czwartek, 4 czerwca 2015

ROZDZIAŁ 5

- Możecie już iść. Chcieliśmy was tylko o tym powiadomić. Kate, pobaw się trochę z Mattem. Pod Twoją nieobecność ciągle o Ciebie wypytywał. - Powiedziała moja rodzicielka. Uśmiechnęłam się na jej słowa i spojrzałam na braciszka będącego nadal na moich rękach. Ucałowałam go po raz kolejny.
- Mieliśmy właśnie zamiar układać klocki, prawda? - Wypowiedziałam do brata, co miało na celu poinformowanie rodziców, że się nim opiekuję.
- Prawda. - Powiedział słodkim tonem. Tata zaśmiał się, a ja razem z towarzyszącą mi dwójką wróciłam do swojego pokoju. Usadowiłam czterolatka na czarnym dywanie po swojej przeciwnej stronie. Wysypałam klocki i zaczęłam układać je z blondynem.
- Powiesz mi, co to dzisiaj miało być? - Zaczęła mówić oparta plecami o kanapę Nicole.
- Czyli? - Dopytałam. Nie do końca wiedziałam, co ma na myśli.
- No to 'pożegnanie' z Alexem. - Mówiła z radością w głosie.
- Mnie się pytasz? Szczerze mówiąc to myślałam, że na koniec mnie oleje i nic nie powie.
- Ale jednak.
- A ty, co nagadałaś Lucasowi?
- Ogólnie tak z nim gadałam. O zainteresowaniach, szkole. Pytał, czy jesteśmy stamtąd, trochę się pośmialiśmy i tyle.
- Dać wam więcej czasu to byście cały swój życiorys poznali.
- Wiem. - Zaśmiała się. Gadałyśmy tak z jakieś pół godziny. To o Lucasie, to o Alexie, a chwilami temat schodził też na Josha. Wypytywałam o czym gadali, gdy szliśmy do parku. Rozmowa podobno przebiegła tak samo, jak moja z Lucasem. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Było parę minut przed dwudziestą pierwszą. Do moich uszu dotarł dźwięk dzwoniącego telefonu Nicole.
- Kto to? - Zapytałam.
- Eliot. - Włączyła głośnik, a po chwili usłyszałam radosny głos przyjaciela.
- Hej Niki. - Zaczął. Odpowiedziałyśmy jednocześnie.
- O! Siema Kate! - Zachichotałyśmy. - Wychodzicie gdzieś?
- Nie chce nam się. Nie dawno wróciłyśmy od Ashley. Przyjdź do mnie jak chcesz. - Oznajmiłam.
- Ee, no spoko. Tylko jestem z Ryanem. - Co? Nie mogłam zrozumieć dlaczego pyta się nas, mnie czy wychodzimy, kiedy jest z Ryanem. Od dwóch lat się do niego nie odzywałam przez to, co mi zrobił w trzeciej klasie gimnazjum. Od tamtej pory unikałam jego towarzystwa. Prawie zapomniałam, że w ogóle kiedyś się znaliśmy. Nie był moim wrogiem. Po prostu unikaliśmy się nawzajem. Nicole mogła z nim wychodzić, bo jej nic nie zrobił. Kolegowali się. Mi wystarczył jego widok od poniedziałku do piątku przez ponad siedem godzin w klasie. - Idziesz ze mną do nich? W sensie, że do Kate. - Spytał Eliot swojego przyjaciela, jakby ten przysłuchiwał się uważnie całej rozmowie. Popatrzyłam na Nicole wzrokiem mówiącym, że nie chce tutaj za bardzo towarzystwa Ryana. Nie musiała jednak nic mówić.
- Nigdzie kurwa nie idę. Na pewno nie do niej. - Odezwał się poważnym głosem, na co przewróciłam oczami. Nie przejęłam się tym. Nie chciałam psuć sobie końca dnia. Dobrze było tak, jak jest. Nie było mi do niczego potrzebne odzywanie się do niego.
- To nie. Przyjdę sam. Za jakieś piętnaście minut będę laski. Kupię coś po drodze. - Odpowiedział roześmiany Eliot.
- Haha. Dobra. To czekamy. Narka. - Zakończyła rozmowę Nicole. - Przygotuj się na jakieś dwie godziny śmiechu. - Powiedziała. Wybuchłam śmiechem, bo Eliot zawsze charakteryzował się okazywaniem swojej głupoty.
