czwartek, 28 maja 2015

ROZDZIAŁ 4

- Wy... Wy jesteście ze sobą? - Zapytał zszokowany Josh. Oczywiście musiał się odezwać w nieodpowiednim momencie.
- A co? - Odparł Alex. Josh nie odpowiedział. Wzruszył tylko ramionami. Siedzieliśmy przez dłuższą chwilę wszyscy w milczeniu. Właściwie to nie wszyscy, bo dało się słyszeć rozmawianie Lucasa i Nicole. Popatrzyłam na swoją rękę. Dalej tkwiła w uścisku Alexa.
- Alex daj mi deskorolkę. Nie mogę tak siedzieć bezczynnie. - Zaczął Josh. Przecież nie siedział bezczynnie.
- To weź sobie. - Odpowiedział mu chłopak. Josh wstał z miejsca i schylił się po deskorolkę. Jeździł około dziesięciu minut. W tym czasie zdążyliśmy pogadać na tematy związane z jazdą na desce. Dostałam od nich parę wskazówek, co do tej umiejętności. Chciałam to pogłębiać, więc na pewno były przydatne. Dobrze, że Josha przy tym nie było, bo pewnie znowu zacząłby się tym wymądrzać. Obecnie nie kłóciłam się z nim od czasu jego przeprosin. Dwie rzeczy, które mi w nim nie odpowiadały to ta zarozumiałość i wywyższanie się. Po zakończeniu jazdy podjechał do nas trochę zmęczony. Deskorolkę odstawił na jej wcześniejsze położenie. Zaczął mówić na temat sportu. Alex i Lucas dołączyli się do rozmowy. Ja natomiast przestałam ich słuchać. Nie za bardzo mnie to interesowało. Po ich piętnastominutowej wymianie zdań zaczęli gadać o różnego typu grach, niedalekich już planach na wakacje albo zaczynali narzekać na rodziców. Tutaj do rozmowy dołączyłam się ja, Ashley i Nicole. Długo tak gadaliśmy. I moglibyśmy dłużej, ale robiło się późno. Nie sądziłam, że mogę mieć z nimi, aż tak wiele wspólnych tematów. Konwersację prowadziliśmy w sposób nadzwyczajnie normalny. W urywkach minut ze śmiechem. Bez kłótni. Skierowałam oczy na Alex'a posyłając mu uśmiech. Wyjęłam rękę z jego dłoni, wstałam i odeszłam kilkanaście kroków od nich. Sięgnęłam po telefon, odblokowałam i wystukałam w klawiaturze numer taty. Po czterech sygnałach odebrał.
- Hej słońce. Jak tam u Ciebie? - Usłyszałam przez komórkę.
- Cześć tato. W porządku. Możesz po nas wyjeżdżać. - Powiedziałam odwracając się do grupki rozmawiających ze sobą nastolatków.
- W takim razie okej. Będę za jakieś dwadzieścia minut. - Odpowiedział ojciec. Zakończyłam połączenie i wróciłam do grupy.
- Z kim rozmawiałaś? - Spytała zaciekawiona Ashley.
- Gadałam z ojcem. - Odparłam.
- I jak? Przyjedzie po nas? - Zapytała Nicole.
- Nie kurwa, idziemy z buta. - Powiedziałam, na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- Zawsze mogę zadzwonić po Amber. - Oznajmiła szatynka.
- No przecież żartuję. - Odpowiedziałam.
- Też żartuję. - Zakończyła rozmowę.
- Chodźcie w stronę parku. - Rozkazałam siedzącej piątce. Nie stawiając sprzeciwu równo wstali i poszli za mną. Chciałam tu zostać dłużej. Z nimi. Dobrze czułam się w takim towarzystwie. Niestety, wiedziałam że nie mogę poświęcić na to czasu. W domu czekały mnie obowiązki. Mama nienawidziła gdy jej nie pomagałam. W dodatku opiekowałam się Mattem. To akurat mi nie przeszkadzało. Kochałam go najbardziej na świecie. W drodze do parku gadałam kilka minut z Lucasem. Wypytywał o Nicole. Naprawdę mu się spodobała. Z kolei Alex większość czasu rozmawiał z Niki. W zamiarach miałam wypytanie się jej później o czym gadali. Ciekawość była jedną z moich wad. Zajęci prowadzeniem konwersacji między sobą w miarę szybko doszliśmy do określonego wcześniej miejsca. Stanęliśmy całą szóstką na rogu chodnika. Dostrzegłam dwie dziewczyny jadące na rowerach. Dziwnie się na mnie patrzyły, jakby dlatego, że stanęłam obok Alexa. Zaraz po mnie spojrzały na Nicole takim samym wzrokiem.
- Cześć chłopaki! - Krzyknęły równocześnie.
- O, siema! - Odpowiedział im Alex. Josh i Lucas odpowiedzieli im w podobny sposób.
- Jedziecie z nami? - Spytała dziewczyna w długich, ciemnych blond włosach wskazując ruchem głowy deskorolki.
- Nie, na jutro się zgadamy. - Powiedział Lucas.
- No okej. To dzwońcie. - Odparła nastolatka towarzysząca tej pierwszej.
- Dobra. - Kontynuował Lucas. Dziewczyny odjechały, pozostawiają po sobie jedynie mieszany zapach perfum. Nie próbowałam się już odzywać, bo zobaczyłam nadjeżdżający samochód mojego ojca. Widząc te dwie znowu spotkałam się z uczuciem zazdrości. Wzrosła ona po słowach 'na jutro się jakoś zgadamy'. Jednak znałam ich dopiero jeden dzień. Niecały dzień. One w przeciwieństwie znały ich na pewno o jakieś dwa tysiące dni więcej. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Ashley.
- Kto to te dwie? - Myślałam, że je kojarzy.
- Lena i Lily. - Odpowiedział jej Josh. - Ze szkoły je znamy. - Przestałam o nich myśleć. Wróciłam do taty. Dojechał. Nakręcił samochód do drogi powrotnej parę metrów za nami. W końcu ustawił się i nie zgaszając silnika czekał, aż wejdziemy do auta.
- No to pa dziewczyny. W poniedziałek się widzimy. - Powiedziała Ashley podchodząc do mnie i Nicole, aby móc nas przytulić.
- A my się widzimy za... Tydzień? - Spytał Josh.
- Możliwe. Zgadamy się jakoś. - Wymamrotała Nicol.
- Ciekawe kurwa jak. Nie mam twojego ani twojego numeru. - Mówił do Niki wskazując głową na mnie.
- Miałam na myśli zgadanie się poprzez Ash, ale jak Ci numer potrzebny to od Ashley sobie weź. - Skończyła Nicole.
- Dobra. Cześć wam. - Wtrąciłam. Nicole została zatrzymana przez Lucasa, który przytulił ją. Odwzajemniła uścisk. Mi pomachał ręką. Zaśmiałam się po cichu. Ten uścisk był najwidoczniej zarezerwowany tylko dla niej. Odsunęła się od niego i przyszła powoli do mnie. Zaczęłam prowadzić nas obie do samochodu, co prawda z niewielkim rozczarowaniem, że ze strony Alexa nie dostałam nic. Wtedy usłyszałam jego głos.
- Zaczekaj Kate! - Podniósł głos. Podszedł do mnie, złapał za rękę i dał lekkiego całusa w policzek. - Nie zapomniałbym przecież. - Dodał szeptem. Puścił moją dłoń i odszedł z powrotem na swoje miejsce, wlepiając we mnie wzrok. - Pa Nicole. - Dorzucił, na co ta odmachała mu ręką. Przyspieszyłam kroku, aby znaleźć się już w samochodzie. Nie chciałam, żeby tata się niecierpliwił. Wsiadłyśmy równocześnie do auta, które kilka sekund potem odjechało. Jeszcze nie dotarło do mnie to, co się stało przed wejściem do wozu. Naprawdę się tego nie spodziewałam. W drodze powrotnej nie włożyłam słuchawek do uszu. W zamian analizowałam wszystkie szczegóły, które zauważyłam w Alexie. Chciałam tam wrócić. Już tęskniłam za nimi. Za nim. Za zapachem męskich perfum, które ocierały się o mój nos. Rozmyślałam tak przez całe dziesięć minut drogi do domu. Odeszło to ode mnie dopiero gdy zajechaliśmy przed dom. Wiedziałam jednak, że później to wróci.
- Nicole, Twoi rodzice są u nas. Amber z tego, co wiem nie ma w domu. Chodź do nas. -  Odezwał się ojciec, na co moja przyjaciółka przytaknęła kiwnięciem głowy. Zamknął samochód i szybko wymaszerował w stronę domu. Po chwili znikł z mojego pola widzenia. Popatrzyłam na Nicole, która przerzucała torbę na swoje ramię. Jej nogi poszły w ruch, tym samym wyprzedzając mnie, kiedy stałam i obserwowałam to, co się działo. Zrobiłam trzy duże kroki, po czym skoczyłam Nicole na plecy.
- Matko! Wystraszyłaś mnie. - Wypowiedziała z wydychaną ulgą w głosie.
- Kto by to mógł być jak nie ja? - Zaśmiałam się.
- Każdy. - Mówiła, nie stawiając sprzeciwu, co do trzymania mnie na swoich plecach.
- Oj, Nicole.
- Oj, Kate.
- Nie będę Cię wnosiła do domu. - Oznajmiła gdy stanęłyśmy przed drzwiami prowadzącymi do jego wnętrza. - Złaź. - Nie odzywając się zrobiłam tak, jak powiedziała. Otworzyłam jej drzwi. Weszła jak do siebie. No, ale przecież była u siebie. Mój dom to jej dom. Zdjęłyśmy buty, a kilkanaście sekund potem znalazłyśmy się w salonie.
- Dzień Dobry. - Powiedziałam do siedzących na skórzanej kanapie rodziców Nicole. Szatynka nie witała się z moimi, bo zrobiła to wcześniej.
- Dzień Dobry Kate. - Odpowiedzieli mi jedno po drugim.
- Częstujcie się. - Odparła moja mama siedząca razem z tatą na przeciwko gości. Wskazała ręką na stolik pełny potraw i przekąsek. Nie odmówiłam. Podeszłam do stolika, wzięłam dwa talerzyki, po czym nałożyłam sobie i przyjaciółce sałatkę na talerz. Prawie przez cały dzień nic nie jadłam, Mimo, iż nie czułam głodu jakoś szczególnie to skorzystałam z propozycji mamy. Zwłaszcza, że jej sałatki od zawsze mi smakowały. Nie tylko mi. Wzięłam talerze w obie ręce i poprowadziłam nas schodami do mojego pokoju. Wchodząc położyłam naczynia na biurku. Nicole usadowiła się na kanapie. Wyjęła komórkę z torby i jak zawsze włączyła muzykę. Tyle, że była to muzyka, której nienawidziłam równie tak samo, jak rocka mojego ojca.
- Wyłącz ten rap. - Warknęłam.
- Nie będę włączała zespołów. - Oznajmiła.
- To włącz radio. Idę do Matta. Zaraz wrócę. - Powiedziałam. Nicole włączyła stojące na półce radio i wzięła talerz z sałatką do ręki. Wróciła do siedzenia na kanapie. Oczywiście z telefonem w ręce.
- Okej.
- Tylko mi tu nabrudź, a będziesz to zlizywała. - Dodałam i wyszłam z pokoju.
- Nie zapominaj, że jestem tu gościem. - Dało się jeszcze usłyszeć. Weszłam do pokoju brata. Siedział grzecznie na dywanie i układał klocki.
- Hej mały. - Wypowiedziałam, podchodząc do niego i całując w policzek.
- Pobawisz się ze mną Kate? - Spytał głosem tak uroczym, że poprzez to prawie nigdy mu tego nie odmawiałam.
- Jasne. To chodźmy do mojego pokoju, dobrze? Zabierz ze sobą klocki. - Mówiłam do niego najmilej, jak tylko potrafiłam. To dziecko było takie kochane, że nie dało się na nie krzyczeć, czy odzywać po chamsku. Posłusznie zebrał klocki i poszedł za mną.
-Oo, cześć Matt. - Przywitała go Nicol, odkładając talerz z sałatką na jeden z mebli. Zsunęła się z kanapy, uklękła i przytuliła go. Odwdzięczył jej się tym samym. W tym momencie usłyszałam wołanie mojej matki.
- Kate, Nicole! Zejdźcie na chwilkę na dół. - Krzyczała. Wzięłam brata na ręce i zeszłam z nim oraz Niki do salonu.
- O co chodzi? - Spytałam.
- Uzgodniliśmy razem z Rose i Edwardem, że w te wakacje polecimy do Paryża.
- Naprawdę? - Wykrzyczała z piskiem Nicole. Nie dziwiła mnie jej reakcja, ponieważ zawsze marzyła, aby tam pojechać.
- Naprawdę. Do wakacji zostały trzy miesiące, a przyda nam się zmiana otoczenia i klimatu na jakieś dwa tygodnie. - Uzasadniła mama Nicole. Przyjaciółka z ogromnego szczęścia rzuciła mi się w objęcia, mocno przytulając mnie i Matta. Ja też się cieszyłam. Bardzo. Nie okazywałam jednak tego w tak zewnętrzny sposób, jak Nicole. W środku czułam, że radość wypełnia mnie z całych sił. Cieszyłam się też z faktu, że spędzę te dwa tygodnie wakacji w jednym miejscu z Nicole.



*Jeśli przeczytałeś rozdział zostaw komentarz. To motywuje do dalszego pisania. :)*

12 komentarzy: