- Wy... Wy jesteście ze sobą? - Zapytał zszokowany Josh. Oczywiście musiał się odezwać w nieodpowiednim momencie.
- A co? - Odparł Alex. Josh nie odpowiedział. Wzruszył tylko ramionami. Siedzieliśmy przez dłuższą chwilę wszyscy w milczeniu. Właściwie to nie wszyscy, bo dało się słyszeć rozmawianie Lucasa i Nicole. Popatrzyłam na swoją rękę. Dalej tkwiła w uścisku Alexa.
- Alex daj mi deskorolkę. Nie mogę tak siedzieć bezczynnie. - Zaczął Josh. Przecież nie siedział bezczynnie.
- To weź sobie. - Odpowiedział mu chłopak. Josh wstał z miejsca i schylił się po deskorolkę. Jeździł około dziesięciu minut. W tym czasie zdążyliśmy pogadać na tematy związane z jazdą na desce. Dostałam od nich parę wskazówek, co do tej umiejętności. Chciałam to pogłębiać, więc na pewno były przydatne. Dobrze, że Josha przy tym nie było, bo pewnie znowu zacząłby się tym wymądrzać. Obecnie nie kłóciłam się z nim od czasu jego przeprosin. Dwie rzeczy, które mi w nim nie odpowiadały to ta zarozumiałość i wywyższanie się. Po zakończeniu jazdy podjechał do nas trochę zmęczony. Deskorolkę odstawił na jej wcześniejsze położenie. Zaczął mówić na temat sportu. Alex i Lucas dołączyli się do rozmowy. Ja natomiast przestałam ich słuchać. Nie za bardzo mnie to interesowało. Po ich piętnastominutowej wymianie zdań zaczęli gadać o różnego typu grach, niedalekich już planach na wakacje albo zaczynali narzekać na rodziców. Tutaj do rozmowy dołączyłam się ja, Ashley i Nicole. Długo tak gadaliśmy. I moglibyśmy dłużej, ale robiło się późno. Nie sądziłam, że mogę mieć z nimi, aż tak wiele wspólnych tematów. Konwersację prowadziliśmy w sposób nadzwyczajnie normalny. W urywkach minut ze śmiechem. Bez kłótni. Skierowałam oczy na Alex'a posyłając mu uśmiech. Wyjęłam rękę z jego dłoni, wstałam i odeszłam kilkanaście kroków od nich. Sięgnęłam po telefon, odblokowałam i wystukałam w klawiaturze numer taty. Po czterech sygnałach odebrał.
- Hej słońce. Jak tam u Ciebie? - Usłyszałam przez komórkę.
- Cześć tato. W porządku. Możesz po nas wyjeżdżać. - Powiedziałam odwracając się do grupki rozmawiających ze sobą nastolatków.
- W takim razie okej. Będę za jakieś dwadzieścia minut. - Odpowiedział ojciec. Zakończyłam połączenie i wróciłam do grupy.
- Z kim rozmawiałaś? - Spytała zaciekawiona Ashley.
- Gadałam z ojcem. - Odparłam.
- I jak? Przyjedzie po nas? - Zapytała Nicole.
- Nie kurwa, idziemy z buta. - Powiedziałam, na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- Zawsze mogę zadzwonić po Amber. - Oznajmiła szatynka.
- No przecież żartuję. - Odpowiedziałam.
- Też żartuję. - Zakończyła rozmowę.
- Chodźcie w stronę parku. - Rozkazałam siedzącej piątce. Nie stawiając sprzeciwu równo wstali i poszli za mną. Chciałam tu zostać dłużej. Z nimi. Dobrze czułam się w takim towarzystwie. Niestety, wiedziałam że nie mogę poświęcić na to czasu. W domu czekały mnie obowiązki. Mama nienawidziła gdy jej nie pomagałam. W dodatku opiekowałam się Mattem. To akurat mi nie przeszkadzało. Kochałam go najbardziej na świecie. W drodze do parku gadałam kilka minut z Lucasem. Wypytywał o Nicole. Naprawdę mu się spodobała. Z kolei Alex większość czasu rozmawiał z Niki. W zamiarach miałam wypytanie się jej później o czym gadali. Ciekawość była jedną z moich wad. Zajęci prowadzeniem konwersacji między sobą w miarę szybko doszliśmy do określonego wcześniej miejsca. Stanęliśmy całą szóstką na rogu chodnika. Dostrzegłam dwie dziewczyny jadące na rowerach. Dziwnie się na mnie patrzyły, jakby dlatego, że stanęłam obok Alexa. Zaraz po mnie spojrzały na Nicole takim samym wzrokiem.
- Cześć chłopaki! - Krzyknęły równocześnie.
- O, siema! - Odpowiedział im Alex. Josh i Lucas odpowiedzieli im w podobny sposób.
- Jedziecie z nami? - Spytała dziewczyna w długich, ciemnych blond włosach wskazując ruchem głowy deskorolki.
- Nie, na jutro się zgadamy. - Powiedział Lucas.
- No okej. To dzwońcie. - Odparła nastolatka towarzysząca tej pierwszej.
- Dobra. - Kontynuował Lucas. Dziewczyny odjechały, pozostawiają po sobie jedynie mieszany zapach perfum. Nie próbowałam się już odzywać, bo zobaczyłam nadjeżdżający samochód mojego ojca. Widząc te dwie znowu spotkałam się z uczuciem zazdrości. Wzrosła ona po słowach 'na jutro się jakoś zgadamy'. Jednak znałam ich dopiero jeden dzień. Niecały dzień. One w przeciwieństwie znały ich na pewno o jakieś dwa tysiące dni więcej. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Ashley.
- Kto to te dwie? - Myślałam, że je kojarzy.
- Lena i Lily. - Odpowiedział jej Josh. - Ze szkoły je znamy. - Przestałam o nich myśleć. Wróciłam do taty. Dojechał. Nakręcił samochód do drogi powrotnej parę metrów za nami. W końcu ustawił się i nie zgaszając silnika czekał, aż wejdziemy do auta.
- No to pa dziewczyny. W poniedziałek się widzimy. - Powiedziała Ashley podchodząc do mnie i Nicole, aby móc nas przytulić.
- A my się widzimy za... Tydzień? - Spytał Josh.
- Możliwe. Zgadamy się jakoś. - Wymamrotała Nicol.
- Ciekawe kurwa jak. Nie mam twojego ani twojego numeru. - Mówił do Niki wskazując głową na mnie.
- Miałam na myśli zgadanie się poprzez Ash, ale jak Ci numer potrzebny to od Ashley sobie weź. - Skończyła Nicole.
- Dobra. Cześć wam. - Wtrąciłam. Nicole została zatrzymana przez Lucasa, który przytulił ją. Odwzajemniła uścisk. Mi pomachał ręką. Zaśmiałam się po cichu. Ten uścisk był najwidoczniej zarezerwowany tylko dla niej. Odsunęła się od niego i przyszła powoli do mnie. Zaczęłam prowadzić nas obie do samochodu, co prawda z niewielkim rozczarowaniem, że ze strony Alexa nie dostałam nic. Wtedy usłyszałam jego głos.
- Zaczekaj Kate! - Podniósł głos. Podszedł do mnie, złapał za rękę i dał lekkiego całusa w policzek. - Nie zapomniałbym przecież. - Dodał szeptem. Puścił moją dłoń i odszedł z powrotem na swoje miejsce, wlepiając we mnie wzrok. - Pa Nicole. - Dorzucił, na co ta odmachała mu ręką. Przyspieszyłam kroku, aby znaleźć się już w samochodzie. Nie chciałam, żeby tata się niecierpliwił. Wsiadłyśmy równocześnie do auta, które kilka sekund potem odjechało. Jeszcze nie dotarło do mnie to, co się stało przed wejściem do wozu. Naprawdę się tego nie spodziewałam. W drodze powrotnej nie włożyłam słuchawek do uszu. W zamian analizowałam wszystkie szczegóły, które zauważyłam w Alexie. Chciałam tam wrócić. Już tęskniłam za nimi. Za nim. Za zapachem męskich perfum, które ocierały się o mój nos. Rozmyślałam tak przez całe dziesięć minut drogi do domu. Odeszło to ode mnie dopiero gdy zajechaliśmy przed dom. Wiedziałam jednak, że później to wróci.
- Nicole, Twoi rodzice są u nas. Amber z tego, co wiem nie ma w domu. Chodź do nas. - Odezwał się ojciec, na co moja przyjaciółka przytaknęła kiwnięciem głowy. Zamknął samochód i szybko wymaszerował w stronę domu. Po chwili znikł z mojego pola widzenia. Popatrzyłam na Nicole, która przerzucała torbę na swoje ramię. Jej nogi poszły w ruch, tym samym wyprzedzając mnie, kiedy stałam i obserwowałam to, co się działo. Zrobiłam trzy duże kroki, po czym skoczyłam Nicole na plecy.
- Matko! Wystraszyłaś mnie. - Wypowiedziała z wydychaną ulgą w głosie.
- Kto by to mógł być jak nie ja? - Zaśmiałam się.
- Każdy. - Mówiła, nie stawiając sprzeciwu, co do trzymania mnie na swoich plecach.
- Oj, Nicole.
- Oj, Kate.
- Nie będę Cię wnosiła do domu. - Oznajmiła gdy stanęłyśmy przed drzwiami prowadzącymi do jego wnętrza. - Złaź. - Nie odzywając się zrobiłam tak, jak powiedziała. Otworzyłam jej drzwi. Weszła jak do siebie. No, ale przecież była u siebie. Mój dom to jej dom. Zdjęłyśmy buty, a kilkanaście sekund potem znalazłyśmy się w salonie.
- Dzień Dobry. - Powiedziałam do siedzących na skórzanej kanapie rodziców Nicole. Szatynka nie witała się z moimi, bo zrobiła to wcześniej.
- Dzień Dobry Kate. - Odpowiedzieli mi jedno po drugim.
- Częstujcie się. - Odparła moja mama siedząca razem z tatą na przeciwko gości. Wskazała ręką na stolik pełny potraw i przekąsek. Nie odmówiłam. Podeszłam do stolika, wzięłam dwa talerzyki, po czym nałożyłam sobie i przyjaciółce sałatkę na talerz. Prawie przez cały dzień nic nie jadłam, Mimo, iż nie czułam głodu jakoś szczególnie to skorzystałam z propozycji mamy. Zwłaszcza, że jej sałatki od zawsze mi smakowały. Nie tylko mi. Wzięłam talerze w obie ręce i poprowadziłam nas schodami do mojego pokoju. Wchodząc położyłam naczynia na biurku. Nicole usadowiła się na kanapie. Wyjęła komórkę z torby i jak zawsze włączyła muzykę. Tyle, że była to muzyka, której nienawidziłam równie tak samo, jak rocka mojego ojca.
- Wyłącz ten rap. - Warknęłam.
- Nie będę włączała zespołów. - Oznajmiła.
- To włącz radio. Idę do Matta. Zaraz wrócę. - Powiedziałam. Nicole włączyła stojące na półce radio i wzięła talerz z sałatką do ręki. Wróciła do siedzenia na kanapie. Oczywiście z telefonem w ręce.
- Okej.
- Tylko mi tu nabrudź, a będziesz to zlizywała. - Dodałam i wyszłam z pokoju.
- Nie zapominaj, że jestem tu gościem. - Dało się jeszcze usłyszeć. Weszłam do pokoju brata. Siedział grzecznie na dywanie i układał klocki.
- Hej mały. - Wypowiedziałam, podchodząc do niego i całując w policzek.
- Pobawisz się ze mną Kate? - Spytał głosem tak uroczym, że poprzez to prawie nigdy mu tego nie odmawiałam.
- Jasne. To chodźmy do mojego pokoju, dobrze? Zabierz ze sobą klocki. - Mówiłam do niego najmilej, jak tylko potrafiłam. To dziecko było takie kochane, że nie dało się na nie krzyczeć, czy odzywać po chamsku. Posłusznie zebrał klocki i poszedł za mną.
-Oo, cześć Matt. - Przywitała go Nicol, odkładając talerz z sałatką na jeden z mebli. Zsunęła się z kanapy, uklękła i przytuliła go. Odwdzięczył jej się tym samym. W tym momencie usłyszałam wołanie mojej matki.
- Kate, Nicole! Zejdźcie na chwilkę na dół. - Krzyczała. Wzięłam brata na ręce i zeszłam z nim oraz Niki do salonu.
- O co chodzi? - Spytałam.
- Uzgodniliśmy razem z Rose i Edwardem, że w te wakacje polecimy do Paryża.
- Naprawdę? - Wykrzyczała z piskiem Nicole. Nie dziwiła mnie jej reakcja, ponieważ zawsze marzyła, aby tam pojechać.
- Naprawdę. Do wakacji zostały trzy miesiące, a przyda nam się zmiana otoczenia i klimatu na jakieś dwa tygodnie. - Uzasadniła mama Nicole. Przyjaciółka z ogromnego szczęścia rzuciła mi się w objęcia, mocno przytulając mnie i Matta. Ja też się cieszyłam. Bardzo. Nie okazywałam jednak tego w tak zewnętrzny sposób, jak Nicole. W środku czułam, że radość wypełnia mnie z całych sił. Cieszyłam się też z faktu, że spędzę te dwa tygodnie wakacji w jednym miejscu z Nicole.
*Jeśli przeczytałeś rozdział zostaw komentarz. To motywuje do dalszego pisania. :)*
czwartek, 28 maja 2015
wtorek, 19 maja 2015
ROZDZIAŁ 3
- Czy między Tobą, a Joshem coś jest?
- Że co? Oczywiście, że nie! Nigdy. Po za tym, przecież on jest z Ashley. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że ja i Josh moglibyśmy coś do siebie poczuć. Nie odbiłabym Ash chłopaka. Jest moją najlepszą przyjaciółką. Nie zrobiłabym jej tego. Skąd Ci to przyszło do głowy? - Mówiłam spokojnym tonem. Nie byłam na niego zła, bo tylko zapytał, a ja dałam mu wyraźnie do zrozumienia, że tak nie jest i nie będzie.
- No, bo z tego co zauważyłem, gdy szliśmy do sklepu to kłóciliście się, a jak wyszedłem wraz z Lucasem i dziewczynami od Edena to byliście pogodzeni. Mogę się założyć, że początkowo nie chciałaś jego przeprosin. Znając go to nie przepada za przepraszaniem ludzi, a jeśli już przeprasza to jednym głupim słowem. Normalnie jeśli dziewczyna nie przyjmuje jego przeprosin to po prostu ją olewa. Skoro wszystko pomiędzy wami jest już w porządku to pewnie błagał Cię o przebaczenie. Musiał mieć do tego powód, bo o samo kłócenie się z Tobą nie przepraszałby. Właśnie stąd taki zjebany wniosek.
- Wow. Faktycznie dobrze go znasz. Nie wiedziałam, że jego przeprosiny mogą tyle znaczyć, ale Ashley to jego dziewczyna. O jej względy zabiega, a nie o moje. Mogę Cię zapewnić, że ja na pewno się nim nie zauroczę, a tym bardziej nie zakocham.
- To dobrze. Niby zwykła rozmowa, a dałaś mi nadzieję.
- Sugerujesz coś?
- Może...
- Mam się bać?
- Jak chcesz to się bój, ale raczej nie.
- Od razu pierwszego dnia wyrywacie? - Rozmowę przerwał nam Josh. Byłam na niego zła. Chciałam bliżej poznać Alexa. Jak zwykle wybrał nieodpowiedni moment do odezwania się.
- Zajmij się Ashley. - Odpowiedział mu Alex.
- Zajmuje już pół roku jakbyś nie zauważył.
- Josh... Możesz się zamknąć? Ty naprawdę musisz się tak do wszystkiego dopierdalać? Jak nie do Kate to do nas. Siebie pilnuj. - Skomentował Lucas.
- Ta. Masz rację. Nie zdenerwowałem jeszcze Nicole. - Odparł Josh.
- I Ashley. - Dodał Lucas.
- Od niej to się kurwa odwal!
- A ty się odwal od nas idioto!
- Dobra. Skończ już. Sorry. - Poprzestali na słowach Josha. Tymczasem z asfaltu przeszliśmy na usypaną żwirem ścieżkę. Po przebyciu około sześciu metrów usiedliśmy wszyscy na zielonej trawie. Josh razem z Ashley oparł się o drzewo obejmując dziewczynę ręką. Wyjął z reklamówki trzy piwa wręczając po jednym chłopakom i biorąc jedno dla siebie.
- A więc Nicole... - Zaczął gadać Josh.
- Co chcesz? - Spytała miłym głosem. Siedziała obok Lucasa. Naprzeciwko mnie. W tym samym czasie zauważyłam, że Alex zajął miejsce koło mojej osoby. Usadowiony był tak, że siedząc w siadzie skrzyżnym nasze kolana stykały się ze sobą.
- Pamiętasz jak gadaliśmy dzisiaj o tym, które z nas lepiej jeździ na desce? - Wspomniał o dyskusji Josh.
- Pamiętam. I co?
- Chłopaki dajcie nam te deski. - Nie czekając na ich odpowiedź wziął obydwie w swoje ręce i poszedł w stronę drogi. Nicole podniosła się otrzepując rękoma spodnie z tyłu. Podbiegła truchtem do Josha. Lucas popatrzył na mnie i Alexa jakby czegoś oczekiwał. Po paru sekundach podniósł się ruszając za moją przyjaciółką.
- Idę do nich. Nie będę wam przeszkadzać. Pogadajcie ze sobą póki macie okazję. - Odparła Ashley odchodząc w kierunku nieobecnej przy nas trójki.
- Alex! Chodźcie tutaj do nas! - Krzyczał Josh parę sekund po odejścia od nas Ashley.
- Szczerze mówiąc to wolałbym pogadać z Tobą sam na sam, ale chyba dziś mi się to nie uda. - Zagadał Alex.
- Nie jestem tutaj ostatni raz. - Odparłam łagodnym głosem.
- Mam nadzieję. - Powiedział podnosząc się z trawy. Wyciągnął rękę w moją stronę, aby pomóc mi wstać.
- Mam was przyprowadzić? - Odezwał się ponownie Josh.
- Weź się zamknij! Cały czas się dopierdalasz!
- Oj przestań. Gdyby nie ja to nie szedłbyś teraz obok Kate.
- Skąd ta pewność?
- Nie zaczynaj już, bo Ci wpierdolę. - Przecież ty sam zaczynasz. - Zaśmiał się Alex na co Josh przewrócił oczami. Popatrzyłam na Nicole, która jeździła na deskorolce wykonując przy tym wiele trików. Była niesamowita. Wiedziałam, że umie pokazać dużo co do jazdy na desce, ale nie przypuszczałam, że jest w tym ,aż taka dobra. Używanie przez nią deskorolki było częstą rzadkością. Po krótkim czasie przedstawiania swoich umiejętności podjechała do nas. Roztrzepane przez wiatr włosy zebrała i wzięła na bok.
- I tak jestem lepszy. - Skomentował Josh odpychając się jedną nogą w celu ruszenia z miejsca. Był równie dobry co Nicole. Nie jeździł zbyt długo. Po kilku minutach zszedł z deskorolki siadając na trawie.
- Coś słabo. - Dogryzła mu Nicol.
- Pff. Odezwała się. - Odpowiedział jej Josh.
- Denerwujący się robisz.
- Wzajemnie.
- Spieprzaj.
- Może tak grzeczniej?
- Nie widzę potrzeby. - Zakończyła rozmowę Nicole.
- Kate? - Wypowiedział Josh.
- No?
- Może teraz sprawdzimy, które z was lepiej jeździ. Ty czy Josh. - Po tych słowach poczułam jak przechodzą przeze mnie dreszcze. Jako jedyna z nich nie umiałam jeździć na desce. Co prawda kiedyś Nicol proponowała mi naukę, ale odmówiłam. Czułam, że wyjawieniem moich myśli, skompromituję się,
- Josh. Ja się nie bawię w rzeczy typu 'kto lepiej jeździ' w przeciwieństwie do Ciebie. - Powiedział Alex.
- Raz zrobisz wyjątek. - Odpowiedział mu Josh.
- Nie zrobię. - Weźcie się wyluzujcie. Zabierzcie te deski i idźcie. Nie wyśmiejemy was. Nie stójcie tak bezczynnie. Jak na razie nie mamy w planach stąd iść.
- No okej. Chodź Kate.
- Uhm... Ja... Nie... No bo ja... No... Nie umiem na tym jeździć. - Z trudem wypowiedziałam poszczególne słowa. Czułam na sobie spojrzenia całej piątki.
- Nie umiesz? Poważnie? - Spytał ze śmiechem w głosie chłopak Ashley.
- Nie każdy musi umieć Josh. W zamian potrafi wiele innych rzeczy, których ty z pewnością nie ogarniesz. - Wypowiedziała się Ash.
- Nie wiedziałem, że nie umie. Niczym jej nie obraziłem. Nie musisz tak na mnie naskakiwać.
- Jak chcesz to mogę Cię nauczyć jeździć. - Wtrącił Alex.
- Z Tobą niczego się nie nauczy. Może lepiej ja jej w tym pomogę. - Znowu dopowiedział Josh.
- Jaki ty jesteś pojebany! Przestań się uważać za nie wiadomo kogo.
- Właśnie. Przesadzasz Josh. - Do sprzeczki dołączył się Lucas. Chłopaki mieli rację. Jego aroganckie zachowanie denerwowało też mnie.
- Okej. Sorry. Zostawmy ich i chodźmy tam gdzie wcześniej. - Powiedział Josh odchodząc ode mnie i Alexa z pozostałymi.
- Nareszcie. Chodźmy tam. - Powiedział ciepłym głosem Alex, delikatnie wkładając moją dłoń w swoją. Zaskoczył mnie tym. Pomimo tego, że znaliśmy się dopiero jakieś kilka godzin, nie zaprotestowałam wyjęciem ręki z jego dłoni.
- Nie nadaję się do tego. - Oznajmiłam zdecydowanym głosem.
- Przesadzasz. Mówisz tak, bo wątpisz w swoje możliwości. To wcale nie jest takie trudne Kate. Zaraz zobaczysz.
- Dla Ciebie nie. Pewnie umiesz jeździć tak samo jak Josh albo Nicole. Łatwo Ci powiedzieć.
- Przecież zaczynałem tak jak ty. Też byłem nastawiony na to, że się nie nauczę. Myślałem, że będzie to trudne, a przyszło z łatwością. Z tym jest jak z nauką jazdy na rowerze. Próbujesz to ogarnąć, podejmujesz dużo prób oswojenia się z tym aż w końcu Ci się udaje.
- Umiesz pocieszyć człowieka. Teraz to widzę w pozytywnym sensie.
- Czyli miałem rację. - Odparł kładąc deskę na asfalcie. - Postaw tu nogę. - Rozkazał, wskazując głową na deskorolkę. Nie puszczał mojej ręki. Nadal trzymał ją w swojej. Szczerze mówiąc dodawał mi tym otuchy. Czułam się bezpieczniej wiedząc, że dzięki temu chyba nie upadnę.
- Na początku musisz nauczyć się utrzymywania na niej równowagi. Lekko odepchnij się drugą nogą. - Słuchałam uważnie tego co mówi i postępowałam według jego wskazówek.
- Nie bój się. Trzymam Cię. Dobrze Ci idzie. - Komentował dalej. Instruował mnie przez jakieś dwadzieścia minut. Nie mówiłam nic, bo wydawało mi się to zbędne. - Teraz spróbuj sama. - Powiedział puszczając moją rękę.
- Co? Nie uda mi się. Wywalę się.
- Uda Ci się. Niektórzy nawet z pomocą nie potrafią zacząć jazdy na tym. Ty jesteś pierwszą osobą jaką znam, która opanowała to tak szybko.
- Ech. No dobra. Spróbuję. - Odpowiedziałam odpychając się nogą od twardej powierzchni. W myślach modliłam się o to, żeby tylko się nie wywalić. Dodatkowo próbowałam odtworzyć sobie w myślach wszystko, co mówił mi Alex. Zauważyłam, że częściej zaczynam się odpychać nogą od drogi w wyniku czego zwiększyłam szybkość jazdy. Ostatecznie obie nogi ułożyłam na deskorolce. Przestałam wpędzać deskorolkę w większy ruch. Teraz skupiona byłam na stopniowo wolniejszym tempie poruszania się deski, a w efekcie końcowym całkowitym zatrzymaniu się jej. Powtórzyłam czynność po raz drugi, aby wrócić do Alexa. Tym razem byłam pewniejsza siebie. Rzeczywiście nie było to takie trudne. Jednak dużo brakowało mi do talentu, jaki miało teoretycznie każde z nich. Odepchnęłam się ostatni raz, aby dojechać już bez żadnej pomocy, a tylko przez poruszanie się sprzętu, który miałam pod nogami. Na całe szczęście sprawdzenie mojej samodzielności obyło się bez upadku. Zatrzymałam się parę metrów przed chłopakiem.
- I kto miał rację? - Zaczął rozmowę.
- Ty. Dziękuję. - Mówiłam z uśmiechem.
- Nie masz za co. Jak na razie nauczyłem Cię podstaw. Jeśli chcesz to pogłębiać to proś o pomoc Nicole albo próbuj rozwijać to sama. Ewentualnie zwracaj się do mnie kiedy tu będziesz przyjeżdżać.
- Okej. Jeszcze raz dziękuję.
- A ja jeszcze raz Ci mówię, że nie masz za co. Chodźmy już, bo nie ma nas przy nich ponad godzinę. - Oznajmił biorąc deskorolkę w rękę i idąc w kierunku żwirowej ścieżki.
- I tak mam za co. - Ciągnęłam.
- Nie drażnij się ze mną. Przynajmniej spędziliśmy trochę czasu we dwójkę.
- Trochę.
- Trochę mało. Nie masz chłopaka, co nie? - Zapytał poważnym głosem. Myślałam, że wydaje mu się to oczywiste. W przeciwnym razie nie zachowywałabym się tak, jak do tej pory.
- No nie mam. - Odpowiedziałam.
- To ja mam wolną drogę do Ciebie. Nie bierz mnie za jakiegoś debila. Tym pytaniem chciałem się tylko upewnić.
- Upewnić w swoich zamiarach?
- Można tak powiedzieć. - Wymamrotał cwaniacko. Nie odezwałam się, bo zbliżaliśmy się do drzewa, pod którym siedziała cała czwórka. Uważałam, że na zdaniu Alexa będzie lepiej, jeżeli zakończymy rozmowę.
- Wreszcie jesteście. - Odezwał się Josh.
- Tęskniłeś? - Spytał Alex.
- Nie miałem za czym.
- Sądząc po twojej reakcji, to chyba wyczekiwałeś nas z niecierpliwością. - Wywnioskował Alex. Josh na jego słowa przekręcił oczami.
- Idziemy? - Spytał Lucas.
- Skoro już jesteśmy wszyscy, to możemy iść. - Powiedziała Ashley, podnosząc się za pomocą rąk. Pozostali powtórzyli jej ruch.
- Dokąd teraz? - Zapytałam.
- Właściwie to nie wiem. Chodźmy się po prostu przejść. - Odpowiedziała mi Ashley. Patrzyłam, jak chłopaki szli przed nami zajęci rozmową. Obok mnie znalazła się Nicole, a chwilę po niej Ash.
- Spodobało Ci się towarzystwo Alexa? - Zaczęła Ashley.
- W porządku jest.
- W ogóle nie może oderwać od Ciebie oczu. - Powiedziała z zadowoleniem.
- Zauważyłam. A jak z Tobą Nicole? Zauroczyłaś się Lucasem?
- Powiedzmy. Znając Cię to masz tak samo, jak ja. - Wypowiedziała z wyraźnym rozbawieniem.
- Może. - Odparłam szeroko się uśmiechając.
- Na pewno. Nie oszukasz mnie.
- Co za pewność.
- Gdybyście dzisiaj nie przyjechały, to ominęło by was to, o czym będziecie myślały przez najbliższe kilka godzin, gdy wrócicie do domu. - Odezwała się Ashley. - Okej. Chodźmy do nich. - Kontynuowała Ash. Przyspieszyłyśmy kroku. Brunetka z długimi, prostymi włosami rozbiegła się, skacząc Joshowi na plecy. Ten, jakby się tego spodziewał, podciągnął ją na tyle. Jej podłużne, szczupłe nogi swobodnie zawisły.
- Nicole, przypomniało mi się coś. - Powiedziałam, mając na myśli moment, w którym ją niosłam.
- Wiem co. Później Ci się odwdzięczę. - Odpowiedziała ostatecznie kiedy znalazłyśmy się pomiędzy Lucasem a Alexem.
- Pokażesz nam Kate czego nauczył Cię Alex? - Powiedział Josh. Nie rozumiem, dlaczego prawie ciągle zaczyna rozmowę ode mnie.
- Nie. Innym razem. - Wypowiedziałam.
- Jeśli zapomniałaś, jak się jeździ, to mogę Ci przecież przypomnieć.
- Nie musisz się wysilać. Po prostu nie mam ochoty.
- No dobra. - Skończył z zrezygnowaniem. Zmienił temat. Rozmawialiśmy wspólnie przez jakieś trzydzieści minut. Dzięki temu droga, którą przebywaliśmy szybko nam minęła. Dotarliśmy pod dom Ashley. Usiedliśmy wszyscy na ławce, która stała przed posesją. Wyciągnęłam telefon ze swojej torby, w celu sprawdzenia godziny. Nacisnęłam przycisk i spojrzałam na wyświetlacz. Było parę minut po osiemnastej. Niemożliwe, jak czas szybko zleciał. Wiedziałam, że za niedługo będę musiała dzwonić po tatę. Jednak w tym momencie wolałam się skupić na tym, co jest teraz. Niebo wyglądało niemalże idealnie, a słońce zbierało się do zachodu. Poczułam znajomy zapach wiosennego powietrza.
- O której będziecie jechać? - Spytał Lucas. Jego pytanie trochę mnie zaskoczyło. Skąd wiedział, że nie mieszkamy w tej okolicy?
- Za godzinę? Półtorej? Jakoś tak. Skąd wiesz, że tu nie mieszkamy? - Odpowiedziałam pytaniem Lucasowi.
- Dużo gadałem dzisiaj z Nicole, więc zdążyłem się dowiedzieć nie tylko tego. - Powiedział jakby z kpiną w głosie. Miałam się obawiać tego, co powiedział? Nie. Chyba nie. Nicole jest rozsądna. Pomimo wszystko ma rozum. Nie powiedziałam już nic. Moja przyjaciółka zsunęła się z Lucasem zupełnie na drugą stronę ławki. Skierowałam wzrok na Josha i Ashley. Dziewczyna siedziała na jego kolanach. Dłonie miała wplecione w czarne, gęste włosy chłopaka. Całowali się. Ja pierdole. Poczułam ukłucie zazdrości. Duże ukłucie zazdrości. Nie było to spowodowane zazdrością o Josha. Na pewno nie. O Ashley tym bardziej. To było ogólnie przez nich. W tym chodziło o zazdrość. Też tak chciałam. Beznadziejnie się w takich sytuacjach czułam. Spuściłam głowę w dół udając, że wcale tego nie zauważyłam. W tej chwili moja skóra odebrała czyjś dotyk. Przekręciłam oczami w lewo. Alex. Wziął moją rękę i delikatnie ułożył ją w swoją. Mocno zacisnął, jakby chciał tym gestem powiedzieć, że tak będzie zawsze. Spojrzałam na niego, na co uśmiechnął się. Odwzajemniłam tym samym. Nie wiem dlaczego, ale w pewnym stopniu zmniejszyło to moją zazdrość, jeśli chodziło o Josha i Ashley.
*Jeśli przeczytałeś rozdział zostaw komentarz. To motywuje do dalszego pisania :).*
- Że co? Oczywiście, że nie! Nigdy. Po za tym, przecież on jest z Ashley. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że ja i Josh moglibyśmy coś do siebie poczuć. Nie odbiłabym Ash chłopaka. Jest moją najlepszą przyjaciółką. Nie zrobiłabym jej tego. Skąd Ci to przyszło do głowy? - Mówiłam spokojnym tonem. Nie byłam na niego zła, bo tylko zapytał, a ja dałam mu wyraźnie do zrozumienia, że tak nie jest i nie będzie.
- No, bo z tego co zauważyłem, gdy szliśmy do sklepu to kłóciliście się, a jak wyszedłem wraz z Lucasem i dziewczynami od Edena to byliście pogodzeni. Mogę się założyć, że początkowo nie chciałaś jego przeprosin. Znając go to nie przepada za przepraszaniem ludzi, a jeśli już przeprasza to jednym głupim słowem. Normalnie jeśli dziewczyna nie przyjmuje jego przeprosin to po prostu ją olewa. Skoro wszystko pomiędzy wami jest już w porządku to pewnie błagał Cię o przebaczenie. Musiał mieć do tego powód, bo o samo kłócenie się z Tobą nie przepraszałby. Właśnie stąd taki zjebany wniosek.
- Wow. Faktycznie dobrze go znasz. Nie wiedziałam, że jego przeprosiny mogą tyle znaczyć, ale Ashley to jego dziewczyna. O jej względy zabiega, a nie o moje. Mogę Cię zapewnić, że ja na pewno się nim nie zauroczę, a tym bardziej nie zakocham.
- To dobrze. Niby zwykła rozmowa, a dałaś mi nadzieję.
- Sugerujesz coś?
- Może...
- Mam się bać?
- Jak chcesz to się bój, ale raczej nie.
- Od razu pierwszego dnia wyrywacie? - Rozmowę przerwał nam Josh. Byłam na niego zła. Chciałam bliżej poznać Alexa. Jak zwykle wybrał nieodpowiedni moment do odezwania się.
- Zajmij się Ashley. - Odpowiedział mu Alex.
- Zajmuje już pół roku jakbyś nie zauważył.
- Josh... Możesz się zamknąć? Ty naprawdę musisz się tak do wszystkiego dopierdalać? Jak nie do Kate to do nas. Siebie pilnuj. - Skomentował Lucas.
- Ta. Masz rację. Nie zdenerwowałem jeszcze Nicole. - Odparł Josh.
- I Ashley. - Dodał Lucas.
- Od niej to się kurwa odwal!
- A ty się odwal od nas idioto!
- Dobra. Skończ już. Sorry. - Poprzestali na słowach Josha. Tymczasem z asfaltu przeszliśmy na usypaną żwirem ścieżkę. Po przebyciu około sześciu metrów usiedliśmy wszyscy na zielonej trawie. Josh razem z Ashley oparł się o drzewo obejmując dziewczynę ręką. Wyjął z reklamówki trzy piwa wręczając po jednym chłopakom i biorąc jedno dla siebie.
- A więc Nicole... - Zaczął gadać Josh.
- Co chcesz? - Spytała miłym głosem. Siedziała obok Lucasa. Naprzeciwko mnie. W tym samym czasie zauważyłam, że Alex zajął miejsce koło mojej osoby. Usadowiony był tak, że siedząc w siadzie skrzyżnym nasze kolana stykały się ze sobą.
- Pamiętasz jak gadaliśmy dzisiaj o tym, które z nas lepiej jeździ na desce? - Wspomniał o dyskusji Josh.
- Pamiętam. I co?
- Chłopaki dajcie nam te deski. - Nie czekając na ich odpowiedź wziął obydwie w swoje ręce i poszedł w stronę drogi. Nicole podniosła się otrzepując rękoma spodnie z tyłu. Podbiegła truchtem do Josha. Lucas popatrzył na mnie i Alexa jakby czegoś oczekiwał. Po paru sekundach podniósł się ruszając za moją przyjaciółką.
- Idę do nich. Nie będę wam przeszkadzać. Pogadajcie ze sobą póki macie okazję. - Odparła Ashley odchodząc w kierunku nieobecnej przy nas trójki.
- Alex! Chodźcie tutaj do nas! - Krzyczał Josh parę sekund po odejścia od nas Ashley.
- Szczerze mówiąc to wolałbym pogadać z Tobą sam na sam, ale chyba dziś mi się to nie uda. - Zagadał Alex.
- Nie jestem tutaj ostatni raz. - Odparłam łagodnym głosem.
- Mam nadzieję. - Powiedział podnosząc się z trawy. Wyciągnął rękę w moją stronę, aby pomóc mi wstać.
- Mam was przyprowadzić? - Odezwał się ponownie Josh.
- Weź się zamknij! Cały czas się dopierdalasz!
- Oj przestań. Gdyby nie ja to nie szedłbyś teraz obok Kate.
- Skąd ta pewność?
- Nie zaczynaj już, bo Ci wpierdolę. - Przecież ty sam zaczynasz. - Zaśmiał się Alex na co Josh przewrócił oczami. Popatrzyłam na Nicole, która jeździła na deskorolce wykonując przy tym wiele trików. Była niesamowita. Wiedziałam, że umie pokazać dużo co do jazdy na desce, ale nie przypuszczałam, że jest w tym ,aż taka dobra. Używanie przez nią deskorolki było częstą rzadkością. Po krótkim czasie przedstawiania swoich umiejętności podjechała do nas. Roztrzepane przez wiatr włosy zebrała i wzięła na bok.
- I tak jestem lepszy. - Skomentował Josh odpychając się jedną nogą w celu ruszenia z miejsca. Był równie dobry co Nicole. Nie jeździł zbyt długo. Po kilku minutach zszedł z deskorolki siadając na trawie.
- Coś słabo. - Dogryzła mu Nicol.
- Pff. Odezwała się. - Odpowiedział jej Josh.
- Denerwujący się robisz.
- Wzajemnie.
- Spieprzaj.
- Może tak grzeczniej?
- Nie widzę potrzeby. - Zakończyła rozmowę Nicole.
- Kate? - Wypowiedział Josh.
- No?
- Może teraz sprawdzimy, które z was lepiej jeździ. Ty czy Josh. - Po tych słowach poczułam jak przechodzą przeze mnie dreszcze. Jako jedyna z nich nie umiałam jeździć na desce. Co prawda kiedyś Nicol proponowała mi naukę, ale odmówiłam. Czułam, że wyjawieniem moich myśli, skompromituję się,
- Josh. Ja się nie bawię w rzeczy typu 'kto lepiej jeździ' w przeciwieństwie do Ciebie. - Powiedział Alex.
- Raz zrobisz wyjątek. - Odpowiedział mu Josh.
- Nie zrobię. - Weźcie się wyluzujcie. Zabierzcie te deski i idźcie. Nie wyśmiejemy was. Nie stójcie tak bezczynnie. Jak na razie nie mamy w planach stąd iść.
- No okej. Chodź Kate.
- Uhm... Ja... Nie... No bo ja... No... Nie umiem na tym jeździć. - Z trudem wypowiedziałam poszczególne słowa. Czułam na sobie spojrzenia całej piątki.
- Nie umiesz? Poważnie? - Spytał ze śmiechem w głosie chłopak Ashley.
- Nie każdy musi umieć Josh. W zamian potrafi wiele innych rzeczy, których ty z pewnością nie ogarniesz. - Wypowiedziała się Ash.
- Nie wiedziałem, że nie umie. Niczym jej nie obraziłem. Nie musisz tak na mnie naskakiwać.
- Jak chcesz to mogę Cię nauczyć jeździć. - Wtrącił Alex.
- Z Tobą niczego się nie nauczy. Może lepiej ja jej w tym pomogę. - Znowu dopowiedział Josh.
- Jaki ty jesteś pojebany! Przestań się uważać za nie wiadomo kogo.
- Właśnie. Przesadzasz Josh. - Do sprzeczki dołączył się Lucas. Chłopaki mieli rację. Jego aroganckie zachowanie denerwowało też mnie.
- Okej. Sorry. Zostawmy ich i chodźmy tam gdzie wcześniej. - Powiedział Josh odchodząc ode mnie i Alexa z pozostałymi.
- Nareszcie. Chodźmy tam. - Powiedział ciepłym głosem Alex, delikatnie wkładając moją dłoń w swoją. Zaskoczył mnie tym. Pomimo tego, że znaliśmy się dopiero jakieś kilka godzin, nie zaprotestowałam wyjęciem ręki z jego dłoni.
- Nie nadaję się do tego. - Oznajmiłam zdecydowanym głosem.
- Przesadzasz. Mówisz tak, bo wątpisz w swoje możliwości. To wcale nie jest takie trudne Kate. Zaraz zobaczysz.
- Dla Ciebie nie. Pewnie umiesz jeździć tak samo jak Josh albo Nicole. Łatwo Ci powiedzieć.
- Przecież zaczynałem tak jak ty. Też byłem nastawiony na to, że się nie nauczę. Myślałem, że będzie to trudne, a przyszło z łatwością. Z tym jest jak z nauką jazdy na rowerze. Próbujesz to ogarnąć, podejmujesz dużo prób oswojenia się z tym aż w końcu Ci się udaje.
- Umiesz pocieszyć człowieka. Teraz to widzę w pozytywnym sensie.
- Czyli miałem rację. - Odparł kładąc deskę na asfalcie. - Postaw tu nogę. - Rozkazał, wskazując głową na deskorolkę. Nie puszczał mojej ręki. Nadal trzymał ją w swojej. Szczerze mówiąc dodawał mi tym otuchy. Czułam się bezpieczniej wiedząc, że dzięki temu chyba nie upadnę.
- Na początku musisz nauczyć się utrzymywania na niej równowagi. Lekko odepchnij się drugą nogą. - Słuchałam uważnie tego co mówi i postępowałam według jego wskazówek.
- Nie bój się. Trzymam Cię. Dobrze Ci idzie. - Komentował dalej. Instruował mnie przez jakieś dwadzieścia minut. Nie mówiłam nic, bo wydawało mi się to zbędne. - Teraz spróbuj sama. - Powiedział puszczając moją rękę.
- Co? Nie uda mi się. Wywalę się.
- Uda Ci się. Niektórzy nawet z pomocą nie potrafią zacząć jazdy na tym. Ty jesteś pierwszą osobą jaką znam, która opanowała to tak szybko.
- Ech. No dobra. Spróbuję. - Odpowiedziałam odpychając się nogą od twardej powierzchni. W myślach modliłam się o to, żeby tylko się nie wywalić. Dodatkowo próbowałam odtworzyć sobie w myślach wszystko, co mówił mi Alex. Zauważyłam, że częściej zaczynam się odpychać nogą od drogi w wyniku czego zwiększyłam szybkość jazdy. Ostatecznie obie nogi ułożyłam na deskorolce. Przestałam wpędzać deskorolkę w większy ruch. Teraz skupiona byłam na stopniowo wolniejszym tempie poruszania się deski, a w efekcie końcowym całkowitym zatrzymaniu się jej. Powtórzyłam czynność po raz drugi, aby wrócić do Alexa. Tym razem byłam pewniejsza siebie. Rzeczywiście nie było to takie trudne. Jednak dużo brakowało mi do talentu, jaki miało teoretycznie każde z nich. Odepchnęłam się ostatni raz, aby dojechać już bez żadnej pomocy, a tylko przez poruszanie się sprzętu, który miałam pod nogami. Na całe szczęście sprawdzenie mojej samodzielności obyło się bez upadku. Zatrzymałam się parę metrów przed chłopakiem.
- I kto miał rację? - Zaczął rozmowę.
- Ty. Dziękuję. - Mówiłam z uśmiechem.
- Nie masz za co. Jak na razie nauczyłem Cię podstaw. Jeśli chcesz to pogłębiać to proś o pomoc Nicole albo próbuj rozwijać to sama. Ewentualnie zwracaj się do mnie kiedy tu będziesz przyjeżdżać.
- Okej. Jeszcze raz dziękuję.
- A ja jeszcze raz Ci mówię, że nie masz za co. Chodźmy już, bo nie ma nas przy nich ponad godzinę. - Oznajmił biorąc deskorolkę w rękę i idąc w kierunku żwirowej ścieżki.
- I tak mam za co. - Ciągnęłam.
- Nie drażnij się ze mną. Przynajmniej spędziliśmy trochę czasu we dwójkę.
- Trochę.
- Trochę mało. Nie masz chłopaka, co nie? - Zapytał poważnym głosem. Myślałam, że wydaje mu się to oczywiste. W przeciwnym razie nie zachowywałabym się tak, jak do tej pory.
- No nie mam. - Odpowiedziałam.
- To ja mam wolną drogę do Ciebie. Nie bierz mnie za jakiegoś debila. Tym pytaniem chciałem się tylko upewnić.
- Upewnić w swoich zamiarach?
- Można tak powiedzieć. - Wymamrotał cwaniacko. Nie odezwałam się, bo zbliżaliśmy się do drzewa, pod którym siedziała cała czwórka. Uważałam, że na zdaniu Alexa będzie lepiej, jeżeli zakończymy rozmowę.
- Wreszcie jesteście. - Odezwał się Josh.
- Tęskniłeś? - Spytał Alex.
- Nie miałem za czym.
- Sądząc po twojej reakcji, to chyba wyczekiwałeś nas z niecierpliwością. - Wywnioskował Alex. Josh na jego słowa przekręcił oczami.
- Idziemy? - Spytał Lucas.
- Skoro już jesteśmy wszyscy, to możemy iść. - Powiedziała Ashley, podnosząc się za pomocą rąk. Pozostali powtórzyli jej ruch.
- Dokąd teraz? - Zapytałam.
- Właściwie to nie wiem. Chodźmy się po prostu przejść. - Odpowiedziała mi Ashley. Patrzyłam, jak chłopaki szli przed nami zajęci rozmową. Obok mnie znalazła się Nicole, a chwilę po niej Ash.
- Spodobało Ci się towarzystwo Alexa? - Zaczęła Ashley.
- W porządku jest.
- W ogóle nie może oderwać od Ciebie oczu. - Powiedziała z zadowoleniem.
- Zauważyłam. A jak z Tobą Nicole? Zauroczyłaś się Lucasem?
- Powiedzmy. Znając Cię to masz tak samo, jak ja. - Wypowiedziała z wyraźnym rozbawieniem.
- Może. - Odparłam szeroko się uśmiechając.
- Na pewno. Nie oszukasz mnie.
- Co za pewność.
- Gdybyście dzisiaj nie przyjechały, to ominęło by was to, o czym będziecie myślały przez najbliższe kilka godzin, gdy wrócicie do domu. - Odezwała się Ashley. - Okej. Chodźmy do nich. - Kontynuowała Ash. Przyspieszyłyśmy kroku. Brunetka z długimi, prostymi włosami rozbiegła się, skacząc Joshowi na plecy. Ten, jakby się tego spodziewał, podciągnął ją na tyle. Jej podłużne, szczupłe nogi swobodnie zawisły.
- Nicole, przypomniało mi się coś. - Powiedziałam, mając na myśli moment, w którym ją niosłam.
- Wiem co. Później Ci się odwdzięczę. - Odpowiedziała ostatecznie kiedy znalazłyśmy się pomiędzy Lucasem a Alexem.
- Pokażesz nam Kate czego nauczył Cię Alex? - Powiedział Josh. Nie rozumiem, dlaczego prawie ciągle zaczyna rozmowę ode mnie.
- Nie. Innym razem. - Wypowiedziałam.
- Jeśli zapomniałaś, jak się jeździ, to mogę Ci przecież przypomnieć.
- Nie musisz się wysilać. Po prostu nie mam ochoty.
- No dobra. - Skończył z zrezygnowaniem. Zmienił temat. Rozmawialiśmy wspólnie przez jakieś trzydzieści minut. Dzięki temu droga, którą przebywaliśmy szybko nam minęła. Dotarliśmy pod dom Ashley. Usiedliśmy wszyscy na ławce, która stała przed posesją. Wyciągnęłam telefon ze swojej torby, w celu sprawdzenia godziny. Nacisnęłam przycisk i spojrzałam na wyświetlacz. Było parę minut po osiemnastej. Niemożliwe, jak czas szybko zleciał. Wiedziałam, że za niedługo będę musiała dzwonić po tatę. Jednak w tym momencie wolałam się skupić na tym, co jest teraz. Niebo wyglądało niemalże idealnie, a słońce zbierało się do zachodu. Poczułam znajomy zapach wiosennego powietrza.
- O której będziecie jechać? - Spytał Lucas. Jego pytanie trochę mnie zaskoczyło. Skąd wiedział, że nie mieszkamy w tej okolicy?
- Za godzinę? Półtorej? Jakoś tak. Skąd wiesz, że tu nie mieszkamy? - Odpowiedziałam pytaniem Lucasowi.
- Dużo gadałem dzisiaj z Nicole, więc zdążyłem się dowiedzieć nie tylko tego. - Powiedział jakby z kpiną w głosie. Miałam się obawiać tego, co powiedział? Nie. Chyba nie. Nicole jest rozsądna. Pomimo wszystko ma rozum. Nie powiedziałam już nic. Moja przyjaciółka zsunęła się z Lucasem zupełnie na drugą stronę ławki. Skierowałam wzrok na Josha i Ashley. Dziewczyna siedziała na jego kolanach. Dłonie miała wplecione w czarne, gęste włosy chłopaka. Całowali się. Ja pierdole. Poczułam ukłucie zazdrości. Duże ukłucie zazdrości. Nie było to spowodowane zazdrością o Josha. Na pewno nie. O Ashley tym bardziej. To było ogólnie przez nich. W tym chodziło o zazdrość. Też tak chciałam. Beznadziejnie się w takich sytuacjach czułam. Spuściłam głowę w dół udając, że wcale tego nie zauważyłam. W tej chwili moja skóra odebrała czyjś dotyk. Przekręciłam oczami w lewo. Alex. Wziął moją rękę i delikatnie ułożył ją w swoją. Mocno zacisnął, jakby chciał tym gestem powiedzieć, że tak będzie zawsze. Spojrzałam na niego, na co uśmiechnął się. Odwzajemniłam tym samym. Nie wiem dlaczego, ale w pewnym stopniu zmniejszyło to moją zazdrość, jeśli chodziło o Josha i Ashley.
*Jeśli przeczytałeś rozdział zostaw komentarz. To motywuje do dalszego pisania :).*
wtorek, 12 maja 2015
ROZDZIAŁ 2
Szliśmy dalej we czwórkę chodnikiem w stronę skateparku. Dobrze znałam tutejsze miejsca, pomimo że rzadko tu przyjeżdżałam. Przez cały czas Ashley i Nicole próbowały rozluźnić atmosferę opowiadając śmieszne sytuacje sprzed około czterech, pięciu lat. Udało im się to. W jakiś sposób zupełnie zapomniałam o całej sytuacji z Joshem. On też się parę razy odezwał. Na szczęście nie do mnie. W obecnej chwili zaczęłam się przysłuchiwać gadaniu Josha i Nik. Sprzeczali się o to, które z nich lepiej jeździ na desce. Na zdania wypowiadane przez przyjaciółkę uśmiechałam się pod nosem sama do siebie. W śmieszny sposób prowadziła rozmowę. Popatrzyłam na ręce idącej przede mną brunetki i jej chłopaka. Znowu były splecione. Spacer minął nam niezauważalnie szybko. W końcu weszliśmy do skateparku. Dużo osób jeździło na deskorolkach w jedną i tą samą stronę, wykonując przy tym rozmaite triki. Nagle dotarło do moich uszu wołanie Josha.
- Alex! - Krzyczał. - Alex no! - Zawołał głośniej. Po chwili podjechał na desce w naszą stronę chłopak. Był tego samego wzrostu co kolega, który go wołał. Szacując obaj mieli z 1,70 m wzrostu. Może trochę więcej. Pomimo siwej bluzy i brązowych obcisłych spodni widać było, że jest dobrze zbudowany. Jego krótkie brunatne włosy były roztrzepane pod czapką, którą nosił. W uszach dostrzegłam tunele. Miał pociągłą, niemalże idealną twarz. Piwne oczy pytały 'Czego chcesz Josh?'.
- Co ty chcesz? - Spytał rozbawiony. Głos miał cudowny.
- Weź ze sobą Lucasa i idziemy. - Odpowiedział na pytanie Josh. Alex spojrzał na Nicole, a z niej wzrok przeniósł na mnie. Jego oczy zatrzymały się na moich. Wyszczerzył się pokazując przy tym swoje białe zęby. Poczułam jak wszystko w moim brzuchu zaczyna się przewracać.
- Już po niego idę. - Rzekł. Odwrócił się odjeżdżając. Moje spojrzenie cały czas za nim podążało. Po niecałej minucie wrócił z innym chłopakiem.
- Siema Jo. - Powiedział głośno chłopak przyprowadzony przez Alexa. Schylił się i wziął deskorolkę w rękę. Pod względem wzrostu był równy z dwoma kolegami. Również wyglądał na dobrze zbudowanego. Czarne włosy wystawały mu z pod smerfety. Ciemna koszulka z deka na nim zwisała. Niebieską koszulą w kratę, którą miał rozpiętą podkreślał dobry gust swojego stylu. Na nadgarstkach zauważyłam kilka gumowych opasek, a chude nogi opinały jeansowe rurki. Na jego okrągłej buzi było widocznych parę małych piegów.
- Siema. - Odpowiedział zadowolony Josh.
- To gdzie idziemy? - Zapytał Alex.
- Na razie to postoimy i poczekamy. - Odrzekł chłopak Ash.
- Wiesz, często bywa tak, że nie rozumiem tego co mi mówisz. - Oznajmił rozmówca Josha schylając się po deskę.
- Jak widzicie są tu jeszcze dwie osoby prócz mnie i Ashley. Może byście się tak kurwa z nimi przywitali, poznali? No nie wiem. - Odparł poważnie. Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Te słowa w ogóle do niego nie pasowały. Zaskoczył mnie. Nie tylko mnie. Zaczęłam wpatrywać się w chłopców. Z ich min bez problemu mogłam odczytać zawstydzenie wywołane przez upomnienie. Niepewnym krokiem ruszyli się z miejsca. Widziałam jak Lucas podchodzi do Nicole. Alex szedł w moim kierunku. Kątem oka spojrzałam na Ashley i Josha. Stali z boku cicho się śmiejąc.
- No to ten... Lucas jestem. - Powiedział Lucas z uśmiechem do szatynki stojącej obok mnie. Wyciągnął do niej rękę na znak zapoznania.
- Nicole. - Odpowiedziała przyjaciółka, odwzajemniając uśmiech i również wyciągając swoją dłoń. Przestałam przysłuchiwać się ich wymianie zdań.
- Alex jestem. Sorry, że wyszło jak wyszło. - Usprawiedliwił się brunet.
- Kate. Nie szkodzi. - Odparłam miłym głosem.
- Kate. Zapamiętam. - Dodał Alex. Byłam trochę speszona, ale wewnątrz po prostu podekscytowana. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Już zaczynałam go lubić. Zapoznaliśmy się też odwrotnie. Ja z Lucasem, a Alex z Nicole.
- Serio? Czy to zawsze ja muszę wami kierować w życiu? - Spytał śmiejący się Josh.
- Zależy w jakich sytuacjach. Co Cię tak bawi? - Powiedział Lucas.
- Wy. Jesteście tacy nie ogarnięci. - Odparł czarnowłosy. Musiał dopowiedzieć.
- Odezwał się ogarnięty. Nie ma w tym nic śmiesznego Josh. - Wypowiedziałam niby w obronie Alexa i Lucasa. Popatrzył na mnie jakoś tak zwyczajnie.
- Dobra. Idziemy. - Odparł dając kroki do przodu. Wyciągnął rękę do swojej dziewczyny delikatnie wkładając ją w swoją. Ashley bez stawiania żadnego oporu poszła prowadzona przez Josha. Zauważyłam, że od kilkunastu minut prawie nie odezwała się żadnym słowem. Stojąc grupą w bezruchu patrzyliśmy jak się oddalają. Dlaczego tak właściwie nie wykonaliśmy jakiegokolwiek ruchu?
- Co tak stoicie? Ruszcie się. - Dodał zbulwersowany. Poszłam biorąc Nicole pod rękę. Alex i Lucas szli pół metra za nami. Rozmawiali o czymś. Dość słabo ich słyszałam, ale po wypowiedzeniu imion 'Kate' i 'Nicole' wiedziałam, że rozmowa ma coś wspólnego ze mną i moją przyjaciółką.
- Gdzie tak właściwie idziemy, co? - Spytał Alex prowadzącego nas Josha.
- Najpierw pójdziemy do 'Edena' po jakieś piwa. - Odpowiedział.
- Bo Ci sprzedadzą... - Wtrącił Lucas.
- Lucas. Do chuja. Mamy po siedemnaście lat, nie licząc dziewczyn. Chcemy kupić tylko browary. Oczywiście, że sprzedadzą. - Zakpił.
- Wy pijecie? - Zapytał uśmiechnięty Josh.
- Nie piję... - Odpowiedziałam mu. Nicol powtórzyła to samo chwilę po mnie.
- Przecież wiesz, że nie. Okazjonalnie tak, mogę wypić, ale nie tak o, tylko po to, by się napić. - Dopowiedziała Ashley swojemu chłopakowi.
- Jezu. Wy we trzy... Jesteście siebie warte. Zawsze takie grzeczne, uporządkowane i w ogóle, ale przecież mamy okazję do picia. - Wypowiedział chłopak.
- Jaką niby? - Zapytała Niki.
- Taką, że wy macie dwóch nowych kolegów, a oni dwie nowe koleżanki. A ty Kate mi niedługo podziękujesz. - Powiedział odwracający się do mnie Josh z chytrym uśmiechem na ustach. Wiedziałam co ma na myśli.
- Znowu chcesz się kłócić? - Dopytałam obojętnie. Bez różnicy mi było, czy będę z nim miała dobre kontakty, czy też nie.
- My się przecież nie kłócimy. Ja Cię tylko informuję w ten sposób o pewnej rzeczy.
- A ja Ci chyba powiedziałam już coś na ten temat. - Oznajmiłam. Nikt mnie nie denerwował tak bardzo jak on. Uczepił się, jakbym mu coś zrobił. Idiota.
- Nie zaczynaj z nią, no! Przestań ją prowokować! Myślisz, że miło wysłuchiwać jak Twoja najlepsza przyjaciółka i chłopak się kłócą? Nie! - Odezwała się w mojej obronie Ashley.
- No wiem. Przepraszam Ash... - Powiedział chcąc dać dziewczynie buziaka w policzek. Ta jednak lekko go odepchnęła.
- Nie mnie przepraszaj. - Wymamrotała. Josh się nie odezwał. I dobrze. Nie miałam ochoty na wysłuchiwanie go.
- Nie wiem o co wam poszło, ale przełóżcie te spiny między sobą na kiedy indziej. - Odezwał się Alex.
- O jego wścibskość nam poszło. - Powiedziałam. Myślałam, że Josh po tych słowach dalej będzie coś do mnie mówił, ale jednak to nie nastąpiło. Wiem, że teraz to ja zaczęłam, ale olał mój głos.
- To idźcie po te piwa. Ja nie wchodzę. - Poinformował Josh podając Lucasowi papierowy banknot kiedy stanęliśmy przed sklepem.
- Nicole chodź ze mną do sklepu. Co taka małomówna jesteś? - Namówiła przyjaciółkę Ash.
- Jakoś tak. Dobra to chodźmy. - Uśmiechnęła się Nicole łapiąc szesnastolatkę za nadgarstek i wchodząc za chłopakami do sklepu. Zostawili mnie samą z tym dupkiem. Nie chciałam stać w jego pobliżu. Przysiadłam na murku z niecierpliwością czekając aż wyjdą. Zapatrzyłam się w trawę. Podnosząc głowę spojrzałam przed siebie w nadziei zobaczenia stawów znajdujących się za drogą. Zamiast tego zobaczyłam Josha idącego w moją stronę i siadającego obok mnie na murku. 'Kurwa'. Przeklęłam w myślach.
- Możemy pogadać? - Zapytał dziwnie zdenerwowany.
- Nie możemy. - Warknęłam. Byłam w tej chwili dla niego nie miła. Dokładnie tak samo jak on wobec mnie za każdym razem gdy się odezwał.
- No porozmawiajmy Kate. - Ciągnął.
- Daruj sobie. - Odparłam odwracając głowę w bok.
- Proszę Cię. - On prosił? Niemożliwe.
- Czego chcesz? - Spytałam w końcu zimnym tonem.
- No bo ja... Chciałam Cię przeprosić za te wcześniejsze nieporozumienia. Za niektóre słowa też. Zdaje sobie sprawę, że mogłem Cię nimi urazić. - Nie wierzyłam w to co słyszę. Widać było, że mówi całkiem serio.
- Nie wybaczam. - Wydukałam. Nie minie dziesięć minut i znowu będzie mnie wkurzał. Nie potrzebne mi jego przeprosiny.
- Słuchaj. Nie chcę być dla Ciebie wrogiem, czy coś. Od zawsze taki byłem. Po prostu nie znamy się zbyt długo. Nie wiesz jaki jestem.- Kontynuował.
- Po twoim dotychczasowym zachowaniu z łatwością mogę Ci powiedzieć jaki jesteś! - Rzekłam.
- No okej. Może i tak, ale nie jestem taki cały czas. Jeśli mam być z Tobą szczery, to byłem chamski dlatego, że czułem do Ciebie nie chęć. Od samego początku wydawałaś mi się rozpuszczoną dziewczynką, która dostaję co tylko zapragnie. Ogólnie to denerwowałaś mnie całym swoim zachowaniem. Miałem wrażenie, że w życiu nie spotykają Cię żadne przykrości i inne tego typu rzeczy, że nie będziesz umiała sobie poradzić gdy ktoś po Tobie zacznie jeździć. Przepraszam za to. - Szczerze wyznał Josh. Chciałam na to wybuchnąć śmiechem, ale nie mogłam. Jego słowa mnie zabolały. Naprawdę na taką wyglądałam? Mi też wiele rzeczy w nim przeszkadzało, ale nie byłam taka, żeby go o to obrażać.
- Wydawało Ci się. Dzięki za szczerość. Co takiego Ci zrobiłam? Dałam Ci powody do takiego osądzania mnie? - Spytałam podnosząc głos w ostatnich wyrazach.
- Nie. To było moje fałszywe wrażenie. Ledwo co mnie znasz Kate. Gdyby było na odwrót wiedziałabyś, że mam wiele wad, a po za tym miałabyś wyjebane na moje pierdolenie. Zapomnijmy o tym i tyle, ok? - Mówił z przykrością w głosie.
- Zapomnijmy? Z minuty na minutę? Nie da się tak. - Odpowiedziałam. Owszem, też nie chciałam mieć z nim tych konfliktów, ale jakoś trudno było mi mu wybaczyć.
- Kate, po prostu zacznijmy na czysto, tak na nowo się ze sobą zadawać. Już bez tego jebanego dogryzania sobie. Przepraszam. No kurwa przepraszam, że zachowywałem się jak chuj.
- No dobra, ale jak jeszcze raz się powtórzy, któraś z minionych sytuacji, to się do Ciebie nie odezwę, a przeprosiny Ci nie pomogą.
- Będę się pilnował. Obiecuję. To zgoda? - Zapytał wyciągając do mnie dłoń.
- Zgoda. - Odparłam podając mu rękę. Lekko ją uścisnął, a następnie posłał mi uśmiech.
- O! Wy ze sobą rozmawiacie? - Usłyszałam głos Ashley. Wychodziła ze sklepu z całą resztą.
- Próbowaliśmy dojść do porozumienia między sobą. - Odpowiedział chłopak.
- Czyli wszystko między wami ok? Nie będziemy już musiały z Nicole wysłuchiwać waszych kłótni? - Pytała Ashley spoglądając na Niki jakby chciała wiedzieć, czy się z nią zgadza.
- Ta. Na razie chyba nie będziecie musiały. - Podszedł do Ash i złapał ją za rękę. Odwrócił się w moją stronę patrząc na mnie z uśmiechniętymi ustami. Oddałam mu takim spojrzeniem co on mi na samym początku mojego przyjazdu tutaj. - Oj daj spokój Kate. Takie denerwowanie się nie liczy. Przecież wiesz, że żartuję.
- No właśnie nie wiem. - Powiedziałam próbując ukryć uśmiech.
- To teraz już wiesz. Nie mam zamiaru się z Tobą kłócić. - Oznajmił zadowolony.
- Jeszcze zobaczymy Josh. - Odwzajemniłam jego zadowolenie.
- Macie te piwa? - Chłopak skierował pytanie do Alexa i Lucasa tym samym kończąc rozmowę ze mną.
- Nie widzisz? - Odpowiedział pytaniem Lucas.
- Co za alkoholik. - Zażartowała Nicole.
- Co za pocisk. - Odrzekł Josh na co Nicol wybuchła śmiechem. Popatrzył na nią z zażenowaniem. - Ja pierdole, chodźmy. - Josh znowu zaczynał prowadzić, a brunetkę prowadził obok siebie. W drugiej ręce trzymał wziętą wcześniej od chłopaków reklamówkę z alkoholem. Poszliśmy całą szóstką pustą drogą.
Pierwsze wrażenie jakie mógł mieć przechodzący obok nas człowiek to takie, że pewnie znamy się od wielu lat. Nie było tak jednak. Jedynymi osobami jakie znałam od dłuższego czasu były Ashley i Nicole. Nicole. Właśnie. Od początku przyjazdu tutaj trzymała się przy mnie. Teraz jej nie było. Rozejrzałam się dookoła, aby znaleźć jej jasno-brązowe, falowane włosy. Szła z Lucasem pochłonięta rozmową. Spotkałyśmy się wzrokowo. Szeroko się uśmiechnęła, jakby chciała mnie przeprosić. Nie miała przecież za co. Nie zdążyłam jej odpowiedzieć żadnym gestem, ponieważ wraz z deską zatrzymał się obok mnie Alex.
- Mogę Cię o coś spytać Kate? - Wymamrotał swoim pięknym głosem.
- Jasne. Pytaj. - Odpowiedziałam mu śmiało.
Dziękujemy za dodane komentarze! :). Mamy do Was małą prośbę. Każdy kto przeczyta niech skomentuje ten rozdział chociażby nawet kropką. Chcemy zobaczyć ile osób nas czyta i dla ilu będziemy pisać to opowiadanie. ;) Pamiętajcie też, że im więcej komentarzy, tym większa motywacja i wena do pisania, w związku z czym na kolejny rozdział nie będziecie musieli zbyt długo czekać! ;>
- Alex! - Krzyczał. - Alex no! - Zawołał głośniej. Po chwili podjechał na desce w naszą stronę chłopak. Był tego samego wzrostu co kolega, który go wołał. Szacując obaj mieli z 1,70 m wzrostu. Może trochę więcej. Pomimo siwej bluzy i brązowych obcisłych spodni widać było, że jest dobrze zbudowany. Jego krótkie brunatne włosy były roztrzepane pod czapką, którą nosił. W uszach dostrzegłam tunele. Miał pociągłą, niemalże idealną twarz. Piwne oczy pytały 'Czego chcesz Josh?'.
- Co ty chcesz? - Spytał rozbawiony. Głos miał cudowny.
- Weź ze sobą Lucasa i idziemy. - Odpowiedział na pytanie Josh. Alex spojrzał na Nicole, a z niej wzrok przeniósł na mnie. Jego oczy zatrzymały się na moich. Wyszczerzył się pokazując przy tym swoje białe zęby. Poczułam jak wszystko w moim brzuchu zaczyna się przewracać.
- Już po niego idę. - Rzekł. Odwrócił się odjeżdżając. Moje spojrzenie cały czas za nim podążało. Po niecałej minucie wrócił z innym chłopakiem.
- Siema Jo. - Powiedział głośno chłopak przyprowadzony przez Alexa. Schylił się i wziął deskorolkę w rękę. Pod względem wzrostu był równy z dwoma kolegami. Również wyglądał na dobrze zbudowanego. Czarne włosy wystawały mu z pod smerfety. Ciemna koszulka z deka na nim zwisała. Niebieską koszulą w kratę, którą miał rozpiętą podkreślał dobry gust swojego stylu. Na nadgarstkach zauważyłam kilka gumowych opasek, a chude nogi opinały jeansowe rurki. Na jego okrągłej buzi było widocznych parę małych piegów.
- Siema. - Odpowiedział zadowolony Josh.
- To gdzie idziemy? - Zapytał Alex.
- Na razie to postoimy i poczekamy. - Odrzekł chłopak Ash.
- Wiesz, często bywa tak, że nie rozumiem tego co mi mówisz. - Oznajmił rozmówca Josha schylając się po deskę.
- Jak widzicie są tu jeszcze dwie osoby prócz mnie i Ashley. Może byście się tak kurwa z nimi przywitali, poznali? No nie wiem. - Odparł poważnie. Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Te słowa w ogóle do niego nie pasowały. Zaskoczył mnie. Nie tylko mnie. Zaczęłam wpatrywać się w chłopców. Z ich min bez problemu mogłam odczytać zawstydzenie wywołane przez upomnienie. Niepewnym krokiem ruszyli się z miejsca. Widziałam jak Lucas podchodzi do Nicole. Alex szedł w moim kierunku. Kątem oka spojrzałam na Ashley i Josha. Stali z boku cicho się śmiejąc.
- No to ten... Lucas jestem. - Powiedział Lucas z uśmiechem do szatynki stojącej obok mnie. Wyciągnął do niej rękę na znak zapoznania.
- Nicole. - Odpowiedziała przyjaciółka, odwzajemniając uśmiech i również wyciągając swoją dłoń. Przestałam przysłuchiwać się ich wymianie zdań.
- Alex jestem. Sorry, że wyszło jak wyszło. - Usprawiedliwił się brunet.
- Kate. Nie szkodzi. - Odparłam miłym głosem.
- Kate. Zapamiętam. - Dodał Alex. Byłam trochę speszona, ale wewnątrz po prostu podekscytowana. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Już zaczynałam go lubić. Zapoznaliśmy się też odwrotnie. Ja z Lucasem, a Alex z Nicole.
- Serio? Czy to zawsze ja muszę wami kierować w życiu? - Spytał śmiejący się Josh.
- Zależy w jakich sytuacjach. Co Cię tak bawi? - Powiedział Lucas.
- Wy. Jesteście tacy nie ogarnięci. - Odparł czarnowłosy. Musiał dopowiedzieć.
- Odezwał się ogarnięty. Nie ma w tym nic śmiesznego Josh. - Wypowiedziałam niby w obronie Alexa i Lucasa. Popatrzył na mnie jakoś tak zwyczajnie.
- Dobra. Idziemy. - Odparł dając kroki do przodu. Wyciągnął rękę do swojej dziewczyny delikatnie wkładając ją w swoją. Ashley bez stawiania żadnego oporu poszła prowadzona przez Josha. Zauważyłam, że od kilkunastu minut prawie nie odezwała się żadnym słowem. Stojąc grupą w bezruchu patrzyliśmy jak się oddalają. Dlaczego tak właściwie nie wykonaliśmy jakiegokolwiek ruchu?
- Co tak stoicie? Ruszcie się. - Dodał zbulwersowany. Poszłam biorąc Nicole pod rękę. Alex i Lucas szli pół metra za nami. Rozmawiali o czymś. Dość słabo ich słyszałam, ale po wypowiedzeniu imion 'Kate' i 'Nicole' wiedziałam, że rozmowa ma coś wspólnego ze mną i moją przyjaciółką.
- Gdzie tak właściwie idziemy, co? - Spytał Alex prowadzącego nas Josha.
- Najpierw pójdziemy do 'Edena' po jakieś piwa. - Odpowiedział.
- Bo Ci sprzedadzą... - Wtrącił Lucas.
- Lucas. Do chuja. Mamy po siedemnaście lat, nie licząc dziewczyn. Chcemy kupić tylko browary. Oczywiście, że sprzedadzą. - Zakpił.
- Wy pijecie? - Zapytał uśmiechnięty Josh.
- Nie piję... - Odpowiedziałam mu. Nicol powtórzyła to samo chwilę po mnie.
- Przecież wiesz, że nie. Okazjonalnie tak, mogę wypić, ale nie tak o, tylko po to, by się napić. - Dopowiedziała Ashley swojemu chłopakowi.
- Jezu. Wy we trzy... Jesteście siebie warte. Zawsze takie grzeczne, uporządkowane i w ogóle, ale przecież mamy okazję do picia. - Wypowiedział chłopak.
- Jaką niby? - Zapytała Niki.
- Taką, że wy macie dwóch nowych kolegów, a oni dwie nowe koleżanki. A ty Kate mi niedługo podziękujesz. - Powiedział odwracający się do mnie Josh z chytrym uśmiechem na ustach. Wiedziałam co ma na myśli.
- Znowu chcesz się kłócić? - Dopytałam obojętnie. Bez różnicy mi było, czy będę z nim miała dobre kontakty, czy też nie.
- My się przecież nie kłócimy. Ja Cię tylko informuję w ten sposób o pewnej rzeczy.
- A ja Ci chyba powiedziałam już coś na ten temat. - Oznajmiłam. Nikt mnie nie denerwował tak bardzo jak on. Uczepił się, jakbym mu coś zrobił. Idiota.
- Nie zaczynaj z nią, no! Przestań ją prowokować! Myślisz, że miło wysłuchiwać jak Twoja najlepsza przyjaciółka i chłopak się kłócą? Nie! - Odezwała się w mojej obronie Ashley.
- No wiem. Przepraszam Ash... - Powiedział chcąc dać dziewczynie buziaka w policzek. Ta jednak lekko go odepchnęła.
- Nie mnie przepraszaj. - Wymamrotała. Josh się nie odezwał. I dobrze. Nie miałam ochoty na wysłuchiwanie go.
- Nie wiem o co wam poszło, ale przełóżcie te spiny między sobą na kiedy indziej. - Odezwał się Alex.
- O jego wścibskość nam poszło. - Powiedziałam. Myślałam, że Josh po tych słowach dalej będzie coś do mnie mówił, ale jednak to nie nastąpiło. Wiem, że teraz to ja zaczęłam, ale olał mój głos.
- To idźcie po te piwa. Ja nie wchodzę. - Poinformował Josh podając Lucasowi papierowy banknot kiedy stanęliśmy przed sklepem.
- Nicole chodź ze mną do sklepu. Co taka małomówna jesteś? - Namówiła przyjaciółkę Ash.
- Jakoś tak. Dobra to chodźmy. - Uśmiechnęła się Nicole łapiąc szesnastolatkę za nadgarstek i wchodząc za chłopakami do sklepu. Zostawili mnie samą z tym dupkiem. Nie chciałam stać w jego pobliżu. Przysiadłam na murku z niecierpliwością czekając aż wyjdą. Zapatrzyłam się w trawę. Podnosząc głowę spojrzałam przed siebie w nadziei zobaczenia stawów znajdujących się za drogą. Zamiast tego zobaczyłam Josha idącego w moją stronę i siadającego obok mnie na murku. 'Kurwa'. Przeklęłam w myślach.
- Możemy pogadać? - Zapytał dziwnie zdenerwowany.
- Nie możemy. - Warknęłam. Byłam w tej chwili dla niego nie miła. Dokładnie tak samo jak on wobec mnie za każdym razem gdy się odezwał.
- No porozmawiajmy Kate. - Ciągnął.
- Daruj sobie. - Odparłam odwracając głowę w bok.
- Proszę Cię. - On prosił? Niemożliwe.
- Czego chcesz? - Spytałam w końcu zimnym tonem.
- No bo ja... Chciałam Cię przeprosić za te wcześniejsze nieporozumienia. Za niektóre słowa też. Zdaje sobie sprawę, że mogłem Cię nimi urazić. - Nie wierzyłam w to co słyszę. Widać było, że mówi całkiem serio.
- Nie wybaczam. - Wydukałam. Nie minie dziesięć minut i znowu będzie mnie wkurzał. Nie potrzebne mi jego przeprosiny.
- Słuchaj. Nie chcę być dla Ciebie wrogiem, czy coś. Od zawsze taki byłem. Po prostu nie znamy się zbyt długo. Nie wiesz jaki jestem.- Kontynuował.
- Po twoim dotychczasowym zachowaniu z łatwością mogę Ci powiedzieć jaki jesteś! - Rzekłam.
- No okej. Może i tak, ale nie jestem taki cały czas. Jeśli mam być z Tobą szczery, to byłem chamski dlatego, że czułem do Ciebie nie chęć. Od samego początku wydawałaś mi się rozpuszczoną dziewczynką, która dostaję co tylko zapragnie. Ogólnie to denerwowałaś mnie całym swoim zachowaniem. Miałem wrażenie, że w życiu nie spotykają Cię żadne przykrości i inne tego typu rzeczy, że nie będziesz umiała sobie poradzić gdy ktoś po Tobie zacznie jeździć. Przepraszam za to. - Szczerze wyznał Josh. Chciałam na to wybuchnąć śmiechem, ale nie mogłam. Jego słowa mnie zabolały. Naprawdę na taką wyglądałam? Mi też wiele rzeczy w nim przeszkadzało, ale nie byłam taka, żeby go o to obrażać.
- Wydawało Ci się. Dzięki za szczerość. Co takiego Ci zrobiłam? Dałam Ci powody do takiego osądzania mnie? - Spytałam podnosząc głos w ostatnich wyrazach.
- Nie. To było moje fałszywe wrażenie. Ledwo co mnie znasz Kate. Gdyby było na odwrót wiedziałabyś, że mam wiele wad, a po za tym miałabyś wyjebane na moje pierdolenie. Zapomnijmy o tym i tyle, ok? - Mówił z przykrością w głosie.
- Zapomnijmy? Z minuty na minutę? Nie da się tak. - Odpowiedziałam. Owszem, też nie chciałam mieć z nim tych konfliktów, ale jakoś trudno było mi mu wybaczyć.
- Kate, po prostu zacznijmy na czysto, tak na nowo się ze sobą zadawać. Już bez tego jebanego dogryzania sobie. Przepraszam. No kurwa przepraszam, że zachowywałem się jak chuj.
- No dobra, ale jak jeszcze raz się powtórzy, któraś z minionych sytuacji, to się do Ciebie nie odezwę, a przeprosiny Ci nie pomogą.
- Będę się pilnował. Obiecuję. To zgoda? - Zapytał wyciągając do mnie dłoń.
- Zgoda. - Odparłam podając mu rękę. Lekko ją uścisnął, a następnie posłał mi uśmiech.
- O! Wy ze sobą rozmawiacie? - Usłyszałam głos Ashley. Wychodziła ze sklepu z całą resztą.
- Próbowaliśmy dojść do porozumienia między sobą. - Odpowiedział chłopak.
- Czyli wszystko między wami ok? Nie będziemy już musiały z Nicole wysłuchiwać waszych kłótni? - Pytała Ashley spoglądając na Niki jakby chciała wiedzieć, czy się z nią zgadza.
- Ta. Na razie chyba nie będziecie musiały. - Podszedł do Ash i złapał ją za rękę. Odwrócił się w moją stronę patrząc na mnie z uśmiechniętymi ustami. Oddałam mu takim spojrzeniem co on mi na samym początku mojego przyjazdu tutaj. - Oj daj spokój Kate. Takie denerwowanie się nie liczy. Przecież wiesz, że żartuję.
- No właśnie nie wiem. - Powiedziałam próbując ukryć uśmiech.
- To teraz już wiesz. Nie mam zamiaru się z Tobą kłócić. - Oznajmił zadowolony.
- Jeszcze zobaczymy Josh. - Odwzajemniłam jego zadowolenie.
- Macie te piwa? - Chłopak skierował pytanie do Alexa i Lucasa tym samym kończąc rozmowę ze mną.
- Nie widzisz? - Odpowiedział pytaniem Lucas.
- Co za alkoholik. - Zażartowała Nicole.
- Co za pocisk. - Odrzekł Josh na co Nicol wybuchła śmiechem. Popatrzył na nią z zażenowaniem. - Ja pierdole, chodźmy. - Josh znowu zaczynał prowadzić, a brunetkę prowadził obok siebie. W drugiej ręce trzymał wziętą wcześniej od chłopaków reklamówkę z alkoholem. Poszliśmy całą szóstką pustą drogą.
Pierwsze wrażenie jakie mógł mieć przechodzący obok nas człowiek to takie, że pewnie znamy się od wielu lat. Nie było tak jednak. Jedynymi osobami jakie znałam od dłuższego czasu były Ashley i Nicole. Nicole. Właśnie. Od początku przyjazdu tutaj trzymała się przy mnie. Teraz jej nie było. Rozejrzałam się dookoła, aby znaleźć jej jasno-brązowe, falowane włosy. Szła z Lucasem pochłonięta rozmową. Spotkałyśmy się wzrokowo. Szeroko się uśmiechnęła, jakby chciała mnie przeprosić. Nie miała przecież za co. Nie zdążyłam jej odpowiedzieć żadnym gestem, ponieważ wraz z deską zatrzymał się obok mnie Alex.
- Mogę Cię o coś spytać Kate? - Wymamrotał swoim pięknym głosem.
- Jasne. Pytaj. - Odpowiedziałam mu śmiało.
Dziękujemy za dodane komentarze! :). Mamy do Was małą prośbę. Każdy kto przeczyta niech skomentuje ten rozdział chociażby nawet kropką. Chcemy zobaczyć ile osób nas czyta i dla ilu będziemy pisać to opowiadanie. ;) Pamiętajcie też, że im więcej komentarzy, tym większa motywacja i wena do pisania, w związku z czym na kolejny rozdział nie będziecie musieli zbyt długo czekać! ;>
sobota, 9 maja 2015
ROZDZIAŁ 1
- Tata zawiezie dziś Ciebie i Nicole do Ashley. Umówiłam się za godzinę z Rose, więc nie mogę was podrzucić. - Oznajmiła moja matka kiedy wyszłam z toalety.
- Okej. - Odpowiedziałam krótko. Przebiegłam po schodach do swojego pokoju i wzięłam swój telefon z pod poduszki. Napisałam sms'a do Nicole z treścią, aby do mnie przyszła, po czym zbiegłam na dół. Mieszkała parę domów dalej, więc nie musiałam długo na nią czekać. Jak zwykle weszła bez pukania czy dzwonienia do drzwi. Nie przeszkadzało mi to, bo ona i Ashley były moimi najlepszymi przyjaciółkami. Dom ten mogły traktować równie tak samo jak swój. Moi rodzice również nie mieli temu nic przeciwko. Zdjęła buty i weszła do salonu.
- Cześć Kate. Dzień Dobry! - W ostatnim zdaniu znacznie podniosła głos z uśmiechem na ustach. Podeszła do mnie i przytuliła. Odwzajemniłam jej uścisk.
- Dzień Dobry! - Odkrzyknął tylko ojciec, mama najwyraźniej była na górze.
- Hej Niki. - Odparłam. - Tato, możemy już jechać. - Oznajmiłam lekko się do niego uśmiechając. Wstał od stolika, zamknął laptopa i wziął kluczyki od samochodu.
- Czekam na was przed bramą dziewczyny. - Szybko wypowiedział słowa i wyszedł. Poszłam jeszcze do mojego pokoju po torbę. Od rana było pochmurno. Narzuciłam na siebie kurtkę i włożyłam moje vansy.
Podeszłam do brata, który siedział na kanapie oglądając bajkę i ucałowałam go w czoło. - Pa mamo! - Krzyknęłam.
- Do zobaczenia! - Ledwo co ją usłyszałam. Wzięłam torbę na ramię i wyszłam z przyjaciółką. Tata już czekał w samochodzie. Z auta dudniał rock, którego nienawidziłam. Nicole na mnie spojrzała na co przewróciłam oczami. Uśmiechnęła się do mnie, po czym otworzyłyśmy drzwi siadając obok siebie na tylnych siedzeniach. Włożyłam w uszy słuchawki i odjechaliśmy. Nie jeździłam do Ashley zbyt często. Mieszkała w innej części Dublina, więc albo musiałam prosić kogoś o podwózkę, albo wsiadać w autobus. Po za tym oprócz Ash nikogo tam nie znałam. Praktycznie zawsze przesiadywałyśmy we trójkę u mnie lub Nicole. Chodziłyśmy do tego samego liceum, do tej samej klasy. Spędzanie z nimi dwiema mojego czasu było codziennością. Czasami dołączało do nas paru innych znajomych. Innym razem wychodziliśmy gdzieś większą grupą. Oni również byli mi bliscy. Znałam ich wszystkich od pierwszej klasy gimnazjum. Po 3 latach znajomości, dopiero teraz, w szkole średniej bardziej się do siebie zbliżyliśmy. Wiedziałam, że mogę na takich osobach polegać. Na samo myślenie o tym, jak wiele dla mnie znaczą i jak wiele mi potrafią dać, szczęście wypełniało mnie od środka. Z wpatrywania się na widoki za szybą, przeniosłam wzrok na Niki. Przeglądała coś w swoim iPhonie. Popatrzyłam przed siebie. Już prawie byliśmy na miejscu. Przeczesałam ręką blond włosy i wyjęłam słuchawki z uszu. Schowałam je wraz z telefonem do torby. Zwróciłam się w stronę Nicole. Lekko pstryknęłam ją palcami w ramię, dając znak, że dojechaliśmy. Tak jak ja włożyła komórkę ze słuchawkami do torby.
- O której mam po was przyjechać? - Zapytał ojciec kiedy wysiadałyśmy z samochodu.
- Będę dzwoniła. - Powiedziałam z zadowoleniem w głosie. - Na razie! Chodź Nicole.
- Do widzenia. - Wypowiedziała i poszła za mną.
- Cześć wam. - Odparł. Odwróciłam się, aby zobaczyć jak odjeżdża. Otworzyłam furtkę i przepuściłam Niki.
- Kate? - Odezwała się.
- Słucham Cię?
- Poniesiesz mnie, co nie? - Ciągnęła.
- I co jeszcze? - Zakpiłam. Nie odpowiadając wskoczyła na moje plecy. - Nie ujdziesz 5 metrów?
- Nie. - Odpowiedziała przytulając się do mnie. Zaśmiałam się.
- Potem ty mnie będziesz niosła. - Oznajmiłam. - A teraz złaź. - Powiedziałam gdy stanęłyśmy przed drzwiami domu Ashley. Zsunęła się, a następnie zadzwoniła do drzwi. Tutaj już nie weszła bez pukania. W drzwiach ukazała się czarnowłosa kobieta. Mama Ash.
- Dzień dobry! - Jednocześnie rzuciłyśmy powitanie.
- Dzień dobry, wchodźcie do środka! - Rozkazała. Zdjęłyśmy buty, a kurtki powiesiłyśmy na zamontowanym w garderobie wieszaku. - Ashley jest u siebie w pokoju, traficie do niej, prawda?
- Tak. - Poinformowałam chichocząc. Ruszyłam za Niki po schodach na górę. Weszłyśmy do dużego pokoju Ashley. Nie była w nim sama. Siedziała na kanapie, oparta plecami o klatkę piersiową Josha, swojego chłopaka. Nie przepadałam za nim. Wydawał mi się po prostu fałszywy. Ash zauważając nas zerwała się i podbiegła do nas ślizgając się czarnymi skarpetkami po panelach. Wtuliła nas obie w siebie.
- Nie przeszkadzamy wam może? - Spytała moja towarzyszka. Popatrzyłam na Josha. Na słowa te przewrócił oczami i wlepił wzrok w jasnozieloną ścianę. Było to całkowicie normalne. Nie przepadał, gdy ktoś jemu, jak i jego dziewczynie dotrzymywał towarzystwa. Czasami wydawało mi się, że traktuje ją trochę jako swoją własność. No, ale z drugiej strony dawał mojej przyjaciółce szczęście. Jeśli ona była w pewnej mierze przez niego szczęśliwa to było to najważniejsze. Swoje słowa zachowałam dla siebie. Gdyby coś było nie tak powiedziałaby.
- Oczywiście, że nie. - Powiedziała z przekonaniem dziewczyna.
- Będziemy tu siedzieć? Chodźmy może do skateparku. Zobaczymy jak jeżdżą chłopaki. - Wtrącił Josh.
- W sumie to możemy pójść, zaczyna się rozpogadzać. - Poparła go Ash.
- No dobra. To chodźmy. - Wymówiłam i ruszyłam ku wyjścia z pokoju. Chłopak Ashley mnie wyprzedził będąc kilkadziesiąt centymetrów przede mną. Odwrócił się po czym posłał mi zagadkowe spojrzenie. Zmarszczyłam brwi. Oderwał ode mnie wzrok, a sekundę po tym pojawiły się obok mojej osoby dziewczyny. W milczeniu przeszłyśmy ze schodów do garderoby. Josh już tam czekał ubrany w czarną bluzę, obcisłe rurki tego samego koloru i białe ubrudzone Air Forcy. Wkładając buty zmierzyłam go wzrokiem. Tym razem gapił się na Nicole, która wkładała granatowe conversy. W końcu jego oczy skierowały się na Ashley. Podszedł do szesnastolatki dając jej krótkiego całusa w usta. Podniosłyśmy się z Nicol stając prosto.
- Mamo wychodzimy! - Krzyknęła Ashley w stronę salonu.
- O której będziesz w domu? - Odkrzyknęła kobieta.
- Za parę godzin powinnam być. - Oznajmiła przyjaciółka wsuwając na stopy vansy.
- Do widzenia! - Powiedziałam, a zaraz po mnie Nicole zrobiła to samo.
- Do widzenia! - Odpowiedziała. Wyszliśmy z domu zamykając za sobą po cichu drzwi. Josh złapał Ashley za rękę i przyciągnął do siebie. Jej długie brąz włosy lekko powiewały na wietrze.
- Pójdziemy do tego skateparku, weźmiemy paru chłopaków i gdzieś pójdziemy. - Oznajmił chłopak. - Nie chcę być sam pomiędzy wami trzema. Może wybierzemy Ci jakiegoś chłopaka Kate? - No chyba się przesłyszałam.
- Słucham?! - Wymamrotałam ze zdziwieniem.
- To co słyszałaś. - Odparł nie wyjawiając żadnych emocji.
- Josh! - Usłyszałam zdenerwowany głos Ashley.
- No co? Mogłaby sobie znaleźć jakiegoś. - Odpowiedział jej poirytowany.
- Jeśli będę chciała to sobie go znajdę. - Powiedziałam chamsko. Zaczynał mnie naprawdę denerwować.
- Dobra, nie spinaj się tak. - Z każdym jego wypowiedzianym słowem coraz bardziej prowokował mnie do tego, żeby go uderzyć.
- Nie zdenerwowałoby Cię gdybym to ja powiedziała 'Może wybierzemy Ci jakąś dziewczynę Josh?'? - Odpysknęłam.
- Mam dziewczynę, nie musisz mi wybierać. - Wypowiedział cwaniacko obejmując Ashley w tali.
- Za to ja nie mam chłopaka, a ty nie będziesz mnie z nikim próbował wiązać - Podniosłam głos prawie na niego krzycząc.
- To się jeszcze okaże. - Zaśmiał się. Już miałam go na wyklinać, ale tą żałosną rozmowę przerwała Ashley.
- Przestań! Daj jej do cholery spokój! - Wykrzyczała odsuwając się na pół metra od niego.
- Okej. Sorry. - Powiedział z politowaniem przejeżdżając ręką po swoich czarnych włosach. Nie odezwałam się. Jego słowa i to wymuszone ''Sorry'' zepsuły mi humor.
- Nie przejmuj się nim. Znam go trochę dłużej niż ty i uwierz, że nie tylko w stosunku do Ciebie się tak zachowuje. Taki był, jest, no i chyba będzie. Ma dupny charakter. - Pocieszyła mnie ściszonym głosem Nicole. Miała rację. Nie będę się przejmowała jego słowami. Nie będę sobie niszczyć dnia.
*Jeśli przeczytałeś zostaw komentarz. To motywuje do dalszego pisania. :)*
- Okej. - Odpowiedziałam krótko. Przebiegłam po schodach do swojego pokoju i wzięłam swój telefon z pod poduszki. Napisałam sms'a do Nicole z treścią, aby do mnie przyszła, po czym zbiegłam na dół. Mieszkała parę domów dalej, więc nie musiałam długo na nią czekać. Jak zwykle weszła bez pukania czy dzwonienia do drzwi. Nie przeszkadzało mi to, bo ona i Ashley były moimi najlepszymi przyjaciółkami. Dom ten mogły traktować równie tak samo jak swój. Moi rodzice również nie mieli temu nic przeciwko. Zdjęła buty i weszła do salonu.
- Cześć Kate. Dzień Dobry! - W ostatnim zdaniu znacznie podniosła głos z uśmiechem na ustach. Podeszła do mnie i przytuliła. Odwzajemniłam jej uścisk.
- Dzień Dobry! - Odkrzyknął tylko ojciec, mama najwyraźniej była na górze.
- Hej Niki. - Odparłam. - Tato, możemy już jechać. - Oznajmiłam lekko się do niego uśmiechając. Wstał od stolika, zamknął laptopa i wziął kluczyki od samochodu.
- Czekam na was przed bramą dziewczyny. - Szybko wypowiedział słowa i wyszedł. Poszłam jeszcze do mojego pokoju po torbę. Od rana było pochmurno. Narzuciłam na siebie kurtkę i włożyłam moje vansy.
Podeszłam do brata, który siedział na kanapie oglądając bajkę i ucałowałam go w czoło. - Pa mamo! - Krzyknęłam.
- Do zobaczenia! - Ledwo co ją usłyszałam. Wzięłam torbę na ramię i wyszłam z przyjaciółką. Tata już czekał w samochodzie. Z auta dudniał rock, którego nienawidziłam. Nicole na mnie spojrzała na co przewróciłam oczami. Uśmiechnęła się do mnie, po czym otworzyłyśmy drzwi siadając obok siebie na tylnych siedzeniach. Włożyłam w uszy słuchawki i odjechaliśmy. Nie jeździłam do Ashley zbyt często. Mieszkała w innej części Dublina, więc albo musiałam prosić kogoś o podwózkę, albo wsiadać w autobus. Po za tym oprócz Ash nikogo tam nie znałam. Praktycznie zawsze przesiadywałyśmy we trójkę u mnie lub Nicole. Chodziłyśmy do tego samego liceum, do tej samej klasy. Spędzanie z nimi dwiema mojego czasu było codziennością. Czasami dołączało do nas paru innych znajomych. Innym razem wychodziliśmy gdzieś większą grupą. Oni również byli mi bliscy. Znałam ich wszystkich od pierwszej klasy gimnazjum. Po 3 latach znajomości, dopiero teraz, w szkole średniej bardziej się do siebie zbliżyliśmy. Wiedziałam, że mogę na takich osobach polegać. Na samo myślenie o tym, jak wiele dla mnie znaczą i jak wiele mi potrafią dać, szczęście wypełniało mnie od środka. Z wpatrywania się na widoki za szybą, przeniosłam wzrok na Niki. Przeglądała coś w swoim iPhonie. Popatrzyłam przed siebie. Już prawie byliśmy na miejscu. Przeczesałam ręką blond włosy i wyjęłam słuchawki z uszu. Schowałam je wraz z telefonem do torby. Zwróciłam się w stronę Nicole. Lekko pstryknęłam ją palcami w ramię, dając znak, że dojechaliśmy. Tak jak ja włożyła komórkę ze słuchawkami do torby.
- O której mam po was przyjechać? - Zapytał ojciec kiedy wysiadałyśmy z samochodu.
- Będę dzwoniła. - Powiedziałam z zadowoleniem w głosie. - Na razie! Chodź Nicole.
- Do widzenia. - Wypowiedziała i poszła za mną.
- Cześć wam. - Odparł. Odwróciłam się, aby zobaczyć jak odjeżdża. Otworzyłam furtkę i przepuściłam Niki.
- Kate? - Odezwała się.
- Słucham Cię?
- Poniesiesz mnie, co nie? - Ciągnęła.
- I co jeszcze? - Zakpiłam. Nie odpowiadając wskoczyła na moje plecy. - Nie ujdziesz 5 metrów?
- Nie. - Odpowiedziała przytulając się do mnie. Zaśmiałam się.
- Potem ty mnie będziesz niosła. - Oznajmiłam. - A teraz złaź. - Powiedziałam gdy stanęłyśmy przed drzwiami domu Ashley. Zsunęła się, a następnie zadzwoniła do drzwi. Tutaj już nie weszła bez pukania. W drzwiach ukazała się czarnowłosa kobieta. Mama Ash.
- Dzień dobry! - Jednocześnie rzuciłyśmy powitanie.
- Dzień dobry, wchodźcie do środka! - Rozkazała. Zdjęłyśmy buty, a kurtki powiesiłyśmy na zamontowanym w garderobie wieszaku. - Ashley jest u siebie w pokoju, traficie do niej, prawda?
- Tak. - Poinformowałam chichocząc. Ruszyłam za Niki po schodach na górę. Weszłyśmy do dużego pokoju Ashley. Nie była w nim sama. Siedziała na kanapie, oparta plecami o klatkę piersiową Josha, swojego chłopaka. Nie przepadałam za nim. Wydawał mi się po prostu fałszywy. Ash zauważając nas zerwała się i podbiegła do nas ślizgając się czarnymi skarpetkami po panelach. Wtuliła nas obie w siebie.
- Nie przeszkadzamy wam może? - Spytała moja towarzyszka. Popatrzyłam na Josha. Na słowa te przewrócił oczami i wlepił wzrok w jasnozieloną ścianę. Było to całkowicie normalne. Nie przepadał, gdy ktoś jemu, jak i jego dziewczynie dotrzymywał towarzystwa. Czasami wydawało mi się, że traktuje ją trochę jako swoją własność. No, ale z drugiej strony dawał mojej przyjaciółce szczęście. Jeśli ona była w pewnej mierze przez niego szczęśliwa to było to najważniejsze. Swoje słowa zachowałam dla siebie. Gdyby coś było nie tak powiedziałaby.
- Oczywiście, że nie. - Powiedziała z przekonaniem dziewczyna.
- Będziemy tu siedzieć? Chodźmy może do skateparku. Zobaczymy jak jeżdżą chłopaki. - Wtrącił Josh.
- W sumie to możemy pójść, zaczyna się rozpogadzać. - Poparła go Ash.
- No dobra. To chodźmy. - Wymówiłam i ruszyłam ku wyjścia z pokoju. Chłopak Ashley mnie wyprzedził będąc kilkadziesiąt centymetrów przede mną. Odwrócił się po czym posłał mi zagadkowe spojrzenie. Zmarszczyłam brwi. Oderwał ode mnie wzrok, a sekundę po tym pojawiły się obok mojej osoby dziewczyny. W milczeniu przeszłyśmy ze schodów do garderoby. Josh już tam czekał ubrany w czarną bluzę, obcisłe rurki tego samego koloru i białe ubrudzone Air Forcy. Wkładając buty zmierzyłam go wzrokiem. Tym razem gapił się na Nicole, która wkładała granatowe conversy. W końcu jego oczy skierowały się na Ashley. Podszedł do szesnastolatki dając jej krótkiego całusa w usta. Podniosłyśmy się z Nicol stając prosto.
- Mamo wychodzimy! - Krzyknęła Ashley w stronę salonu.
- O której będziesz w domu? - Odkrzyknęła kobieta.
- Za parę godzin powinnam być. - Oznajmiła przyjaciółka wsuwając na stopy vansy.
- Do widzenia! - Powiedziałam, a zaraz po mnie Nicole zrobiła to samo.
- Do widzenia! - Odpowiedziała. Wyszliśmy z domu zamykając za sobą po cichu drzwi. Josh złapał Ashley za rękę i przyciągnął do siebie. Jej długie brąz włosy lekko powiewały na wietrze.
- Pójdziemy do tego skateparku, weźmiemy paru chłopaków i gdzieś pójdziemy. - Oznajmił chłopak. - Nie chcę być sam pomiędzy wami trzema. Może wybierzemy Ci jakiegoś chłopaka Kate? - No chyba się przesłyszałam.
- Słucham?! - Wymamrotałam ze zdziwieniem.
- To co słyszałaś. - Odparł nie wyjawiając żadnych emocji.
- Josh! - Usłyszałam zdenerwowany głos Ashley.
- No co? Mogłaby sobie znaleźć jakiegoś. - Odpowiedział jej poirytowany.
- Jeśli będę chciała to sobie go znajdę. - Powiedziałam chamsko. Zaczynał mnie naprawdę denerwować.
- Dobra, nie spinaj się tak. - Z każdym jego wypowiedzianym słowem coraz bardziej prowokował mnie do tego, żeby go uderzyć.
- Nie zdenerwowałoby Cię gdybym to ja powiedziała 'Może wybierzemy Ci jakąś dziewczynę Josh?'? - Odpysknęłam.
- Mam dziewczynę, nie musisz mi wybierać. - Wypowiedział cwaniacko obejmując Ashley w tali.
- Za to ja nie mam chłopaka, a ty nie będziesz mnie z nikim próbował wiązać - Podniosłam głos prawie na niego krzycząc.
- To się jeszcze okaże. - Zaśmiał się. Już miałam go na wyklinać, ale tą żałosną rozmowę przerwała Ashley.
- Przestań! Daj jej do cholery spokój! - Wykrzyczała odsuwając się na pół metra od niego.
- Okej. Sorry. - Powiedział z politowaniem przejeżdżając ręką po swoich czarnych włosach. Nie odezwałam się. Jego słowa i to wymuszone ''Sorry'' zepsuły mi humor.
- Nie przejmuj się nim. Znam go trochę dłużej niż ty i uwierz, że nie tylko w stosunku do Ciebie się tak zachowuje. Taki był, jest, no i chyba będzie. Ma dupny charakter. - Pocieszyła mnie ściszonym głosem Nicole. Miała rację. Nie będę się przejmowała jego słowami. Nie będę sobie niszczyć dnia.
*Jeśli przeczytałeś zostaw komentarz. To motywuje do dalszego pisania. :)*
WAŻNE!
Hej wszystkim :). Chciałybyśmy Was bardzo przeprosić za to, że rozdziały nie pojawiały się przez dłuższy okres czasu. ( Bla, bla, bla). Po dłuższym namyśle doszłyśmy do wniosku, że zaczniemy prowadzić tego bloga od początku. Dotychczasowe rozdziały zostaną usunięte i wstawiane od nowa, od pierwszego. Robimy to głównie z tego powodu, iż zaniedbałyśmy czytelników. Teraz na pewno się poprawimy z pisaniem! Postaramy się dodawać rozdziały częściej i tym razem regularnie. Jeszcze raz bardzo, ale bardzo Was Przepraszamy!! :( <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)