- Nocujesz dzisiaj u mnie? - Spytałam Nicole.
- Tylko się ojca spytam, bo zawsze z tego problem robi.
- Kate, zaniesiesz mnie do łóżka? - Odezwał się zaspanym już głosem Matt.
- Zaniosę. Chodź. - Powiedziałam, biorąc go znowu na ręce. Przeszłam przez korytarz znajdujący się pomiędzy czterema pokojami i postawiłam brata na nogi przy jego łóżku. Podeszłam do jego szafy pełnej ubrań i wyciągnęłam z niej piżamę.
- Przebierz się, okej? Zaraz do Ciebie przyjdę. - Poinformowałam i wróciłam do swojego pokoju, aby zebrać klocki pozostawione przez brata.
- SMS Ci przyszedł. - Powiedziała Nicole. Ciągle stukała opuszkami palców w klawiaturę telefonu.
- Zaraz odczytam. Z kim ty tak piszesz?
- A z Lucasem.
- Skąd masz jego numer?
- Wymieniliśmy się wcześniej.
- Aha. Znajomość się rozwija. Zaraz wrócę to na dół zejdziemy. - Oznajmiłam i wyszłam z pokoju do Matta. Schowałam klocki do pojemnika z jego zabawkami.
- Już? Zgasić Ci światło? - Spytałam leżącego i okrytego pościelą brata.
- Nie. Potem zgasisz. Drzwi tylko zamknij, bo chcę żeby było tu cicho. - Słodko mówił. Zostawiłam włączoną lampkę, która stała na komodzie przy jego łóżku. Ucałowałam go w czoło. - Dobranoc. - Rzuciłam z uśmiechem.
- Dobranoc. - Ledwo wymówił. Zamknęłam drzwi, po czym wróciłam do Nicole.
- Chodź na dół. - Rozkazałam, na co natychmiast podniosła się z podłogi. Zeszłyśmy cicho stukając stopami w schody. - Idź się spytaj, czy możesz. - Przypomniałam dziewczynie nie mówiąc o co, bo wiedziała. Moi rodzice nie mieli nic przeciwko, aby u mnie nocowała. Wręcz przeciwnie. Cieszyli się, gdy ktoś spędzał tu noc albo po prostu przesiadywał. Rodzice Nicole nie byli do tego tak pozytywnie nastawieni. Chociaż jej mama była okej. Gorzej było z tatą. Martwił się o nią. Pomimo szesnastu lat swojej córki, nie chętnie podchodził do tych wszystkich nocowań, wyjazdów, spotkań i tak dalej. Dzisiaj jednak patrząc na niego i mojego ojca było prawdopodobieństwo, że się zgodzi. Byli trochę upici. Rzadki widok. Alkohol spożywali tylko przy takich okazjach. Nawet nie zawsze.
- Tato? - Zaczęła szatynka.
- Tak? - Zapytał głosem trochę innym niż zazwyczaj.
- Mogę dzisiaj nocować u Kate? - Mówiła z głową spuszczoną w dół. Dłonie ułożyła na jego ramieniu.
- Dlaczego mnie nie spytasz o zgodę? - Wtrąciła mama Nicole.
- No, bo ty i tak byś się zgodziła. Gorzej jest z tatą. To mogę?
- Ech, Nicole. Jeśli rodzice Kate się zgadzają, to możesz. - Wiedziałam.
- Edward, Nicole jest tutaj zawsze mile widziana. Chcę to zostaję. - Dopowiedziała moja mama.
- Widzisz? Dziękuję. - Podziękowała ojcu całując go w policzek. Mama odwróciła się w moją stronę. Swoim wzrokiem, jakby zapraszała mnie do pogadania z nimi. Nie ruszałam się z miejsca. Od chwili przyjścia tutaj, stałam oparta o brązową ścianę.
- Mamo, Eliot tu przyjdzie jakby co. - Powiedziałam leniwie.
- On też na noc? - Zażartował tata.
- Nie. Chociaż z nim wszystko możliwe. - Zaśmiałam się. W tym momencie usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. - To chyba on. Pójdę otworzyć. - Odwróciłam się i poszłam otworzyć drzwi.
- Cześć, cześć. - Przywitał mnie Eliot.
- No cześć. - Odpowiedziałam mu.
- Gdzie masz Nicole?
- W salonie jest.
- Siema Eliot. - Usłyszałam głos przyjaciółki.
