie. Pora zmienić przyjaciół.
- Dziwne, że to przyjaciele jeszcze nie zmienili Ciebie.
- Za fajny jestem.
- Nie śmieszne.
- Bo to kurwa nie miało być śmieszne.
- Heheszki. Dobra, idę. Odprowadzicie mnie? - Spytała Nicole, wstając z kanapy i biorąc na ramię torbę leżącą koło szafy.
- Ale tylko do drzwi. W piżamie jestem. Chodź Eliot. - Odpowiedziałam, kierując nas w stronę schodów.
- Ja Cię mogę odprowadzić. - Wtrącił Eliot.
- Nie musisz. Mam ledwie trzydzieści metrów do domu. - Powiedziała Nicole.
- Nie bój się, nie zgwałcę Cię.
- A wiadomo... - Na ich wymianę zdań znowu zaczęłam się śmiać.
- Nie śmieszne. - Upomniał Eliot.
- Tylko, że się śmiejesz. - Odpowiedziała mu Nicole.
- Nie prawda. - Odparł, zakrywając dłonią usta, gdzie przy tym prawie spadł z ostatnich dwóch schodów. Wzmocniło to mój śmiech na jeszcze większy. Nicole też się z tym nie kryła. Przeszła przez przedpokój do drzwi wejściowych. Usiadła na brązowym dywaniku, szybko wkładając krótkie Conversy. - Zamiast ubolewać nad moją osobą, że nie spadłem, że nic mi się nie stało, to się śmiejecie. So sad.
- Śmiejemy się, bo ciągle jesteś takim gamoniem i jakoś nic Ci się do tej pory nie stało. - Wyjaśniłam, uderzając go lekko w ramię. Oddał szybko tym samym, po cichu się śmiejąc. Nicole przewróciła oczami. Podniosła się i podeszła do mnie, żeby móc mnie przytulić, Odwzajemniłam jej uścisk. Poczułam jak obejmuje nas kolejna para rąk. Odchyliłam głowę i uniosłam brwi pytająco.
- No co? - Odpowiedział Eliot. Patrzyłam na niego dalej, odsuwając się od Nicole. Wykorzystując brak mojej osoby między nimi, przytulił ją mocno. Nicole niepewnie go objęła.
- Głupi jesteś. - Dopowiedziała.
- A ty pojebana. - Odpowiedział, na co gwałtownie się od niego odsunęła.
- Jutro się zobaczymy. Pa. Do widzenia! - Krzyknęła i nie czekając na odpowiedź, wyszła zamykając za sobą drzwi. Odpowiedź na jej ostatni zwrot nastąpiła jakieś trzy sekundy później. W milczeniu wróciłam z Eliotem do swojego pokoju.



*Jeśli przeczytałeś rozdział zostaw komentarz. To motywuje do dalszego pisania. :)*

czwartek, 4 czerwca 2015

ROZDZIAŁ 5

- Możecie już iść. Chcieliśmy was tylko o tym powiadomić. Kate, pobaw się trochę z Mattem. Pod Twoją nieobecność ciągle o Ciebie wypytywał. - Powiedziała moja rodzicielka. Uśmiechnęłam się na jej słowa i spojrzałam na braciszka będącego nadal na moich rękach. Ucałowałam go po raz kolejny.
- Mieliśmy właśnie zamiar układać klocki, prawda? - Wypowiedziałam do brata, co miało na celu poinformowanie rodziców, że się nim opiekuję.
- Prawda. - Powiedział słodkim tonem. Tata zaśmiał się, a ja razem z towarzyszącą mi dwójką wróciłam do swojego pokoju. Usadowiłam czterolatka na czarnym dywanie po swojej przeciwnej stronie. Wysypałam klocki i zaczęłam układać je z blondynem.
- Powiesz mi, co to dzisiaj miało być? - Zaczęła mówić oparta plecami o kanapę Nicole.
- Czyli? - Dopytałam. Nie do końca wiedziałam, co ma na myśli.
- No to 'pożegnanie' z Alexem. - Mówiła z radością w głosie.
- Mnie się pytasz? Szczerze mówiąc to myślałam, że na koniec mnie oleje i nic nie powie.
- Ale jednak.
- A ty, co nagadałaś Lucasowi?
- Ogólnie tak z nim gadałam. O zainteresowaniach, szkole. Pytał, czy jesteśmy stamtąd, trochę się pośmialiśmy i tyle.
- Dać wam więcej czasu to byście cały swój życiorys poznali.
- Wiem. - Zaśmiała się. Gadałyśmy tak z jakieś pół godziny. To o Lucasie, to o Alexie, a chwilami temat schodził też na Josha. Wypytywałam o czym gadali, gdy szliśmy do parku. Rozmowa podobno przebiegła tak samo, jak moja z Lucasem. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Było parę minut przed dwudziestą pierwszą. Do moich uszu dotarł dźwięk dzwoniącego telefonu Nicole.
- Kto to? - Zapytałam.
- Eliot. - Włączyła głośnik, a po chwili usłyszałam radosny głos przyjaciela.
- Hej Niki. - Zaczął. Odpowiedziałyśmy jednocześnie.
- O! Siema Kate! - Zachichotałyśmy. - Wychodzicie gdzieś?
- Nie chce nam się. Nie dawno wróciłyśmy od Ashley. Przyjdź do mnie jak chcesz. - Oznajmiłam.
- Ee, no spoko. Tylko jestem z Ryanem. - Co? Nie mogłam zrozumieć dlaczego pyta się nas, mnie czy wychodzimy, kiedy jest z Ryanem. Od dwóch lat się do niego nie odzywałam przez to, co mi zrobił w trzeciej klasie gimnazjum. Od tamtej pory unikałam jego towarzystwa. Prawie zapomniałam, że w ogóle kiedyś się znaliśmy. Nie był moim wrogiem. Po prostu unikaliśmy się nawzajem. Nicole mogła z nim wychodzić, bo jej nic nie zrobił. Kolegowali się. Mi wystarczył jego widok od poniedziałku do piątku przez ponad siedem godzin w klasie. - Idziesz ze mną do nich? W sensie, że do Kate. - Spytał Eliot swojego przyjaciela, jakby ten przysłuchiwał się uważnie całej rozmowie. Popatrzyłam na Nicole wzrokiem mówiącym, że nie chce tutaj za bardzo towarzystwa Ryana. Nie musiała jednak nic mówić.
- Nigdzie kurwa nie idę. Na pewno nie do niej. - Odezwał się poważnym głosem, na co przewróciłam oczami. Nie przejęłam się tym. Nie chciałam psuć sobie końca dnia. Dobrze było tak, jak jest. Nie było mi do niczego potrzebne odzywanie się do niego.
- To nie. Przyjdę sam. Za jakieś piętnaście minut będę laski. Kupię coś po drodze. - Odpowiedział roześmiany Eliot.
- Haha. Dobra. To czekamy. Narka. - Zakończyła rozmowę Nicole. - Przygotuj się na jakieś dwie godziny śmiechu. - Powiedziała. Wybuchłam śmiechem, bo Eliot zawsze charakteryzował się okazywaniem swojej głupoty.
- Nocujesz dzisiaj u mnie? - Spytałam Nicole.
- Tylko się ojca spytam, bo zawsze z tego problem robi.
- Kate, zaniesiesz mnie do łóżka? - Odezwał się zaspanym już głosem Matt.
- Zaniosę. Chodź. - Powiedziałam, biorąc go znowu na ręce. Przeszłam przez korytarz znajdujący się pomiędzy czterema pokojami i postawiłam brata na nogi przy jego łóżku. Podeszłam do jego szafy pełnej ubrań i wyciągnęłam z niej piżamę.
- Przebierz się, okej? Zaraz do Ciebie przyjdę. - Poinformowałam i wróciłam do swojego pokoju, aby zebrać klocki pozostawione przez brata.
- SMS Ci przyszedł. - Powiedziała Nicole. Ciągle stukała opuszkami palców w klawiaturę telefonu.
- Zaraz odczytam. Z kim ty tak piszesz?
- A z Lucasem.
- Skąd masz jego numer?
- Wymieniliśmy się wcześniej.
- Aha. Znajomość się rozwija. Zaraz wrócę to na dół zejdziemy. - Oznajmiłam i wyszłam z pokoju do Matta. Schowałam klocki do pojemnika z jego zabawkami.
- Już? Zgasić Ci światło? - Spytałam leżącego i okrytego pościelą brata.
- Nie. Potem zgasisz. Drzwi tylko zamknij, bo chcę żeby było tu cicho. - Słodko mówił. Zostawiłam włączoną lampkę, która stała na komodzie przy jego łóżku. Ucałowałam go w czoło. - Dobranoc. - Rzuciłam z uśmiechem.
- Dobranoc. - Ledwo wymówił. Zamknęłam drzwi, po czym wróciłam do Nicole.
- Chodź na dół. - Rozkazałam, na co natychmiast podniosła się z podłogi. Zeszłyśmy cicho stukając stopami w schody. - Idź się spytaj, czy możesz. - Przypomniałam dziewczynie nie mówiąc o co, bo wiedziała. Moi rodzice nie mieli nic przeciwko, aby u mnie nocowała. Wręcz przeciwnie. Cieszyli się, gdy ktoś spędzał tu noc albo po prostu przesiadywał. Rodzice Nicole nie byli do tego tak pozytywnie nastawieni. Chociaż jej mama była okej. Gorzej było z tatą. Martwił się o nią. Pomimo szesnastu lat swojej córki, nie chętnie podchodził do tych wszystkich nocowań, wyjazdów, spotkań i tak dalej. Dzisiaj jednak patrząc na niego i mojego ojca było prawdopodobieństwo, że się zgodzi. Byli trochę upici. Rzadki widok. Alkohol spożywali tylko przy takich okazjach. Nawet nie zawsze.
- Tato? - Zaczęła szatynka.
- Tak? - Zapytał głosem trochę innym niż zazwyczaj.
- Mogę dzisiaj nocować u Kate? - Mówiła z głową spuszczoną w dół. Dłonie ułożyła na jego ramieniu.
- Dlaczego mnie nie spytasz o zgodę? - Wtrąciła mama Nicole.
- No, bo ty i tak byś się zgodziła. Gorzej jest z tatą. To mogę?
- Ech, Nicole. Jeśli rodzice Kate się zgadzają, to możesz. - Wiedziałam.
- Edward, Nicole jest tutaj zawsze mile widziana. Chcę to zostaję. - Dopowiedziała moja mama.
- Widzisz? Dziękuję. - Podziękowała ojcu całując go w policzek. Mama odwróciła się w moją stronę. Swoim wzrokiem, jakby zapraszała mnie do pogadania z nimi. Nie ruszałam się z miejsca. Od chwili przyjścia tutaj, stałam oparta o brązową ścianę.
- Mamo, Eliot tu przyjdzie jakby co. - Powiedziałam leniwie.
- On też na noc? - Zażartował tata.
- Nie. Chociaż z nim wszystko możliwe. - Zaśmiałam się. W tym momencie usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. - To chyba on. Pójdę otworzyć. - Odwróciłam się i poszłam otworzyć drzwi.
- Cześć, cześć. - Przywitał mnie Eliot.
- No cześć. - Odpowiedziałam mu.
- Gdzie masz Nicole?
- W salonie jest.
- Siema Eliot. - Usłyszałam głos przyjaciółki.
- Siema, siema. Przyniosłem dwie paczki chipsów, jakieś żelki, no i swoje poczucie humoru. Ryan nie chciał iść.
- Naprawdę? Nie wiedziałam. - Zakpiła Nicole.
- No to już wiesz. - Zaśmiałyśmy się. Chłopak zdjął swoje buty i stanął przed wejściem do salonu.
- Dobry wieczór. - Powiedział. Czwórka siedząca w salonie odpowiedziała równocześnie tym samym. Pokierowałam przyjaciół za sobą na górę.
- Kultura Cię jeszcze nie opuściła. - Odezwała się Nicole.
- No nie to co Ciebie. Jestem dobrze uchowany. - Gadał kolega. Już zaczęłam się śmiać.
- Uchowany? Pierdoli Ci się coś?
- Ale to nie miało być śmieszne.
- Ale było.
- Dobra. Nie ważne. Widzę, że melanż sobie zrobili. Dlaczego mi nie powiedziałaś Kate?
- A miałam taki obowiązek?
- Jeszcze się pytasz? Będziesz coś chciała. Będziesz chciała, żebym nauczył Cię grać w Pieniążka.
- Heheszki.
- Nie mów tak. To mój tekst.
- Dobra, wyluzuj. - Powiedziałam wchodząc do swojego pokoju.
- To co robimy? - Spytała Nicole.
- Obejrzyjmy jakiś film. - Zaproponował kolega.
- Na przykład? - Rzuciła przyjaciółka, unosząc do góry ciemne brwi.
- No nie wiem.
- Obejrzyjmy Titanica albo Pamiętnik.
- Nie będę oglądał tych waszych babskich gówien.
- To co proponujesz? - Zapytałam.
- Ostatnio oglądałem Batmana. Nic mi się nie stanie, jeśli obejrzę go drugi raz.
- No dobra, zrobimy Ci ten dzień dziecka. Nicole w komodzie, w trzeciej szufladzie mam laptopa. Podasz mi go? - Poprosiłam, na co dziewczyna wyjęła z szafki urządzenie i ukierunkowała je w moją stronę.
- Jakie wy dobroduszne, kurwa nie spodziewałem się. - Spojrzałyśmy na siebie z przyjaciółką i zaczęłyśmy się śmiać.
- Nie śmieszne. - Odparł próbując udawać poważnego.
- Dobra Batmanie Eliocie, przygotujcie sobie z Niki przyniesione przez Ciebie 'jedzenie'. - Wypowiedziałam, klikając przyciskiem na przeglądarkę internetową.
- Batmanie Eliocie? Fajnie to brzmi. Podaj mi paczkę chipsów misiaczku.
- Boże, podłapałeś ten tekst od Jade?
- Masz z tym jakiś problem?
- Tak, a tym problemem jesteś ty.
- Życie maleńka. Daj mi jeszcze te żelki.
- Masz. - Rzuciłam w jego stronę paczkę z żelkami, której oczywiście nie złapał. Zaśmiałam się i włączyłam film. W tym czasie Nicole zdążyła rozłożyć kanapę. Usadowiliśmy się we trójkę na łóżku.
- Wiecie, że mógł was tu teraz przeruchać? - Zażartował Eliot.
- Pfff... Chyba Cię już do reszty pojebało. - Powiedziała Niki.
- Ale serio. Nie miałbym do tego żadnych skrupułów.
- Pierdol się. - Odpowiedziała szatynka.
- No właśnie nie mam z kim. - Dopowiedział Eliot.
- Dobra, cicho. Film się zaczyna. - Uciszyłam przyjaciół. Eliot usadowił się pomiędzy nami i objął ramieniem.
- Eliot, zabieraj te łapska. - Ostrzegłam go.
- Okej. Spoko. Nie dygaj małolat. - Zaśmiał się.
- Mógłbyś wreszcie znaleźć sobie jakąś laskę. - Powiedziała Nicole.
- A po co mi jakaś laska skoro mam was?
- El, ja mówię serio.
- No dobra, ale kogo na przykład?
- No Jade, jest całkiem, całkiem.
- Co? Nie? W życiu. - Odpowiedział z udawanym obrzydzeniem.
- No, ale dlaczego? - Spytałam.
- Dlaczego? Hmm... Pomyślmy. Bo ona pali? Pije? Ćpa? Wiecie, że nie jestem fanem takich lasek. - Wytłumaczył.
- Mimo to, jest fajna z charakteru i nie najgorsza z wyglądu. - Ciągnęła Niki.
- Nie będziecie mi życia układać. - Zakończył rozmowę.
Po trzydziestu minutach oglądania filmu w ciszy Eliot ponownie się odezwał.
- Dobra kurwa, wyłączcie to. Nie chce mi się tego oglądać.
- W sumie, to mi też nie. - Powiedziała dziewczyna.
- Jak sobie chcecie. - Odpowiedziałam, wstając z łóżka. Wyłączyłam laptopa i schowałam go na miejsce.
- A tak wracając do tematu. - Zaczął Eliot. - Wy kogoś macie? - O nie. Bałam się tego pytania, bo Eliot potrafił być pod tym względem niesamowicie wkurwiający. Po za tym nie miałam najmniejszej ochoty na rozmowę z nim o Alexie.
- No Kate, to prawie kogoś ma. - Odezwała się Nicole. Posłałam jej ostrzegawcze spojrzenie, na co lekko uśmiechnęła się do mnie.
- A kogo? Jest lepszy ode mnie?
- Nikt nie może się z Tobą równać Eliot.
- No to po chuj się nim zajmujesz? Za mnie się bierz. - Powiedział, patrząc na mnie, przez co obydwie wybuchnęłyśmy jednym, wielkim śmiechem.
- El, nie gniewaj się, ale nic z tego nie będzie.
- Smuteczek. Nicole, a może ty się za mnie weźmiesz? - Zanim przyjaciółka zdążyła cokolwiek powiedzieć, dopowiedziałam za nią szybko.
- Niki ma Lucasa.
- Kogo? Jest lepszy ode mnie?
- Stooo raaazy. - Przeciągnęła dziewczyna. Eliot odezwał się twarzą w jej stronę.
- A w japę chcesz? No, bo skoro nigdy nie będziemy razem, to chyba mogę Ci przywalić. - Na jego słowa zaśmiałyśmy się głośno. - Nie to nie. Zawsze zostaje Ashley.
- Na Ashley nie masz, co liczyć. - Parsknęłam.
- Niby dlaczego?
- Bo ma chłopaka? - Powiedziała Nicole.
- A dlaczego ja nic o tym nie wiem?
- Eliot, do chuja, ona ma chłopaka już pół roku. Jak możesz tego nie wiedzieć? - Kontynuowała dziewczyna.
- Co ty pierdolisz?
- Widzisz Kate? Głupota ludzka nie zna granic.
- Ja Ci kurwa dam głupotę. - Nicole zakryła rękoma usta i sturlała się z kanapy na frędzlowaty dywan nie mogąc przestać się śmiać. - Dobra laski, która godzina? - Spytał cicho się śmiejąc.
- Dwadzieścia minut po dwudziestej trzeciej. Trochę się zasiedziałeś. Odprowadzę Cię do drzwi. - Żartowałam.
- A nie mogę u Ciebie spać?
- A Twoja babcia się zgodzi?
- Moja babcia to już pewnie śpi.
- No to śpij. Tylko spytaj się moich rodziców.
- Ej no, niee. Wstydzę się.
- No to chodź Cię wyprowadzę przed dom.
- Ja pierdole, okej. Tylko się nie śmiejcie, bo się obrażę. So sad.
- I tak się nie obrazisz. - Skończyłam rozmowę i wyszłam z przyjaciółmi z pokoju. W zupełnej ciszy zeszliśmy po wypolerowanych, drewnianych schodach do salonu.
- Mamo? Eliot chciałby się o coś spytać. - Oznajmiłam.
- W takim razie słucham. - Odwróciła się w naszą stronę, zakładając przy tym nogę na nogę.
- No bo... Zasiedziałem się tutaj trochę, a nie za bardzo lubię wracać do domu w nocy... Więc, czy mógłbym tutaj zostać na noc? - Ze stresu przekładał nogę na nogę. Śmiałam się z niego po cichu. Tylko w takich momentach mogłam oglądać go tak poważnego.  - Będę grzeczny. - Dopowiedział. Ojciec zaczął się śmiać na jego słowa.
- Oj, Eliot. - Zaczęła matka. - Nocuj. Wiesz, że Cię lubię. Nie powinieneś o to pytać. - Kolega skierował oczy w naszą stronę.
- Wiem. - Odpowiedział. Nawet nie wiedział, co z siebie tym robi. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Chęć do żartowania chyba nigdy Cię nie opuści. - Odezwał się tata. - Może tutaj zamieszkasz?
- Przemyślę to. Dobranoc państwu. - Rzucił słowa z uśmiechem na twarzy, po czym nie czekając na odpowiedź wyszedł ze mną i Nicole z salonu.
- Zrobiłaś mnie w chuja. - Zaczął, gdy weszliśmy do pokoju.
- Chciałam zobaczyć Cię poważnego. Wybacz mi.
- Pod jednym warunkiem.
- No?
- Będę mógł z Tobą spać?
- Nie?
- Dlaczego? Nie przerucham Cię przecież.
- Możesz iść do domu, jak coś Ci nie odpowiada. - Powiedziałam z obojętnością w głosie. Eliot przekręcił oczami, a następnie bez głosowo powtórzył z zlekceważeniem moje słowa. Chwilę po tym usłyszałam głos mamy Nicole.
- Niki, my już idziemy. Bądź jutro po południu w domu.
- Okej. - Krzyknęła dziewczyna. - To pa.
- Nie krzycz, bo Matta obudzisz. - Uciszyłam ją.
- No tak, sorry.
- To Nicole tutaj śpi? - Zapytał brunet.
- No. - Odpowiedziałam mu.
- To z nią śpię skoro ty nie chcesz.
- Ja też nie chce. - Wtrąciła Nicole.
- Czuję się samotny.
- Chwilowo. Ciesz się, że przynajmniej nie śpisz w innym pokoju tylko możesz w tym.
- Ale nie mogę z wami.
- No, niestety.
- Idę się wykąpać. - Poinformowałam. Podeszłam do szafy z ubraniami i wyciągnęłam z niej piżamę. - Zaraz wracam.
- Poszedłbym z Tobą, ale już dam Ci spokój. - Dodał Eliot.
- I prawidłowo. - Odpowiedziałam, przechodząc z pokoju do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na zamek. Związałam włosy w kucyka, po czym zdjęłam z siebie wszystko i weszłam pod prysznic. Zasunęłam kabinę, a następnie włączyłam wodę. Ciepłe strumienie szybko zaczęły spływać po moim ciele. W myślach zaczęłam interpretować ze szczegółami cały dzień. Trwałam w tym stanie jakieś dziesięć minut. Zakręciłam wodę i owinęłam się ręcznikiem, po czym wyszłam z pod prysznica. Przetarłam nim do sucha całe ciało i ubrałam na siebie piżamę. Kilkanaście sekund po tym znalazłam się w moim pokoju.
- Co wy kurwa robicie? - Odezwałam się, patrząc ze zdziwieniem na przyjaciół.
- Uczę ją grać w Pieniążka. - Odpowiedział Eliot.
- Już nie. Też idę się wykąpać. - Oznajmiła Nicole. - Kate, dasz mi jakąś koszulkę? - Przytaknęłam głową, a następnie wyjęłam z szafy i rzuciłam jej szarą, luźną koszulkę, która jak na moje oko powinna sięgać za uda.
- Dzięki. - Odparła, a po chwili usłyszałam dźwięk przekręcającego się w drzwiach zamka.
- El, wyciągniesz z kanapy prześcieradło, pierzynę i jakieś poduszki? - Poprosiłam.
- A ja gdzie będę spał?
- Na podłodze. Chcesz materac?
- Nie. Weź się odwróć czy coś, bo mi stoi.
- Jezu, wyjmuj to wszystko, a nie się na mnie patrzysz.
- Próbuję tego nie robić. - Wzięłam jedną z wyciągniętych przez niego poduszek i rzuciłam nią w niego.
- Idę zajrzeć do Matta. Zaraz przyjdę.
- Nie zostawiaj mnie. - Nie odpowiadając mu przeszłam do pokoju brata. Otworzyłam drzwi. Spał. Podeszłam do łóżka i zgasiłam lampkę. Znowu zamknęłam drzwi i wróciłam do swojego pokoju.
- Gdzie Eliot? - Spytałam układającej nam do spania łóżko Nicole.
- Poszedł do łazienki. Ten człowiek mnie rozpierdala.
- A on nawet o tym nie wie. - Mówiłam ze śmiechem. - Weź i mu zrób tu gdzieś miejsce do spania. - Wzięłam telefon do ręki, bo przypomniałam sobie o SMS'ie, który mi przyszedł z jakieś trzy godziny temu. Nie znałam numeru nadawcy, jednak po przeczytaniu wiadomości, domyślałam się od kogo jest przysłany. Nie wypadało mi odpisywać o godzinie prawie pierwszej w nocy, ale z drugiej strony nie chciałam go tak jakby olewać.
- Nicole? - Zaczęłam.
- No?
- Pamiętasz, jak mi mówiłaś, że SMS'a dostałam? - Kiwnęła głową. - No to chyba Alex mi go przysłał. Nie wiem czy mam mu teraz odpisywać.
- A co Ci napisał? - Spytała z uśmiechem. Podałam jej telefon, a ta zaczęła czytać po cichu ruszając ustami.
- Kuuurwa! Odpisz! Przeczyta najwyżej jutro rano.
- Nie drzyj się. - Upomniał wchodzący do pokoju w samych bokserkach Eliot.
- Mógłbyś się ubrać. - Powiedziałam. Nicole oddała mi telefon. Usiadłam na łóżku. Przez najbliższą minutę zastanawiałam się, co  odpisać, jak się nie mylę Alexowi. W treści swojej wiadomości nic szczególnego nie napisał. Tyle tylko, że 'Mam twój numer od Ashley jakby co.' albo ostatnie słowa, które liczyły się dla mnie najbardziej 'Dobranoc. Śpij dobrze.'. W końcu odpisałam mu podobnie, kończąc słowami 'Też spij dobrze.'. Widząc, że komórka się zaraz rozładuję, wyciągnęłam z szafki ładowarkę i podłączyłam telefon do ładowania.
- Idziemy spać? - Spytałam. Spojrzałam na Eliota, który zakładał na siebie koszulkę. Położył się na ułożonym na podłodze miejscu do spania i okrył się pierzyną. Znowu się zaśmiałam. - Wyśpisz się tak? Przyniosę Ci ten materac.
- Z Tobą bym się wyspał. - Odpowiedział z łobuzerskim uśmieszkiem.
- Ja się pytam, czy materac chcesz?
- Nie. Na twardym mi się lepiej śpi.
- Jak tam sobie chcesz. - Zamknęłam drzwi, po czym zgasiłam światło. Wślizgnęłam się do łóżka i okryłam pierzyną. Była już trochę nagrzana, przez ciepło bijące od Nicole.
- O czym pogadamy? - Odezwał się Eliot.
- Serio? Chce mi się spać. Jutro będziemy gadać. Idź spać. - Odpowiedziałam.
- Nie będziesz mi życia układać.
- Będę.
- Nie śmieszne.
- No nie. - Usłyszałam jak się zdejmuję pierzynę ze swojego ciała i wstaje na nogi. Stanął przed moim łóżkiem, po czym rzucił na nie i położył w wolnym miejscu, pomiędzy mną, a Nicole.
- Kurwa, Eliot. Spierdalaj stąd. - Powiedziała dziewczyna z podniesionym głosem. Ponownie zaczęłam się śmiać.
- Heheszki. - Powiedział szesnastolatek, co wzmocniło mój śmiech.
- Eliot, przestań, bo mnie brzuch boli od tego śmiechu. Złaź stąd. Nie będziesz z nami spał. - Wypowiedziałam.
- To w takim razie przesunę się bardziej do waszego łóżka. - Jego stopy dotknęły podłogi, a chwilę po tym zaczął przesuwać się ze wszystkim w naszą stronę. W końcu położył się i okrył do pasa. - Dobranoc misiaczki.
- Dobranoc Batmanie. - Powiedziała Nicole, na co ten się zaśmiał.
- Dobranoc. - Dopowiedziałam z wyraźną radością w głosie. Wtuliłam się w poduszkę. Nie miałam siły na nowo analizować w pamięci dzisiejszych zdarzeń chociaż bardzo chciałam. Moje zmęczenie wygrało. Pomyślałam tylko o tym, że miałam niesamowicie, cholerne szczęście. Wspaniałego brata, rodziców, na których zawsze mogę liczyć, przyjaciół, głupiego Eliota, który zawsze mnie rozbawi, dobre wyniki w nauce. Niczego mi nie brakowało. Właśnie takie życie zawsze chciałam mieć. Po prostu, jak dla mnie idealne. To było prawdziwe, stuprocentowe szczęście.



Dziękujemy za komentarze, które naprawdę motywują! Jesteście świetni! :). Komentujcie dalej! ;>

czwartek, 28 maja 2015

ROZDZIAŁ 4

- Wy... Wy jesteście ze sobą? - Zapytał zszokowany Josh. Oczywiście musiał się odezwać w nieodpowiednim momencie.
- A co? - Odparł Alex. Josh nie odpowiedział. Wzruszył tylko ramionami. Siedzieliśmy przez dłuższą chwilę wszyscy w milczeniu. Właściwie to nie wszyscy, bo dało się słyszeć rozmawianie Lucasa i Nicole. Popatrzyłam na swoją rękę. Dalej tkwiła w uścisku Alexa.
- Alex daj mi deskorolkę. Nie mogę tak siedzieć bezczynnie. - Zaczął Josh. Przecież nie siedział bezczynnie.
- To weź sobie. - Odpowiedział mu chłopak. Josh wstał z miejsca i schylił się po deskorolkę. Jeździł około dziesięciu minut. W tym czasie zdążyliśmy pogadać na tematy związane z jazdą na desce. Dostałam od nich parę wskazówek, co do tej umiejętności. Chciałam to pogłębiać, więc na pewno były przydatne. Dobrze, że Josha przy tym nie było, bo pewnie znowu zacząłby się tym wymądrzać. Obecnie nie kłóciłam się z nim od czasu jego przeprosin. Dwie rzeczy, które mi w nim nie odpowiadały to ta zarozumiałość i wywyższanie się. Po zakończeniu jazdy podjechał do nas trochę zmęczony. Deskorolkę odstawił na jej wcześniejsze położenie. Zaczął mówić na temat sportu. Alex i Lucas dołączyli się do rozmowy. Ja natomiast przestałam ich słuchać. Nie za bardzo mnie to interesowało. Po ich piętnastominutowej wymianie zdań zaczęli gadać o różnego typu grach, niedalekich już planach na wakacje albo zaczynali narzekać na rodziców. Tutaj do rozmowy dołączyłam się ja, Ashley i Nicole. Długo tak gadaliśmy. I moglibyśmy dłużej, ale robiło się późno. Nie sądziłam, że mogę mieć z nimi, aż tak wiele wspólnych tematów. Konwersację prowadziliśmy w sposób nadzwyczajnie normalny. W urywkach minut ze śmiechem. Bez kłótni. Skierowałam oczy na Alex'a posyłając mu uśmiech. Wyjęłam rękę z jego dłoni, wstałam i odeszłam kilkanaście kroków od nich. Sięgnęłam po telefon, odblokowałam i wystukałam w klawiaturze numer taty. Po czterech sygnałach odebrał.
- Hej słońce. Jak tam u Ciebie? - Usłyszałam przez komórkę.
- Cześć tato. W porządku. Możesz po nas wyjeżdżać. - Powiedziałam odwracając się do grupki rozmawiających ze sobą nastolatków.
- W takim razie okej. Będę za jakieś dwadzieścia minut. - Odpowiedział ojciec. Zakończyłam połączenie i wróciłam do grupy.
- Z kim rozmawiałaś? - Spytała zaciekawiona Ashley.
- Gadałam z ojcem. - Odparłam.
- I jak? Przyjedzie po nas? - Zapytała Nicole.
- Nie kurwa, idziemy z buta. - Powiedziałam, na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- Zawsze mogę zadzwonić po Amber. - Oznajmiła szatynka.
- No przecież żartuję. - Odpowiedziałam.
- Też żartuję. - Zakończyła rozmowę.
- Chodźcie w stronę parku. - Rozkazałam siedzącej piątce. Nie stawiając sprzeciwu równo wstali i poszli za mną. Chciałam tu zostać dłużej. Z nimi. Dobrze czułam się w takim towarzystwie. Niestety, wiedziałam że nie mogę poświęcić na to czasu. W domu czekały mnie obowiązki. Mama nienawidziła gdy jej nie pomagałam. W dodatku opiekowałam się Mattem. To akurat mi nie przeszkadzało. Kochałam go najbardziej na świecie. W drodze do parku gadałam kilka minut z Lucasem. Wypytywał o Nicole. Naprawdę mu się spodobała. Z kolei Alex większość czasu rozmawiał z Niki. W zamiarach miałam wypytanie się jej później o czym gadali. Ciekawość była jedną z moich wad. Zajęci prowadzeniem konwersacji między sobą w miarę szybko doszliśmy do określonego wcześniej miejsca. Stanęliśmy całą szóstką na rogu chodnika. Dostrzegłam dwie dziewczyny jadące na rowerach. Dziwnie się na mnie patrzyły, jakby dlatego, że stanęłam obok Alexa. Zaraz po mnie spojrzały na Nicole takim samym wzrokiem.
- Cześć chłopaki! - Krzyknęły równocześnie.
- O, siema! - Odpowiedział im Alex. Josh i Lucas odpowiedzieli im w podobny sposób.
- Jedziecie z nami? - Spytała dziewczyna w długich, ciemnych blond włosach wskazując ruchem głowy deskorolki.
- Nie, na jutro się zgadamy. - Powiedział Lucas.
- No okej. To dzwońcie. - Odparła nastolatka towarzysząca tej pierwszej.
- Dobra. - Kontynuował Lucas. Dziewczyny odjechały, pozostawiają po sobie jedynie mieszany zapach perfum. Nie próbowałam się już odzywać, bo zobaczyłam nadjeżdżający samochód mojego ojca. Widząc te dwie znowu spotkałam się z uczuciem zazdrości. Wzrosła ona po słowach 'na jutro się jakoś zgadamy'. Jednak znałam ich dopiero jeden dzień. Niecały dzień. One w przeciwieństwie znały ich na pewno o jakieś dwa tysiące dni więcej. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Ashley.
- Kto to te dwie? - Myślałam, że je kojarzy.
- Lena i Lily. - Odpowiedział jej Josh. - Ze szkoły je znamy. - Przestałam o nich myśleć. Wróciłam do taty. Dojechał. Nakręcił samochód do drogi powrotnej parę metrów za nami. W końcu ustawił się i nie zgaszając silnika czekał, aż wejdziemy do auta.
- No to pa dziewczyny. W poniedziałek się widzimy. - Powiedziała Ashley podchodząc do mnie i Nicole, aby móc nas przytulić.
- A my się widzimy za... Tydzień? - Spytał Josh.
- Możliwe. Zgadamy się jakoś. - Wymamrotała Nicol.
- Ciekawe kurwa jak. Nie mam twojego ani twojego numeru. - Mówił do Niki wskazując głową na mnie.
- Miałam na myśli zgadanie się poprzez Ash, ale jak Ci numer potrzebny to od Ashley sobie weź. - Skończyła Nicole.
- Dobra. Cześć wam. - Wtrąciłam. Nicole została zatrzymana przez Lucasa, który przytulił ją. Odwzajemniła uścisk. Mi pomachał ręką. Zaśmiałam się po cichu. Ten uścisk był najwidoczniej zarezerwowany tylko dla niej. Odsunęła się od niego i przyszła powoli do mnie. Zaczęłam prowadzić nas obie do samochodu, co prawda z niewielkim rozczarowaniem, że ze strony Alexa nie dostałam nic. Wtedy usłyszałam jego głos.
- Zaczekaj Kate! - Podniósł głos. Podszedł do mnie, złapał za rękę i dał lekkiego całusa w policzek. - Nie zapomniałbym przecież. - Dodał szeptem. Puścił moją dłoń i odszedł z powrotem na swoje miejsce, wlepiając we mnie wzrok. - Pa Nicole. - Dorzucił, na co ta odmachała mu ręką. Przyspieszyłam kroku, aby znaleźć się już w samochodzie. Nie chciałam, żeby tata się niecierpliwił. Wsiadłyśmy równocześnie do auta, które kilka sekund potem odjechało. Jeszcze nie dotarło do mnie to, co się stało przed wejściem do wozu. Naprawdę się tego nie spodziewałam. W drodze powrotnej nie włożyłam słuchawek do uszu. W zamian analizowałam wszystkie szczegóły, które zauważyłam w Alexie. Chciałam tam wrócić. Już tęskniłam za nimi. Za nim. Za zapachem męskich perfum, które ocierały się o mój nos. Rozmyślałam tak przez całe dziesięć minut drogi do domu. Odeszło to ode mnie dopiero gdy zajechaliśmy przed dom. Wiedziałam jednak, że później to wróci.
- Nicole, Twoi rodzice są u nas. Amber z tego, co wiem nie ma w domu. Chodź do nas. -  Odezwał się ojciec, na co moja przyjaciółka przytaknęła kiwnięciem głowy. Zamknął samochód i szybko wymaszerował w stronę domu. Po chwili znikł z mojego pola widzenia. Popatrzyłam na Nicole, która przerzucała torbę na swoje ramię. Jej nogi poszły w ruch, tym samym wyprzedzając mnie, kiedy stałam i obserwowałam to, co się działo. Zrobiłam trzy duże kroki, po czym skoczyłam Nicole na plecy.
- Matko! Wystraszyłaś mnie. - Wypowiedziała z wydychaną ulgą w głosie.
- Kto by to mógł być jak nie ja? - Zaśmiałam się.
- Każdy. - Mówiła, nie stawiając sprzeciwu, co do trzymania mnie na swoich plecach.
- Oj, Nicole.
- Oj, Kate.
- Nie będę Cię wnosiła do domu. - Oznajmiła gdy stanęłyśmy przed drzwiami prowadzącymi do jego wnętrza. - Złaź. - Nie odzywając się zrobiłam tak, jak powiedziała. Otworzyłam jej drzwi. Weszła jak do siebie. No, ale przecież była u siebie. Mój dom to jej dom. Zdjęłyśmy buty, a kilkanaście sekund potem znalazłyśmy się w salonie.
- Dzień Dobry. - Powiedziałam do siedzących na skórzanej kanapie rodziców Nicole. Szatynka nie witała się z moimi, bo zrobiła to wcześniej.
- Dzień Dobry Kate. - Odpowiedzieli mi jedno po drugim.
- Częstujcie się. - Odparła moja mama siedząca razem z tatą na przeciwko gości. Wskazała ręką na stolik pełny potraw i przekąsek. Nie odmówiłam. Podeszłam do stolika, wzięłam dwa talerzyki, po czym nałożyłam sobie i przyjaciółce sałatkę na talerz. Prawie przez cały dzień nic nie jadłam, Mimo, iż nie czułam głodu jakoś szczególnie to skorzystałam z propozycji mamy. Zwłaszcza, że jej sałatki od zawsze mi smakowały. Nie tylko mi. Wzięłam talerze w obie ręce i poprowadziłam nas schodami do mojego pokoju. Wchodząc położyłam naczynia na biurku. Nicole usadowiła się na kanapie. Wyjęła komórkę z torby i jak zawsze włączyła muzykę. Tyle, że była to muzyka, której nienawidziłam równie tak samo, jak rocka mojego ojca.
- Wyłącz ten rap. - Warknęłam.
- Nie będę włączała zespołów. - Oznajmiła.
- To włącz radio. Idę do Matta. Zaraz wrócę. - Powiedziałam. Nicole włączyła stojące na półce radio i wzięła talerz z sałatką do ręki. Wróciła do siedzenia na kanapie. Oczywiście z telefonem w ręce.
- Okej.
- Tylko mi tu nabrudź, a będziesz to zlizywała. - Dodałam i wyszłam z pokoju.
- Nie zapominaj, że jestem tu gościem. - Dało się jeszcze usłyszeć. Weszłam do pokoju brata. Siedział grzecznie na dywanie i układał klocki.
- Hej mały. - Wypowiedziałam, podchodząc do niego i całując w policzek.
- Pobawisz się ze mną Kate? - Spytał głosem tak uroczym, że poprzez to prawie nigdy mu tego nie odmawiałam.
- Jasne. To chodźmy do mojego pokoju, dobrze? Zabierz ze sobą klocki. - Mówiłam do niego najmilej, jak tylko potrafiłam. To dziecko było takie kochane, że nie dało się na nie krzyczeć, czy odzywać po chamsku. Posłusznie zebrał klocki i poszedł za mną.
-Oo, cześć Matt. - Przywitała go Nicol, odkładając talerz z sałatką na jeden z mebli. Zsunęła się z kanapy, uklękła i przytuliła go. Odwdzięczył jej się tym samym. W tym momencie usłyszałam wołanie mojej matki.
- Kate, Nicole! Zejdźcie na chwilkę na dół. - Krzyczała. Wzięłam brata na ręce i zeszłam z nim oraz Niki do salonu.
- O co chodzi? - Spytałam.
- Uzgodniliśmy razem z Rose i Edwardem, że w te wakacje polecimy do Paryża.
- Naprawdę? - Wykrzyczała z piskiem Nicole. Nie dziwiła mnie jej reakcja, ponieważ zawsze marzyła, aby tam pojechać.
- Naprawdę. Do wakacji zostały trzy miesiące, a przyda nam się zmiana otoczenia i klimatu na jakieś dwa tygodnie. - Uzasadniła mama Nicole. Przyjaciółka z ogromnego szczęścia rzuciła mi się w objęcia, mocno przytulając mnie i Matta. Ja też się cieszyłam. Bardzo. Nie okazywałam jednak tego w tak zewnętrzny sposób, jak Nicole. W środku czułam, że radość wypełnia mnie z całych sił. Cieszyłam się też z faktu, że spędzę te dwa tygodnie wakacji w jednym miejscu z Nicole.



*Jeśli przeczytałeś rozdział zostaw komentarz. To motywuje do dalszego pisania. :)*

wtorek, 19 maja 2015

ROZDZIAŁ 3

- Czy między Tobą, a Joshem coś jest?
- Że co? Oczywiście, że nie! Nigdy. Po za tym, przecież on jest z Ashley. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że ja i Josh moglibyśmy coś do siebie poczuć. Nie odbiłabym Ash chłopaka. Jest moją najlepszą przyjaciółką. Nie zrobiłabym jej tego. Skąd Ci to przyszło do głowy? - Mówiłam spokojnym tonem. Nie byłam na niego zła, bo tylko zapytał, a ja dałam mu wyraźnie do zrozumienia, że tak nie jest i nie będzie.
- No, bo z tego co zauważyłem, gdy szliśmy do sklepu to kłóciliście się, a jak wyszedłem wraz z Lucasem i dziewczynami od Edena to byliście pogodzeni. Mogę się założyć, że początkowo nie chciałaś jego przeprosin. Znając go to nie przepada za przepraszaniem ludzi, a jeśli już przeprasza to jednym głupim słowem. Normalnie jeśli dziewczyna nie przyjmuje jego przeprosin to po prostu ją olewa. Skoro wszystko pomiędzy wami jest już w porządku to pewnie błagał Cię o przebaczenie. Musiał mieć do tego powód, bo o samo kłócenie się z Tobą nie przepraszałby. Właśnie stąd taki zjebany wniosek.
- Wow. Faktycznie dobrze go znasz. Nie wiedziałam, że jego przeprosiny mogą tyle znaczyć, ale Ashley to jego dziewczyna. O jej względy zabiega, a nie o moje. Mogę Cię zapewnić, że ja na pewno się nim nie zauroczę, a tym bardziej nie zakocham.
- To dobrze. Niby zwykła rozmowa, a dałaś mi nadzieję.
- Sugerujesz coś?
- Może...
- Mam się bać?
- Jak chcesz to się bój, ale raczej nie.
- Od razu pierwszego dnia wyrywacie? - Rozmowę przerwał nam Josh. Byłam na niego zła. Chciałam bliżej poznać Alexa. Jak zwykle wybrał nieodpowiedni moment do odezwania się.
- Zajmij się Ashley. - Odpowiedział mu Alex.
- Zajmuje już pół roku jakbyś nie zauważył.
- Josh... Możesz się zamknąć? Ty naprawdę musisz się tak do wszystkiego dopierdalać? Jak nie do Kate to do nas. Siebie pilnuj. - Skomentował Lucas.
- Ta. Masz rację. Nie zdenerwowałem jeszcze Nicole. - Odparł Josh.
- I Ashley. - Dodał Lucas.
- Od niej to się kurwa odwal!
- A ty się odwal od nas idioto!
- Dobra. Skończ już. Sorry. - Poprzestali na słowach Josha. Tymczasem z asfaltu przeszliśmy na usypaną żwirem ścieżkę. Po przebyciu około sześciu metrów usiedliśmy wszyscy na zielonej trawie. Josh razem z Ashley oparł się o drzewo obejmując dziewczynę ręką. Wyjął z reklamówki trzy piwa wręczając po jednym chłopakom i biorąc jedno dla siebie.
- A więc Nicole... - Zaczął gadać Josh.
- Co chcesz? - Spytała miłym głosem. Siedziała obok Lucasa. Naprzeciwko mnie. W tym samym czasie zauważyłam, że Alex zajął miejsce koło mojej osoby. Usadowiony był tak, że siedząc w siadzie skrzyżnym nasze kolana stykały się ze sobą.
- Pamiętasz jak gadaliśmy dzisiaj o tym, które z nas lepiej jeździ na desce? - Wspomniał o dyskusji Josh.
- Pamiętam. I co?
- Chłopaki dajcie nam te deski. - Nie czekając na ich odpowiedź wziął obydwie w swoje ręce i poszedł w stronę drogi. Nicole podniosła się otrzepując rękoma spodnie z tyłu. Podbiegła truchtem do Josha. Lucas popatrzył na mnie i Alexa jakby czegoś oczekiwał. Po paru sekundach podniósł się ruszając za moją przyjaciółką.
- Idę do nich. Nie będę wam przeszkadzać. Pogadajcie ze sobą póki macie okazję. - Odparła Ashley odchodząc w kierunku nieobecnej przy nas trójki.
- Alex! Chodźcie tutaj do nas! - Krzyczał Josh parę sekund po odejścia od nas Ashley.
- Szczerze mówiąc to wolałbym pogadać z Tobą sam na sam, ale chyba dziś mi się to nie uda. - Zagadał Alex.
- Nie jestem tutaj ostatni raz. - Odparłam łagodnym głosem.
- Mam nadzieję. - Powiedział podnosząc się z trawy. Wyciągnął rękę w moją stronę, aby pomóc mi wstać.
- Mam was przyprowadzić? - Odezwał się ponownie Josh.
- Weź się zamknij! Cały czas się dopierdalasz!
- Oj przestań. Gdyby nie ja to nie szedłbyś teraz obok Kate.
- Skąd ta pewność?
- Nie zaczynaj już, bo Ci wpierdolę. - Przecież ty sam zaczynasz. - Zaśmiał się Alex na co Josh przewrócił oczami. Popatrzyłam na Nicole, która jeździła na deskorolce wykonując przy tym wiele trików. Była niesamowita. Wiedziałam, że umie pokazać dużo co do jazdy na desce, ale nie przypuszczałam, że jest w tym ,aż taka dobra. Używanie przez nią deskorolki było częstą rzadkością. Po krótkim czasie przedstawiania swoich umiejętności podjechała do nas. Roztrzepane przez wiatr włosy zebrała i wzięła na bok.
- I tak jestem lepszy. - Skomentował Josh odpychając się jedną nogą w celu ruszenia z miejsca. Był równie dobry co Nicole. Nie jeździł zbyt długo. Po kilku minutach zszedł z deskorolki siadając na trawie.
- Coś słabo. - Dogryzła mu Nicol.
- Pff. Odezwała się. - Odpowiedział jej Josh.
- Denerwujący się robisz.
- Wzajemnie.
- Spieprzaj.
- Może tak grzeczniej?
- Nie widzę potrzeby. - Zakończyła rozmowę Nicole.
- Kate? - Wypowiedział Josh.
- No?
- Może teraz sprawdzimy, które z was lepiej jeździ. Ty czy Josh. - Po tych słowach poczułam jak przechodzą przeze mnie dreszcze. Jako jedyna z nich nie umiałam jeździć na desce. Co prawda kiedyś Nicol proponowała mi naukę, ale odmówiłam. Czułam, że wyjawieniem moich myśli, skompromituję się,
- Josh. Ja się nie bawię w rzeczy typu 'kto lepiej jeździ' w przeciwieństwie do Ciebie. - Powiedział Alex.
- Raz zrobisz wyjątek. - Odpowiedział mu Josh.
- Nie zrobię. - Weźcie się wyluzujcie. Zabierzcie te deski i idźcie. Nie wyśmiejemy was. Nie stójcie tak bezczynnie. Jak na razie nie mamy w planach stąd iść.
- No okej. Chodź Kate.
- Uhm... Ja... Nie... No bo ja... No... Nie umiem na tym jeździć. - Z trudem wypowiedziałam poszczególne słowa. Czułam na sobie spojrzenia całej piątki.
- Nie umiesz? Poważnie? - Spytał ze śmiechem w głosie chłopak Ashley.
- Nie każdy musi umieć Josh. W zamian potrafi wiele innych rzeczy, których ty z pewnością nie ogarniesz. - Wypowiedziała się Ash.
- Nie wiedziałem, że nie umie. Niczym jej nie obraziłem. Nie musisz tak na mnie naskakiwać.
- Jak chcesz to mogę Cię nauczyć jeździć. - Wtrącił Alex.
- Z Tobą niczego się nie nauczy. Może lepiej ja jej w tym pomogę. - Znowu dopowiedział Josh.
- Jaki ty jesteś pojebany! Przestań się uważać za nie wiadomo kogo.
- Właśnie. Przesadzasz Josh. - Do sprzeczki dołączył się Lucas. Chłopaki mieli rację. Jego aroganckie zachowanie denerwowało też mnie.
- Okej. Sorry. Zostawmy ich i chodźmy tam gdzie wcześniej. - Powiedział Josh odchodząc ode mnie i Alexa z pozostałymi.
- Nareszcie. Chodźmy tam. - Powiedział ciepłym głosem Alex, delikatnie wkładając moją dłoń w swoją. Zaskoczył mnie tym. Pomimo tego, że znaliśmy się dopiero jakieś kilka godzin, nie zaprotestowałam wyjęciem ręki z jego dłoni.
- Nie nadaję się do tego. - Oznajmiłam zdecydowanym głosem.
- Przesadzasz. Mówisz tak, bo wątpisz w swoje możliwości. To wcale nie jest takie trudne Kate. Zaraz zobaczysz.
- Dla Ciebie nie. Pewnie umiesz jeździć tak samo jak Josh albo Nicole. Łatwo Ci powiedzieć.
- Przecież zaczynałem tak jak ty. Też byłem nastawiony na to, że się nie nauczę. Myślałem, że będzie to trudne, a przyszło z łatwością. Z tym jest jak z nauką jazdy na rowerze. Próbujesz to ogarnąć, podejmujesz dużo prób oswojenia się z tym aż w końcu Ci się udaje.
- Umiesz pocieszyć człowieka. Teraz to widzę w pozytywnym sensie.
- Czyli miałem rację. - Odparł kładąc deskę na asfalcie. - Postaw tu nogę. - Rozkazał, wskazując głową na deskorolkę. Nie puszczał mojej ręki. Nadal trzymał ją w swojej. Szczerze mówiąc dodawał mi tym otuchy. Czułam się bezpieczniej wiedząc, że dzięki temu chyba nie upadnę.
- Na początku musisz nauczyć się utrzymywania na niej równowagi. Lekko odepchnij się drugą nogą. - Słuchałam uważnie tego co mówi i postępowałam według jego wskazówek.
- Nie bój się. Trzymam Cię. Dobrze Ci idzie. - Komentował dalej. Instruował mnie przez jakieś dwadzieścia minut. Nie mówiłam nic, bo wydawało mi się to zbędne. - Teraz spróbuj sama. - Powiedział puszczając moją rękę.
- Co? Nie uda mi się. Wywalę się.
- Uda Ci się. Niektórzy nawet z pomocą nie potrafią zacząć jazdy na tym. Ty jesteś pierwszą osobą jaką znam, która opanowała to tak szybko.
- Ech. No dobra. Spróbuję. - Odpowiedziałam odpychając się nogą od twardej powierzchni. W myślach modliłam się o to, żeby tylko się nie wywalić. Dodatkowo próbowałam odtworzyć sobie w myślach wszystko, co mówił mi Alex. Zauważyłam, że częściej zaczynam się odpychać nogą od drogi w wyniku czego zwiększyłam szybkość jazdy. Ostatecznie obie nogi ułożyłam na deskorolce. Przestałam wpędzać deskorolkę w większy ruch. Teraz skupiona byłam na stopniowo wolniejszym tempie poruszania się deski, a w efekcie końcowym całkowitym zatrzymaniu się jej. Powtórzyłam czynność po raz drugi, aby wrócić do Alexa. Tym razem byłam pewniejsza siebie. Rzeczywiście nie było to takie trudne. Jednak dużo brakowało mi do talentu, jaki miało teoretycznie każde z nich. Odepchnęłam się ostatni raz, aby dojechać już bez żadnej pomocy, a tylko przez poruszanie się sprzętu, który miałam pod nogami. Na całe szczęście sprawdzenie mojej samodzielności obyło się bez upadku. Zatrzymałam się parę metrów przed chłopakiem.
- I kto miał rację? - Zaczął rozmowę.
- Ty. Dziękuję. - Mówiłam z uśmiechem.
- Nie masz za co. Jak na razie nauczyłem Cię podstaw. Jeśli chcesz to pogłębiać to proś o pomoc Nicole albo próbuj rozwijać to sama. Ewentualnie zwracaj się do mnie kiedy tu będziesz przyjeżdżać.
- Okej. Jeszcze raz dziękuję.
- A ja jeszcze raz Ci mówię, że nie masz za co. Chodźmy już, bo nie ma nas przy nich ponad godzinę. - Oznajmił biorąc deskorolkę w rękę i idąc w kierunku żwirowej ścieżki.
- I tak mam za co. - Ciągnęłam.
- Nie drażnij się ze mną. Przynajmniej spędziliśmy trochę czasu we dwójkę.
- Trochę.
- Trochę mało. Nie masz chłopaka, co nie? - Zapytał poważnym głosem. Myślałam, że wydaje mu się to oczywiste. W przeciwnym razie nie zachowywałabym się tak, jak do tej pory.
- No nie mam. - Odpowiedziałam.
- To ja mam wolną drogę do Ciebie. Nie bierz mnie za jakiegoś debila. Tym pytaniem chciałem się tylko upewnić.
- Upewnić w swoich zamiarach?
- Można tak powiedzieć. - Wymamrotał cwaniacko. Nie odezwałam się, bo zbliżaliśmy się do drzewa, pod którym siedziała cała czwórka. Uważałam, że na zdaniu Alexa będzie lepiej, jeżeli zakończymy rozmowę.
- Wreszcie jesteście. - Odezwał się Josh.
- Tęskniłeś? - Spytał Alex.
- Nie miałem za czym.
- Sądząc po twojej reakcji, to chyba wyczekiwałeś nas z niecierpliwością. - Wywnioskował Alex. Josh na jego słowa przekręcił oczami.
- Idziemy? - Spytał Lucas.
- Skoro już jesteśmy wszyscy, to możemy iść. - Powiedziała Ashley, podnosząc się za pomocą rąk. Pozostali powtórzyli jej ruch.
- Dokąd teraz? - Zapytałam.
- Właściwie to nie wiem. Chodźmy się po prostu przejść. - Odpowiedziała mi Ashley. Patrzyłam, jak chłopaki szli przed nami zajęci rozmową. Obok mnie znalazła się Nicole, a chwilę po niej Ash.
- Spodobało Ci się towarzystwo Alexa? - Zaczęła Ashley.
- W porządku jest.
- W ogóle nie może oderwać od Ciebie oczu. - Powiedziała z zadowoleniem.
- Zauważyłam. A jak z Tobą Nicole? Zauroczyłaś się Lucasem?
- Powiedzmy. Znając Cię to masz tak samo, jak ja. - Wypowiedziała z wyraźnym rozbawieniem.
- Może. - Odparłam szeroko się uśmiechając.
- Na pewno. Nie oszukasz mnie.
- Co za pewność.
- Gdybyście dzisiaj nie przyjechały, to ominęło by was to, o czym będziecie myślały przez najbliższe kilka godzin, gdy wrócicie do domu. - Odezwała się Ashley. - Okej. Chodźmy do nich. - Kontynuowała Ash. Przyspieszyłyśmy kroku. Brunetka z długimi, prostymi włosami rozbiegła się, skacząc Joshowi na plecy. Ten, jakby się tego spodziewał, podciągnął ją na tyle. Jej podłużne, szczupłe nogi swobodnie zawisły.
- Nicole, przypomniało mi się coś. - Powiedziałam, mając na myśli moment, w którym ją niosłam.
- Wiem co. Później Ci się odwdzięczę. - Odpowiedziała ostatecznie kiedy znalazłyśmy się pomiędzy Lucasem a Alexem.
- Pokażesz nam Kate czego nauczył Cię Alex? - Powiedział Josh. Nie rozumiem, dlaczego prawie ciągle zaczyna rozmowę ode mnie.
- Nie. Innym razem. - Wypowiedziałam.
- Jeśli zapomniałaś, jak się jeździ, to mogę Ci przecież przypomnieć.
- Nie musisz się wysilać. Po prostu nie mam ochoty.
- No dobra. - Skończył z zrezygnowaniem. Zmienił temat. Rozmawialiśmy wspólnie przez jakieś trzydzieści minut. Dzięki temu droga, którą przebywaliśmy szybko nam minęła. Dotarliśmy pod dom Ashley. Usiedliśmy wszyscy na ławce, która stała przed posesją. Wyciągnęłam telefon ze swojej torby, w celu sprawdzenia godziny. Nacisnęłam przycisk i spojrzałam na wyświetlacz. Było parę minut po osiemnastej. Niemożliwe, jak czas szybko zleciał. Wiedziałam, że za niedługo będę musiała dzwonić po tatę. Jednak w tym momencie wolałam się skupić na tym, co jest teraz. Niebo wyglądało niemalże idealnie, a słońce zbierało się do zachodu. Poczułam znajomy zapach wiosennego powietrza.
- O której będziecie jechać? - Spytał Lucas. Jego pytanie trochę mnie zaskoczyło. Skąd wiedział, że nie mieszkamy w tej okolicy?
- Za godzinę? Półtorej? Jakoś tak. Skąd wiesz, że tu nie mieszkamy? - Odpowiedziałam pytaniem Lucasowi.
- Dużo gadałem dzisiaj z Nicole, więc zdążyłem się dowiedzieć nie tylko tego. - Powiedział jakby z kpiną w głosie. Miałam się obawiać tego, co powiedział? Nie. Chyba nie. Nicole jest rozsądna. Pomimo wszystko ma rozum. Nie powiedziałam już nic. Moja przyjaciółka zsunęła się z Lucasem zupełnie na drugą stronę ławki. Skierowałam wzrok na Josha i Ashley. Dziewczyna siedziała na jego kolanach. Dłonie miała wplecione w czarne, gęste włosy chłopaka. Całowali się. Ja pierdole. Poczułam ukłucie zazdrości. Duże ukłucie zazdrości. Nie było to spowodowane zazdrością o Josha. Na pewno nie. O Ashley tym bardziej. To było ogólnie przez nich. W tym chodziło o zazdrość. Też tak chciałam. Beznadziejnie się w takich sytuacjach czułam. Spuściłam głowę w dół udając, że wcale tego nie zauważyłam. W tej chwili moja skóra odebrała czyjś dotyk. Przekręciłam oczami w lewo. Alex. Wziął moją rękę i delikatnie ułożył ją w swoją. Mocno zacisnął, jakby chciał tym gestem powiedzieć, że tak będzie zawsze. Spojrzałam na niego, na co uśmiechnął się. Odwzajemniłam tym samym. Nie wiem dlaczego, ale w pewnym stopniu zmniejszyło to moją zazdrość, jeśli chodziło o Josha i Ashley.



*Jeśli przeczytałeś rozdział zostaw komentarz. To motywuje do dalszego pisania :).*

wtorek, 12 maja 2015

ROZDZIAŁ 2

Szliśmy dalej we czwórkę chodnikiem w stronę skateparku. Dobrze znałam tutejsze miejsca, pomimo że rzadko tu przyjeżdżałam. Przez cały czas Ashley i Nicole próbowały rozluźnić atmosferę opowiadając śmieszne sytuacje sprzed około czterech, pięciu lat. Udało im się to. W jakiś sposób zupełnie zapomniałam o całej sytuacji z Joshem. On też się parę razy odezwał. Na szczęście nie do mnie. W obecnej chwili zaczęłam się przysłuchiwać gadaniu Josha i Nik. Sprzeczali się o to, które z nich lepiej jeździ na desce. Na zdania wypowiadane przez przyjaciółkę uśmiechałam się pod nosem sama do siebie. W śmieszny sposób prowadziła rozmowę. Popatrzyłam na ręce idącej przede mną brunetki i jej chłopaka. Znowu były splecione. Spacer minął nam niezauważalnie szybko. W końcu weszliśmy do skateparku. Dużo osób jeździło na deskorolkach w jedną i tą samą stronę, wykonując przy tym rozmaite triki. Nagle dotarło do moich uszu wołanie Josha.
- Alex! - Krzyczał. - Alex no! - Zawołał głośniej. Po chwili podjechał na desce w naszą stronę chłopak. Był tego samego wzrostu co kolega, który go wołał. Szacując obaj mieli z 1,70 m wzrostu. Może trochę więcej. Pomimo siwej bluzy i brązowych obcisłych spodni widać było, że jest dobrze zbudowany. Jego krótkie brunatne włosy były roztrzepane pod czapką, którą nosił. W uszach dostrzegłam tunele. Miał pociągłą, niemalże idealną twarz. Piwne oczy pytały 'Czego chcesz Josh?'.
- Co ty chcesz? - Spytał rozbawiony. Głos miał cudowny.
- Weź ze sobą Lucasa i idziemy. - Odpowiedział na pytanie Josh. Alex spojrzał na Nicole, a z niej wzrok przeniósł na mnie. Jego oczy zatrzymały się na moich. Wyszczerzył się pokazując przy tym swoje białe zęby. Poczułam jak wszystko w moim brzuchu zaczyna się przewracać.
- Już po niego idę. - Rzekł. Odwrócił się odjeżdżając. Moje spojrzenie cały czas za nim podążało. Po niecałej minucie wrócił z innym chłopakiem.
- Siema Jo. - Powiedział głośno chłopak przyprowadzony przez Alexa. Schylił się i wziął deskorolkę w rękę. Pod względem wzrostu był równy z dwoma kolegami. Również wyglądał na dobrze zbudowanego. Czarne włosy wystawały mu z pod smerfety. Ciemna koszulka z deka na nim zwisała. Niebieską koszulą w kratę, którą miał rozpiętą podkreślał dobry gust swojego stylu. Na nadgarstkach zauważyłam kilka gumowych opasek, a chude nogi opinały jeansowe rurki. Na jego okrągłej buzi było widocznych parę małych piegów.
- Siema. - Odpowiedział zadowolony Josh.
- To gdzie idziemy? - Zapytał Alex.
- Na razie to postoimy i poczekamy. - Odrzekł chłopak Ash.
- Wiesz, często bywa tak, że nie rozumiem tego co mi mówisz. - Oznajmił rozmówca Josha schylając się po deskę.
- Jak widzicie są tu jeszcze dwie osoby prócz mnie i Ashley. Może byście się tak kurwa z nimi przywitali, poznali? No nie wiem. - Odparł poważnie. Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Te słowa w ogóle do niego nie pasowały. Zaskoczył mnie. Nie tylko mnie. Zaczęłam wpatrywać się w chłopców. Z ich min bez problemu mogłam odczytać zawstydzenie wywołane przez upomnienie. Niepewnym krokiem ruszyli się z miejsca. Widziałam jak Lucas podchodzi do Nicole. Alex szedł w moim kierunku. Kątem oka spojrzałam na Ashley i Josha. Stali z boku cicho się śmiejąc.
- No to ten... Lucas jestem. - Powiedział Lucas z uśmiechem do szatynki stojącej obok mnie. Wyciągnął do niej rękę na znak zapoznania.
- Nicole. - Odpowiedziała przyjaciółka, odwzajemniając uśmiech i również wyciągając swoją dłoń. Przestałam przysłuchiwać się ich wymianie zdań.
- Alex jestem. Sorry, że wyszło jak wyszło. - Usprawiedliwił się brunet.
- Kate. Nie szkodzi. - Odparłam miłym głosem.
- Kate. Zapamiętam. - Dodał Alex. Byłam trochę speszona, ale wewnątrz po prostu podekscytowana. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Już zaczynałam go lubić. Zapoznaliśmy się też odwrotnie. Ja z Lucasem, a Alex z Nicole.
- Serio? Czy to zawsze ja muszę wami kierować w życiu? - Spytał śmiejący się Josh.
- Zależy w jakich sytuacjach. Co Cię tak bawi? - Powiedział Lucas.
- Wy. Jesteście tacy nie ogarnięci. - Odparł czarnowłosy. Musiał dopowiedzieć.
- Odezwał się ogarnięty. Nie ma w tym nic śmiesznego Josh. - Wypowiedziałam niby w obronie Alexa i Lucasa. Popatrzył na mnie jakoś tak zwyczajnie.
- Dobra. Idziemy. - Odparł dając kroki do przodu. Wyciągnął rękę do swojej dziewczyny delikatnie wkładając ją w swoją. Ashley bez stawiania żadnego oporu poszła prowadzona przez Josha. Zauważyłam, że od kilkunastu minut prawie nie odezwała się żadnym słowem. Stojąc grupą w bezruchu patrzyliśmy jak się oddalają. Dlaczego tak właściwie nie wykonaliśmy jakiegokolwiek ruchu?
- Co tak stoicie? Ruszcie się. - Dodał zbulwersowany. Poszłam biorąc Nicole pod rękę. Alex i Lucas szli pół metra za nami. Rozmawiali o czymś. Dość słabo ich słyszałam, ale po wypowiedzeniu imion 'Kate' i 'Nicole' wiedziałam, że rozmowa ma coś wspólnego ze mną i moją przyjaciółką.
- Gdzie tak właściwie idziemy, co? - Spytał Alex prowadzącego nas Josha.
- Najpierw pójdziemy do 'Edena' po jakieś piwa. - Odpowiedział.
- Bo Ci sprzedadzą... - Wtrącił Lucas.
- Lucas. Do chuja. Mamy po siedemnaście lat, nie licząc dziewczyn. Chcemy kupić tylko browary. Oczywiście, że sprzedadzą. - Zakpił.
- Wy pijecie? - Zapytał uśmiechnięty Josh.
- Nie piję... - Odpowiedziałam mu. Nicol powtórzyła to samo chwilę po mnie.
- Przecież wiesz, że nie. Okazjonalnie tak, mogę wypić, ale nie tak o, tylko po to, by się napić. - Dopowiedziała Ashley swojemu chłopakowi.
- Jezu. Wy we trzy... Jesteście siebie warte. Zawsze takie grzeczne, uporządkowane i w ogóle, ale przecież mamy okazję do picia. - Wypowiedział chłopak.
- Jaką niby? - Zapytała Niki.
- Taką, że wy macie dwóch nowych kolegów, a oni dwie nowe koleżanki. A ty Kate mi niedługo podziękujesz. - Powiedział odwracający się do mnie Josh z chytrym uśmiechem na ustach. Wiedziałam co ma na myśli.
- Znowu chcesz się kłócić? - Dopytałam obojętnie. Bez różnicy mi było, czy będę z nim miała dobre kontakty, czy też nie.
- My się przecież nie kłócimy. Ja Cię tylko informuję w ten sposób o pewnej rzeczy.
- A ja Ci chyba powiedziałam już coś na ten temat. - Oznajmiłam. Nikt mnie nie denerwował tak bardzo jak on. Uczepił się, jakbym mu coś zrobił. Idiota.
- Nie zaczynaj z nią, no! Przestań ją prowokować! Myślisz, że miło wysłuchiwać jak Twoja najlepsza przyjaciółka i chłopak się kłócą? Nie! - Odezwała się w mojej obronie Ashley.
- No wiem. Przepraszam Ash... - Powiedział chcąc dać dziewczynie buziaka w policzek. Ta jednak lekko go odepchnęła.
- Nie mnie przepraszaj. - Wymamrotała. Josh się nie odezwał. I dobrze. Nie miałam ochoty na wysłuchiwanie go.
- Nie wiem o co wam poszło, ale przełóżcie te spiny między sobą na kiedy indziej. - Odezwał się Alex.
- O jego wścibskość nam poszło. - Powiedziałam. Myślałam, że Josh po tych słowach dalej będzie coś do mnie mówił, ale jednak to nie nastąpiło. Wiem, że teraz to ja zaczęłam, ale olał mój głos.
- To idźcie po te piwa. Ja nie wchodzę. - Poinformował Josh podając Lucasowi papierowy banknot kiedy stanęliśmy przed sklepem.
- Nicole chodź ze mną do sklepu. Co taka małomówna jesteś? - Namówiła przyjaciółkę Ash.
- Jakoś tak. Dobra to chodźmy. - Uśmiechnęła się  Nicole łapiąc szesnastolatkę za nadgarstek i wchodząc za chłopakami do sklepu. Zostawili mnie samą z tym dupkiem. Nie chciałam stać w jego pobliżu. Przysiadłam na murku z niecierpliwością czekając aż wyjdą. Zapatrzyłam się w trawę. Podnosząc głowę spojrzałam przed siebie w nadziei zobaczenia stawów znajdujących się za drogą. Zamiast tego zobaczyłam Josha idącego w moją stronę i siadającego obok mnie na murku. 'Kurwa'. Przeklęłam w myślach.
- Możemy pogadać? - Zapytał dziwnie zdenerwowany.
- Nie możemy. - Warknęłam. Byłam w tej chwili dla niego nie miła. Dokładnie tak samo jak on wobec mnie za każdym razem gdy się odezwał.
- No porozmawiajmy Kate. - Ciągnął.
- Daruj sobie. - Odparłam odwracając głowę w bok.
- Proszę Cię. - On prosił? Niemożliwe.
- Czego chcesz? - Spytałam w końcu zimnym tonem.
- No bo ja... Chciałam Cię przeprosić za te wcześniejsze nieporozumienia. Za niektóre słowa też. Zdaje sobie sprawę, że mogłem Cię nimi urazić. - Nie wierzyłam w to co słyszę. Widać było, że mówi całkiem serio.
- Nie wybaczam. - Wydukałam. Nie minie dziesięć minut i znowu będzie mnie wkurzał. Nie potrzebne mi jego przeprosiny.
- Słuchaj. Nie chcę być dla Ciebie wrogiem, czy coś. Od zawsze taki byłem. Po prostu nie znamy się zbyt długo. Nie wiesz jaki jestem.- Kontynuował.
- Po twoim dotychczasowym zachowaniu z łatwością mogę Ci powiedzieć jaki jesteś! - Rzekłam.
- No okej. Może i tak, ale nie jestem taki cały czas. Jeśli mam być z Tobą szczery, to byłem chamski dlatego, że czułem do Ciebie nie chęć. Od samego początku wydawałaś mi się rozpuszczoną dziewczynką, która dostaję co tylko zapragnie. Ogólnie  to denerwowałaś mnie całym swoim zachowaniem. Miałem wrażenie, że w życiu nie spotykają Cię żadne przykrości i inne tego typu rzeczy, że nie będziesz umiała sobie poradzić gdy ktoś po Tobie zacznie jeździć. Przepraszam za to. - Szczerze wyznał Josh. Chciałam na to wybuchnąć śmiechem, ale nie mogłam. Jego słowa mnie zabolały. Naprawdę na taką wyglądałam? Mi też wiele rzeczy w nim przeszkadzało, ale nie byłam taka, żeby go o to obrażać.
- Wydawało Ci się. Dzięki za szczerość. Co takiego Ci zrobiłam? Dałam Ci powody do takiego osądzania mnie? - Spytałam podnosząc głos w ostatnich wyrazach.
- Nie. To było moje fałszywe wrażenie. Ledwo co mnie znasz Kate. Gdyby było na odwrót wiedziałabyś, że mam wiele wad, a po za tym miałabyś wyjebane na moje pierdolenie. Zapomnijmy o tym i tyle, ok? - Mówił z przykrością w głosie.
- Zapomnijmy? Z minuty na minutę? Nie da się tak. - Odpowiedziałam. Owszem, też nie chciałam mieć z nim tych konfliktów, ale jakoś trudno było mi mu wybaczyć.
- Kate, po prostu zacznijmy na czysto, tak na nowo się ze sobą zadawać. Już bez tego jebanego dogryzania sobie. Przepraszam. No kurwa przepraszam, że  zachowywałem się jak chuj.
- No dobra, ale jak jeszcze raz się powtórzy, któraś z minionych sytuacji, to się do Ciebie nie odezwę, a przeprosiny Ci nie pomogą.
- Będę się pilnował. Obiecuję. To zgoda? - Zapytał wyciągając do mnie dłoń.
- Zgoda. - Odparłam podając mu rękę. Lekko ją uścisnął, a następnie posłał mi uśmiech.
- O! Wy ze sobą rozmawiacie? - Usłyszałam głos Ashley. Wychodziła ze sklepu z całą resztą.
- Próbowaliśmy dojść do porozumienia między sobą. - Odpowiedział chłopak.
- Czyli wszystko między wami ok? Nie będziemy już musiały z Nicole wysłuchiwać waszych kłótni? - Pytała Ashley spoglądając na Niki jakby chciała wiedzieć, czy się z nią zgadza.
- Ta. Na razie chyba nie będziecie musiały. - Podszedł do Ash i złapał ją za rękę. Odwrócił się w moją stronę patrząc na mnie z uśmiechniętymi ustami. Oddałam mu takim spojrzeniem co on mi na samym początku mojego przyjazdu tutaj. - Oj daj spokój Kate. Takie denerwowanie się nie liczy. Przecież wiesz, że żartuję.
- No właśnie nie wiem. - Powiedziałam próbując ukryć uśmiech.
- To teraz już wiesz. Nie mam zamiaru się z Tobą kłócić. - Oznajmił zadowolony.
- Jeszcze zobaczymy Josh. - Odwzajemniłam jego zadowolenie.
- Macie te piwa? - Chłopak skierował pytanie do Alexa i Lucasa tym samym kończąc rozmowę ze mną.
- Nie widzisz? - Odpowiedział pytaniem Lucas.
- Co za alkoholik. - Zażartowała Nicole.
- Co za pocisk. - Odrzekł Josh na co Nicol wybuchła śmiechem. Popatrzył na nią z zażenowaniem. - Ja pierdole, chodźmy. - Josh znowu zaczynał prowadzić, a brunetkę prowadził obok siebie. W drugiej ręce trzymał wziętą wcześniej od chłopaków reklamówkę z alkoholem. Poszliśmy całą szóstką pustą drogą.
Pierwsze wrażenie jakie mógł mieć przechodzący obok nas człowiek to takie, że pewnie znamy się od wielu lat. Nie było tak jednak. Jedynymi osobami jakie znałam od dłuższego czasu były Ashley i Nicole. Nicole. Właśnie. Od początku przyjazdu tutaj trzymała się przy mnie. Teraz jej nie było. Rozejrzałam się dookoła, aby znaleźć jej jasno-brązowe, falowane włosy. Szła z Lucasem pochłonięta rozmową. Spotkałyśmy się wzrokowo. Szeroko się uśmiechnęła, jakby chciała mnie przeprosić. Nie miała przecież za co. Nie zdążyłam jej odpowiedzieć żadnym gestem, ponieważ wraz z deską zatrzymał się obok mnie Alex.
- Mogę Cię o coś spytać Kate? - Wymamrotał swoim pięknym głosem.
- Jasne. Pytaj. - Odpowiedziałam mu śmiało.




Dziękujemy za dodane komentarze! :). Mamy do Was małą prośbę. Każdy kto przeczyta niech skomentuje ten rozdział chociażby nawet kropką. Chcemy zobaczyć ile osób nas czyta i dla ilu będziemy pisać to opowiadanie. ;) Pamiętajcie też, że im więcej komentarzy, tym większa motywacja i wena do pisania, w związku z czym na kolejny rozdział nie będziecie musieli zbyt długo czekać! ;>