- Siema, siema. Przyniosłem dwie paczki chipsów, jakieś żelki, no i swoje poczucie humoru. Ryan nie chciał iść.
- Naprawdę? Nie wiedziałam. - Zakpiła Nicole.
- No to już wiesz. - Zaśmiałyśmy się. Chłopak zdjął swoje buty i stanął przed wejściem do salonu.
- Dobry wieczór. - Powiedział. Czwórka siedząca w salonie odpowiedziała równocześnie tym samym. Pokierowałam przyjaciół za sobą na górę.
- Kultura Cię jeszcze nie opuściła. - Odezwała się Nicole.
- No nie to co Ciebie. Jestem dobrze uchowany. - Gadał kolega. Już zaczęłam się śmiać.
- Uchowany? Pierdoli Ci się coś?
- Ale to nie miało być śmieszne.
- Ale było.
- Dobra. Nie ważne. Widzę, że melanż sobie zrobili. Dlaczego mi nie powiedziałaś Kate?
- A miałam taki obowiązek?
- Jeszcze się pytasz? Będziesz coś chciała. Będziesz chciała, żebym nauczył Cię grać w Pieniążka.
- Heheszki.
- Nie mów tak. To mój tekst.
- Dobra, wyluzuj. - Powiedziałam wchodząc do swojego pokoju.
- To co robimy? - Spytała Nicole.
- Obejrzyjmy jakiś film. - Zaproponował kolega.
- Na przykład? - Rzuciła przyjaciółka, unosząc do góry ciemne brwi.
- No nie wiem.
- Obejrzyjmy Titanica albo Pamiętnik.
- Nie będę oglądał tych waszych babskich gówien.
- To co proponujesz? - Zapytałam.
- Ostatnio oglądałem Batmana. Nic mi się nie stanie, jeśli obejrzę go drugi raz.
- No dobra, zrobimy Ci ten dzień dziecka. Nicole w komodzie, w trzeciej szufladzie mam laptopa. Podasz mi go? - Poprosiłam, na co dziewczyna wyjęła z szafki urządzenie i ukierunkowała je w moją stronę.
- Jakie wy dobroduszne, kurwa nie spodziewałem się. - Spojrzałyśmy na siebie z przyjaciółką i zaczęłyśmy się śmiać.
- Nie śmieszne. - Odparł próbując udawać poważnego.
- Dobra Batmanie Eliocie, przygotujcie sobie z Niki przyniesione przez Ciebie 'jedzenie'. - Wypowiedziałam, klikając przyciskiem na przeglądarkę internetową.
- Batmanie Eliocie? Fajnie to brzmi. Podaj mi paczkę chipsów misiaczku.
- Boże, podłapałeś ten tekst od Jade?
- Masz z tym jakiś problem?
- Tak, a tym problemem jesteś ty.
- Życie maleńka. Daj mi jeszcze te żelki.
- Masz. - Rzuciłam w jego stronę paczkę z żelkami, której oczywiście nie złapał. Zaśmiałam się i włączyłam film. W tym czasie Nicole zdążyła rozłożyć kanapę. Usadowiliśmy się we trójkę na łóżku.
- Wiecie, że mógł was tu teraz przeruchać? - Zażartował Eliot.
- Pfff... Chyba Cię już do reszty pojebało. - Powiedziała Niki.
- Ale serio. Nie miałbym do tego żadnych skrupułów.
- Pierdol się. - Odpowiedziała szatynka.
- No właśnie nie mam z kim. - Dopowiedział Eliot.
- Dobra, cicho. Film się zaczyna. - Uciszyłam przyjaciół. Eliot usadowił się pomiędzy nami i objął ramieniem.
- Eliot, zabieraj te łapska. - Ostrzegłam go.
- Okej. Spoko. Nie dygaj małolat. - Zaśmiał się.
- Mógłbyś wreszcie znaleźć sobie jakąś laskę. - Powiedziała Nicole.
- A po co mi jakaś laska skoro mam was?
- El, ja mówię serio.
- No dobra, ale kogo na przykład?
- No Jade, jest całkiem, całkiem.
- Co? Nie? W życiu. - Odpowiedział z udawanym obrzydzeniem.
- No, ale dlaczego? - Spytałam.
- Dlaczego? Hmm... Pomyślmy. Bo ona pali? Pije? Ćpa? Wiecie, że nie jestem fanem takich lasek. - Wytłumaczył.
- Mimo to, jest fajna z charakteru i nie najgorsza z wyglądu. - Ciągnęła Niki.
- Nie będziecie mi życia układać. - Zakończył rozmowę.
Po trzydziestu minutach oglądania filmu w ciszy Eliot ponownie się odezwał.
- Dobra kurwa, wyłączcie to. Nie chce mi się tego oglądać.
- W sumie, to mi też nie. - Powiedziała dziewczyna.
- Jak sobie chcecie. - Odpowiedziałam, wstając z łóżka. Wyłączyłam laptopa i schowałam go na miejsce.
- A tak wracając do tematu. - Zaczął Eliot. - Wy kogoś macie? - O nie. Bałam się tego pytania, bo Eliot potrafił być pod tym względem niesamowicie wkurwiający. Po za tym nie miałam najmniejszej ochoty na rozmowę z nim o Alexie.
- No Kate, to prawie kogoś ma. - Odezwała się Nicole. Posłałam jej ostrzegawcze spojrzenie, na co lekko uśmiechnęła się do mnie.
- A kogo? Jest lepszy ode mnie?
- Nikt nie może się z Tobą równać Eliot.
- No to po chuj się nim zajmujesz? Za mnie się bierz. - Powiedział, patrząc na mnie, przez co obydwie wybuchnęłyśmy jednym, wielkim śmiechem.
- El, nie gniewaj się, ale nic z tego nie będzie.
- Smuteczek. Nicole, a może ty się za mnie weźmiesz? - Zanim przyjaciółka zdążyła cokolwiek powiedzieć, dopowiedziałam za nią szybko.
- Niki ma Lucasa.
- Kogo? Jest lepszy ode mnie?
- Stooo raaazy. - Przeciągnęła dziewczyna. Eliot odezwał się twarzą w jej stronę.
- A w japę chcesz? No, bo skoro nigdy nie będziemy razem, to chyba mogę Ci przywalić. - Na jego słowa zaśmiałyśmy się głośno. - Nie to nie. Zawsze zostaje Ashley.
- Na Ashley nie masz, co liczyć. - Parsknęłam.
- Niby dlaczego?
- Bo ma chłopaka? - Powiedziała Nicole.
- A dlaczego ja nic o tym nie wiem?
- Eliot, do chuja, ona ma chłopaka już pół roku. Jak możesz tego nie wiedzieć? - Kontynuowała dziewczyna.
- Co ty pierdolisz?
- Widzisz Kate? Głupota ludzka nie zna granic.
- Ja Ci kurwa dam głupotę. - Nicole zakryła rękoma usta i sturlała się z kanapy na frędzlowaty dywan nie mogąc przestać się śmiać. - Dobra laski, która godzina? - Spytał cicho się śmiejąc.
- Dwadzieścia minut po dwudziestej trzeciej. Trochę się zasiedziałeś. Odprowadzę Cię do drzwi. - Żartowałam.
- A nie mogę u Ciebie spać?
- A Twoja babcia się zgodzi?
- Moja babcia to już pewnie śpi.
- No to śpij. Tylko spytaj się moich rodziców.
- Ej no, niee. Wstydzę się.
- No to chodź Cię wyprowadzę przed dom.
- Ja pierdole, okej. Tylko się nie śmiejcie, bo się obrażę. So sad.
- I tak się nie obrazisz. - Skończyłam rozmowę i wyszłam z przyjaciółmi z pokoju. W zupełnej ciszy zeszliśmy po wypolerowanych, drewnianych schodach do salonu.
- Mamo? Eliot chciałby się o coś spytać. - Oznajmiłam.
- W takim razie słucham. - Odwróciła się w naszą stronę, zakładając przy tym nogę na nogę.
- No bo... Zasiedziałem się tutaj trochę, a nie za bardzo lubię wracać do domu w nocy... Więc, czy mógłbym tutaj zostać na noc? - Ze stresu przekładał nogę na nogę. Śmiałam się z niego po cichu. Tylko w takich momentach mogłam oglądać go tak poważnego.  - Będę grzeczny. - Dopowiedział. Ojciec zaczął się śmiać na jego słowa.
- Oj, Eliot. - Zaczęła matka. - Nocuj. Wiesz, że Cię lubię. Nie powinieneś o to pytać. - Kolega skierował oczy w naszą stronę.
- Wiem. - Odpowiedział. Nawet nie wiedział, co z siebie tym robi. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Chęć do żartowania chyba nigdy Cię nie opuści. - Odezwał się tata. - Może tutaj zamieszkasz?
- Przemyślę to. Dobranoc państwu. - Rzucił słowa z uśmiechem na twarzy, po czym nie czekając na odpowiedź wyszedł ze mną i Nicole z salonu.
- Zrobiłaś mnie w chuja. - Zaczął, gdy weszliśmy do pokoju.
- Chciałam zobaczyć Cię poważnego. Wybacz mi.
- Pod jednym warunkiem.
- No?
- Będę mógł z Tobą spać?
- Nie?
- Dlaczego? Nie przerucham Cię przecież.
- Możesz iść do domu, jak coś Ci nie odpowiada. - Powiedziałam z obojętnością w głosie. Eliot przekręcił oczami, a następnie bez głosowo powtórzył z zlekceważeniem moje słowa. Chwilę po tym usłyszałam głos mamy Nicole.
- Niki, my już idziemy. Bądź jutro po południu w domu.
- Okej. - Krzyknęła dziewczyna. - To pa.
- Nie krzycz, bo Matta obudzisz. - Uciszyłam ją.
- No tak, sorry.
- To Nicole tutaj śpi? - Zapytał brunet.
- No. - Odpowiedziałam mu.
- To z nią śpię skoro ty nie chcesz.
- Ja też nie chce. - Wtrąciła Nicole.
- Czuję się samotny.
- Chwilowo. Ciesz się, że przynajmniej nie śpisz w innym pokoju tylko możesz w tym.
- Ale nie mogę z wami.
- No, niestety.
- Idę się wykąpać. - Poinformowałam. Podeszłam do szafy z ubraniami i wyciągnęłam z niej piżamę. - Zaraz wracam.
- Poszedłbym z Tobą, ale już dam Ci spokój. - Dodał Eliot.
- I prawidłowo. - Odpowiedziałam, przechodząc z pokoju do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na zamek. Związałam włosy w kucyka, po czym zdjęłam z siebie wszystko i weszłam pod prysznic. Zasunęłam kabinę, a następnie włączyłam wodę. Ciepłe strumienie szybko zaczęły spływać po moim ciele. W myślach zaczęłam interpretować ze szczegółami cały dzień. Trwałam w tym stanie jakieś dziesięć minut. Zakręciłam wodę i owinęłam się ręcznikiem, po czym wyszłam z pod prysznica. Przetarłam nim do sucha całe ciało i ubrałam na siebie piżamę. Kilkanaście sekund po tym znalazłam się w moim pokoju.
- Co wy kurwa robicie? - Odezwałam się, patrząc ze zdziwieniem na przyjaciół.
- Uczę ją grać w Pieniążka. - Odpowiedział Eliot.
- Już nie. Też idę się wykąpać. - Oznajmiła Nicole. - Kate, dasz mi jakąś koszulkę? - Przytaknęłam głową, a następnie wyjęłam z szafy i rzuciłam jej szarą, luźną koszulkę, która jak na moje oko powinna sięgać za uda.
- Dzięki. - Odparła, a po chwili usłyszałam dźwięk przekręcającego się w drzwiach zamka.
- El, wyciągniesz z kanapy prześcieradło, pierzynę i jakieś poduszki? - Poprosiłam.
- A ja gdzie będę spał?
- Na podłodze. Chcesz materac?
- Nie. Weź się odwróć czy coś, bo mi stoi.
- Jezu, wyjmuj to wszystko, a nie się na mnie patrzysz.
- Próbuję tego nie robić. - Wzięłam jedną z wyciągniętych przez niego poduszek i rzuciłam nią w niego.
- Idę zajrzeć do Matta. Zaraz przyjdę.
- Nie zostawiaj mnie. - Nie odpowiadając mu przeszłam do pokoju brata. Otworzyłam drzwi. Spał. Podeszłam do łóżka i zgasiłam lampkę. Znowu zamknęłam drzwi i wróciłam do swojego pokoju.
- Gdzie Eliot? - Spytałam układającej nam do spania łóżko Nicole.
- Poszedł do łazienki. Ten człowiek mnie rozpierdala.
- A on nawet o tym nie wie. - Mówiłam ze śmiechem. - Weź i mu zrób tu gdzieś miejsce do spania. - Wzięłam telefon do ręki, bo przypomniałam sobie o SMS'ie, który mi przyszedł z jakieś trzy godziny temu. Nie znałam numeru nadawcy, jednak po przeczytaniu wiadomości, domyślałam się od kogo jest przysłany. Nie wypadało mi odpisywać o godzinie prawie pierwszej w nocy, ale z drugiej strony nie chciałam go tak jakby olewać.
- Nicole? - Zaczęłam.
- No?
- Pamiętasz, jak mi mówiłaś, że SMS'a dostałam? - Kiwnęła głową. - No to chyba Alex mi go przysłał. Nie wiem czy mam mu teraz odpisywać.
- A co Ci napisał? - Spytała z uśmiechem. Podałam jej telefon, a ta zaczęła czytać po cichu ruszając ustami.
- Kuuurwa! Odpisz! Przeczyta najwyżej jutro rano.
- Nie drzyj się. - Upomniał wchodzący do pokoju w samych bokserkach Eliot.
- Mógłbyś się ubrać. - Powiedziałam. Nicole oddała mi telefon. Usiadłam na łóżku. Przez najbliższą minutę zastanawiałam się, co  odpisać, jak się nie mylę Alexowi. W treści swojej wiadomości nic szczególnego nie napisał. Tyle tylko, że 'Mam twój numer od Ashley jakby co.' albo ostatnie słowa, które liczyły się dla mnie najbardziej 'Dobranoc. Śpij dobrze.'. W końcu odpisałam mu podobnie, kończąc słowami 'Też spij dobrze.'. Widząc, że komórka się zaraz rozładuję, wyciągnęłam z szafki ładowarkę i podłączyłam telefon do ładowania.
- Idziemy spać? - Spytałam. Spojrzałam na Eliota, który zakładał na siebie koszulkę. Położył się na ułożonym na podłodze miejscu do spania i okrył się pierzyną. Znowu się zaśmiałam. - Wyśpisz się tak? Przyniosę Ci ten materac.
- Z Tobą bym się wyspał. - Odpowiedział z łobuzerskim uśmieszkiem.
- Ja się pytam, czy materac chcesz?
- Nie. Na twardym mi się lepiej śpi.
- Jak tam sobie chcesz. - Zamknęłam drzwi, po czym zgasiłam światło. Wślizgnęłam się do łóżka i okryłam pierzyną. Była już trochę nagrzana, przez ciepło bijące od Nicole.
- O czym pogadamy? - Odezwał się Eliot.
- Serio? Chce mi się spać. Jutro będziemy gadać. Idź spać. - Odpowiedziałam.
- Nie będziesz mi życia układać.
- Będę.
- Nie śmieszne.
- No nie. - Usłyszałam jak się zdejmuję pierzynę ze swojego ciała i wstaje na nogi. Stanął przed moim łóżkiem, po czym rzucił na nie i położył w wolnym miejscu, pomiędzy mną, a Nicole.
- Kurwa, Eliot. Spierdalaj stąd. - Powiedziała dziewczyna z podniesionym głosem. Ponownie zaczęłam się śmiać.
- Heheszki. - Powiedział szesnastolatek, co wzmocniło mój śmiech.
- Eliot, przestań, bo mnie brzuch boli od tego śmiechu. Złaź stąd. Nie będziesz z nami spał. - Wypowiedziałam.
- To w takim razie przesunę się bardziej do waszego łóżka. - Jego stopy dotknęły podłogi, a chwilę po tym zaczął przesuwać się ze wszystkim w naszą stronę. W końcu położył się i okrył do pasa. - Dobranoc misiaczki.
- Dobranoc Batmanie. - Powiedziała Nicole, na co ten się zaśmiał.
- Dobranoc. - Dopowiedziałam z wyraźną radością w głosie. Wtuliłam się w poduszkę. Nie miałam siły na nowo analizować w pamięci dzisiejszych zdarzeń chociaż bardzo chciałam. Moje zmęczenie wygrało. Pomyślałam tylko o tym, że miałam niesamowicie, cholerne szczęście. Wspaniałego brata, rodziców, na których zawsze mogę liczyć, przyjaciół, głupiego Eliota, który zawsze mnie rozbawi, dobre wyniki w nauce. Niczego mi nie brakowało. Właśnie takie życie zawsze chciałam mieć. Po prostu, jak dla mnie idealne. To było prawdziwe, stuprocentowe szczęście.



Dziękujemy za komentarze, które naprawdę motywują! Jesteście świetni! :). Komentujcie dalej! ;>

13 komentarzy: