Do mojego pokoju dobiegł dźwięk śmiejących się na dole rodziców. Rozbudzona, nie otwierając oczu z pleców przekręciłam się na lewy bok. Próbowałam na nowo zasnąć, lecz bezskutecznie. Rozchodząca się po całym domu rozmowa nie dała mi zapaść w sen. Odwróciłam głowę do ściany i leniwie otworzyłam oczy. Miejsce, na którym spała Nicole było puste. Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam przed siebie. Na łóżku spał Eliot. Okryty po samą szyję pierzyną cicho oddychał. Ręce ułożył pod niewielką, płaską, kwadratową poduszką, na której spoczywała jego głupia głowa. Wyciągnęłam nogi spod swojego okrycia i popchnęłam nimi ciało chłopaka, w wyniku czego spadł na podłogę, ciągnąc przy tym ze sobą materiał.
- Co do kurwy? - Warknął zaspanym głosem.
- Miałeś tu nie spać!
- Nie mogłem zasnąć.
- Jasne.
- Gdybym tak spał, co noc to wstawałbym wyspany.
- Marzenie.
- Może kiedyś się spełni. - Powiedział, kładąc się na łóżku, na miejscu Nicole.
- Gdzie Nicole? - Spytałam.
- A skąd ja mam to wiedzieć? Myślisz, że jestem jakimś jej cieniem i za nią kurwa chodzę? - Fakt. Głupie pytanie. Nie odpowiadając wyczołgałam się z łóżka. Stanęłam prosto, po czym przeciągnęłam się cicho ziewając. Wzięłam w dłoń telefon i klikając środkowym przyciskiem spojrzałam na ekran. Jedenasta dwadzieścia siedem. Odłożyłam go na miejsce, po czym skierowałam wzrok na Eliota. Patrzyliśmy się na siebie przez parę sekund, dopóki nie przerwał tego mój śmiech.
- Nie śmieszne. - Skomentował. Zrobiłam parę kroków w stronę okna. Rozdzielając rząd pasków sięgających do paneli, złapałam za rączkę wbudowaną w okno i przekręcając ją, uchyliłam je. Świeże powietrze szybko wpadło do pomieszczenia. Promienie słońca, które zapowiadały dalsze godziny dnia na pogodne, oświetlały mój pokój. Takie niedzielne po południa uwielbiałam od zawsze.
- Ostatni raz tu spałeś. - Odezwałam się.
- I tak wiem, że nie. - Wstał z łóżka i podszedł do krzesła obrotowego, na którym znajdowały się jego niedbale złożone, czarne rurki. Wziął je, po czym zaczął wciągać na długie, szczupłe nogi. Wyciągnął z kieszeni czarnego i'Phona i kliknął przyciskiem kilka razy.
- Dasz mi ładowarkę? Rozładował się. - Przewróciłam oczami i podeszłam do swojego telefonu, aby odłączyć go od ładowania. Nie wyjmując ładowarki z gniazdka, wyciągnęłam rękę do Eliota na znak, by podał mi swój telefon. Nie mówiąc nic, co było dziwne, wsunął komórkę w moją dłoń.
- Chodź na dół. - Rozkazałam, podłączając urządzenie. Poszłam powoli w stronę drzwi, które były uchylone i otworzyłam je na oścież, przepuszczając Eliota, który w ułamku sekundy podniósł się z łóżka. Po cichu schodziliśmy do kuchni, gdzie o tej porze zazwyczaj wszyscy przesiadywali. Kilkadziesiąt centymetrów przed wejściem do niej Eliot wyciągnięciem ręki w bok, zablokował mi drogę. Kiedy chciałam go o to upomnieć, odwrócił się w moją stronę i przyłożył palce do ust. Usłyszałam jak Matt rozmawia z Nicole właśnie o nim. Domyślałam się, że rodzice siedzą razem z nimi.
- Dlaczego Eliot jest taki zabawny? - Spytał miłym głosem Mattew.
- Bo za mądry to on nie jest Matt. Im głupszy tym bardziej zabawny. Nie bierz z niego przykładu. - Odpowiedziała roześmiana Nicole.
- A dlaczego ciągle mówi 'heheszki'? - Dopytywał czterolatek.
- Bo to mój tekst dziecko. - Wtrącił Eliot wchodząc do kuchni. - Dzie-Dzień Dobry. - Zająknął się widząc moich rodziców siedzących na białych, skórzanych krzesłach. Nicole parsknęła śmiechem. Matt zszedł z jej kolan, na których chwilę temu był usadowiony i podszedł do Eliota. Podniósł głowę do góry, żeby móc go zobaczyć. Chłopak spuścił za to głowę w dół i spoglądał przez jakieś cztery sekundy na Matta.
- Eliot... - Wypowiedział z politowaniem mój tata, biorąc przy tym do ręki kubek z kawą i upijając łyka. - Miałeś być grzeczny.
- Tak, wiem. Przepraszam. Już nie będę. Piona mały, nie? - Odpowiedział zmieszany, wystawiając do Matta otwartą dłoń.
- Spieldalaj. - Przeklął niewyraźnie czterolatek, na co wszyscy spojrzeli na niego z niedowierzaniem w to, co usłyszeli.
- Mattew, nie wolno Ci tak mówić! Kto Cię nauczył się tak wyrażać? - Niemalże krzyczała zbulwersowana tym matka.
- Kate. - Odpowiedział jej niewinnie. Dzięki Matt.
- Jak to Kate? - Odezwał się tata, patrząc na mnie ze złością.
- No mówi tak.
- Dlaczego wysławiasz się w ten sposób przy małym dziecku, Kate? Dlaczego w ogóle tak mówisz? - Dopytywała zezłoszczona matka. Oparłam dłoń o ciepłe od słońca czoło i spuściłam głowę w dół. Biegając wzrokiem po płytkach, szukałam wytłumaczenia.
- No bo to przez Eliota. Zadzwonił wczoraj, kiedy bawiłam się z Mattem i chciał przyjść tutaj z Ryanem. Wiesz mamo, że się do niego nie odzywam i doskonale wiesz przez co. Nie chciałam go tutaj, więc wymsknęło mi się raz czy dwa, powiedzieć w ten sposób. - Usprawiedliwiłam się. Nie była to do końca prawda, ale co miałam powiedzieć? 'Tak mamo, to co mówi Ci Matt, jest prawdą. Przeklinam od dłuższego czasu i przeklinać będę'? Nie. Choćbym chciała się tego oduczyć, to i tak nie potrafię. Za bardzo się do tego przyzwyczaiłam. Nie wiem dlaczego, ale to było wyrażeniem moich emocji. Powiedzenie do kogoś 'Spierdalaj' nie było tak łagodne jak 'Spadaj'. Brzmiało to, no nie wiem. Lepiej? Bynajmniej ja tak uważałam.
- To Cię nie usprawiedliwia. Popraw się w wyrażaniu swoich emocji, bo nie chcę, aby Mattew odzywał się do kogokolwiek w taki sposób. Zrozumiano?
- Tak, przepraszam.
- Ja też przepraszam. - Odezwał się Matt.
- W porządku już. - Zakończyła mama i uściskała podchodzącego do niej Matta.
- Eliot, co Ci zrobić do jedzenia? - Spytałam obojętnie.
- Płatki. - Odwróciłam głowę w jego stronę i uniosłam brwi do góry.
- Okej? Chcesz jeść płatki dla dzieci?
- Płatki to śniadanie bogów. - Oznajmił, na co rodzice łącznie ze mną i Nicole zaczęli się śmiać. Matt po cichu zarechotał. Wyjęłam więc z szafki na naczynia garnuszek, po czym wlałam do niego wyjęte z lodówki mleko. Ustawiłam go na kuchence i włączyłam niewielki płomień.
- Będę jadł płatki przez całe życie i też będę bogiem. - Odezwał się mały blondyn.
- Nie będziesz. Tylko ja nim byłem, jestem i będę. Heheszki. - Dopowiedział Eliot.
- Musisz być taki zarozumiały? - Wtrąciła Nicole.
- Nie jestem zarozumiały. - Oburzył się szesnastolatek.
- Wcale. - Wypowiedziała dziewczyna, podnosząc się z krzesła i wkładając do zmywarki ubrudzony talerz. Zerknęłam na stół, na którym znajdowało się całe 'śniadanie'. Wszystkiego do wyboru.
- Dawno wstaliście? - Spytałam.
- Jakieś pół godziny przed wami. - Odpowiedział mi ojciec, upijając kolejny łyk kawy.
- A ty Nicole? Nie było Cię w pokoju.
- Od dziesiątej już nie spałam. Poszłam do łazienki, to Matt mnie zaczepił i pytał, czy się z nim pobawię. Potem wstali Twoi rodzice i zeszliśmy tutaj.
- Później o coś Cię spytam. - Zakończyłam i odwróciłam się do kuchenki, aby wyłączyć gaz z palnika, na którym gotowało się mleko. Wyjęłam z szafki szklaną miskę i jakieś płatki. Wszystko zrobiłam w ten sam sposób, co zawsze, a następnie podałam Eliotowi miskę z płatkami. Trochę mu zajęło zorientowanie się, że ją przed nim trzymam, bo patrzył z zażenowaniem na Nicole.
- Eliot! - Podniosłam głos, wysuwając naczynie jeszcze bardziej w jego stronę.
- A. - Ocknął się, zabierając ode mnie miskę. Podeszłam do stołu i wzięłam z talerza stojącego na jego środku dwa plasterki sera. Nie byłam głodna, ale nie chciałam tego gadania rodziców 'zjedz cokolwiek'.
- Chodźcie. - Nakazałam, rwąc kawałek plastra sera i wyszłam z dwójką z kuchni. - Nie wylej przypadkiem mleka. - Upomniałam chłopaka.
- Przypadkiem. - Podkreśliła Nicole. Po schodach przeprowadziła nas do mojego pokoju, zamykając za nami ciemnobrązowe drzwi.
- Wymsknęło mi się raz czy dwa... - Zaczął Eliot, próbując udawać mój głos.
- Zamknij się. - Odpowiedziałam, próbując ukryć śmiech.
- A w japę chcesz? No bo skoro nigdy nie będziemy razem, to chyba mogę Ci przywalić. - Popatrzyłam na niego z litością na twarzy. Tymczasem on, nie patrząc na mnie usiadł na biurku i trzymając w ręce miskę, zaczął jeść to, co w niej było. Będąca obok niego Nicole tylko pokręciła głową na to, co robił. Podeszłam do rozłożonej kanapy i zaczęłam doprowadzać ją do porządku.
- Dlaczego nic z nim nie zrobiłaś jak wstawałaś? Mówiłam, że ma z nami nie spać na jednym łóżku. - Spytałam Nicole, śmiejąc się przy tym z Eliota, który jedząc płatki i machając zwisającymi z biurka nogami, wyglądał jak małe dziecko.
- No bo tak słodko spał. Szkoda mi było go budzić, a po za tym on i tak pomimo tłumaczeń nigdy nie zrozumie tego, co się do niego mówi.
- Widzisz? Słodko spałem. Nie będziesz jej życia układać. - Odezwał się Eliot.
- Słodko spałeś, bo śniła Ci się Jade. Nie chciałam Ci tego psuć. - Dopowiedziała Nicole.
- A ty wcześniej wstałaś, bo miałaś koszmar z tym... Jak mu tam? Alexem? Lucasem?
- Nie, miałam koszmar z Tobą.
- Pieprzenie Cię we śnie musiało być piękne, a nie koszmarne.
- Ty tylko o jednym. Za naukę byś się wziął.
- Sorry, ale nie. - Przysłuchując się ich rozmowie zdążyłam całkowicie przywrócić kanapę do normalnego stanu i niemalże idealnie ułożyć na niej małe poduszki we wzorki.
- Ej, ja idę się trochę ogarnąć i spadam. Po południu miałam być w domu. Nie chcę potem ich darcia. - Oznajmiła Nicole, podchodząc do mojej szafy i wyciągając z niej złożone ciuchy, udała się w stronę łazienki. Wzięłam swój telefon z komody i usiadłam na kanapie. Gdzieś wewnątrz siebie miałam nadzieję, że na wyświetlaczu pojawi się wiadomość do odczytania od Alexa. Jednak na ekranie nic się nie pojawiło, po za okrągłymi przyciskami z cyframi w środku, służącymi do wystukania kodu i odblokowania komórki. Żadnej wiadomości. Przypomniałam sobie, że miał dzisiaj spędzać czas z tymi dwiema, co wczoraj podjechały. Może nie miał po prostu czasu? Zresztą, po co się nad tym zastanawiałam? Jak wszystko dobrze pójdzie i plany wypalą, to za jakieś sześć dni znowu się z nimi spotkam.
- Nad czym tak rozkminiasz? - Spytał Eliot, odkładając oblaną od środka mlekiem miskę na bok.
- Już nad niczym.
- Jasne. Myślisz o mnie tylko się nie przyznasz.
- Tak... Nie mam, co robić i myślę, jakby Cię tu poderwać. - Odpowiedziałam sarkastycznie.
- Wiedziałem, ale teraz tak serio chcę z Tobą pogadać.
- Że co? Ty i gadania na serio?
- Zamknij się. Nie chodzi mi o to napierdalanie, że mógłbym być z Tobą albo Nicole, bo to na żarty, chociaż w sumie mógłbym, ale nie o to mi chodzi. Nie śmiej się kurwa.
- Przepraszam, ale nie wiem, czy będę umiała gadać z Tobą na poważnie. - Mówiłam, przytykając palcami usta, aby przestać się z niego śmiać. - To o co chodzi?
- No bo chciałbym z Tobą pogadać o... - Nie dokończył, bo zadźwięczał jego leżący na szafce telefon. Świetne wyczucie czasu. Zeskoczył z biurka i podszedł do telefonu. Biorąc go w dłoń, przejechał palcem wskazującym po ekranie.
- Halo? - Odezwał się grzecznie do słuchawki. - No bo nie chciałem wracać w nocy do domu, więc przenocowałem u Kate. - Rozmawiał ze swoją babcią. Tylko jej się tak tłumaczył. - No nie wiem. Za niedługo powinienem być. Przepraszam, że Cię nie powiadomiłem, ale było późno. Pewnie spałaś, a ja nie chciałem Cię budzić... Okej, okej. To pa. - Zakończył i odłożył komórkę na miejsce. Skończył bycie poważnym.
- Babcia? - Dopytałam.
- Ta. Rodzice dzisiaj wracają. Kazała mi w miarę wcześnie wrócić do domu. - Powiedział, rzucając się na kanapę. Wziął jedną z poduszek i zakrył nią twarz.
- Smuteczek czy heheszki? - Wypowiedziała, wchodząca do pokoju Nicole. Była ubrana w to, co wczoraj z racji tego, że nie miała ze sobą innych ubrań. Na jej szczupłych nogach leżały czarne rurki. Do tego siwa bluza z czerwonym, drukowanym napisem. Włosy idealnie związała w długi kucyk, który lekko się falował.
- Heheszki. Smuteczek jest w nagłych sytuacjach. - Powiedział stanowczo, zdejmując poduszkę z twarzy.
- Na przykład? - Ciągnęła Nicole, siadając obok niego na kanapie.
- Smuteczek będzie na przykład jutro. Mamy jebaną historię i jak mnie zapyta, to wtedy będę smutał. Nie chcę mi się uczyć czegoś, co jest dawno za mną.
- Ale Eliot, odkrycia geograficzne nie są trudne do ogarnięcia. - Odparłam.
- Dla Ciebie może i nie. Zresztą... Co mnie jakaś historia? Reszta przedmiotów nie idzie mi tak źle. I widzisz? Z wami jak zwykle. Od babci przeszliśmy do nauki.
- Sam do tego przeszedłeś. - Kontynuowałam.
- A wjebać Ci?
- No, dawaj.
- Nie no. Nie zrobiłbym Ci krzywdy. - Wypowiedział ze śmiechem.
- Eliot robi komuś krzywdę. Kurwa, ludzie. - Śmiała się Nicole, zasłaniając dłońmi twarz.
- Zaraz Tobie coś zrobię to się wtedy przekonasz.
- I tak mi nic nie zrobisz.
- Za dobrze mnie znacie. Pora zmienić przyjaciół.
- Dziwne, że to przyjaciele jeszcze nie zmienili Ciebie.
- Za fajny jestem.
- Nie śmieszne.
- Bo to kurwa nie miało być śmieszne.
- Heheszki. Dobra, idę. Odprowadzicie mnie? - Spytała Nicole, wstając z kanapy i biorąc na ramię torbę leżącą koło szafy.
- Ale tylko do drzwi. W piżamie jestem. Chodź Eliot. - Odpowiedziałam, kierując nas w stronę schodów.
- Ja Cię mogę odprowadzić. - Wtrącił Eliot.
- Nie musisz. Mam ledwie trzydzieści metrów do domu. - Powiedziała Nicole.
- Nie bój się, nie zgwałcę Cię.
- A wiadomo... - Na ich wymianę zdań znowu zaczęłam się śmiać.
- Nie śmieszne. - Upomniał Eliot.
- Tylko, że się śmiejesz. - Odpowiedziała mu Nicole.
- Nie prawda. - Odparł, zakrywając dłonią usta, gdzie przy tym prawie spadł z ostatnich dwóch schodów. Wzmocniło to mój śmiech na jeszcze większy. Nicole też się z tym nie kryła. Przeszła przez przedpokój do drzwi wejściowych. Usiadła na brązowym dywaniku, szybko wkładając krótkie Conversy. - Zamiast ubolewać nad moją osobą, że nie spadłem, że nic mi się nie stało, to się śmiejecie. So sad.
- Śmiejemy się, bo ciągle jesteś takim gamoniem i jakoś nic Ci się do tej pory nie stało. - Wyjaśniłam, uderzając go lekko w ramię. Oddał szybko tym samym, po cichu się śmiejąc. Nicole przewróciła oczami. Podniosła się i podeszła do mnie, żeby móc mnie przytulić, Odwzajemniłam jej uścisk. Poczułam jak obejmuje nas kolejna para rąk. Odchyliłam głowę i uniosłam brwi pytająco.
- No co? - Odpowiedział Eliot. Patrzyłam na niego dalej, odsuwając się od Nicole. Wykorzystując brak mojej osoby między nimi, przytulił ją mocno. Nicole niepewnie go objęła.
- Głupi jesteś. - Dopowiedziała.
- A ty pojebana. - Odpowiedział, na co gwałtownie się od niego odsunęła.
- Jutro się zobaczymy. Pa. Do widzenia! - Krzyknęła i nie czekając na odpowiedź, wyszła zamykając za sobą drzwi. Odpowiedź na jej ostatni zwrot nastąpiła jakieś trzy sekundy później. W milczeniu wróciłam z Eliotem do swojego pokoju.
*Jeśli przeczytałeś rozdział zostaw komentarz. To motywuje do dalszego pisania. :)*
fajne next
OdpowiedzUsuńCudowne ale mogło się trochę więcej dziać :* czejam na next
OdpowiedzUsuńCzekam na nn :*
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny ;*
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny :*
OdpowiedzUsuńSuper :) ciekawe o czym chce pogadać Eliot z Kate. Czekam na next♡
OdpowiedzUsuńCo będzie w kolejnym ?! Ten super czekam ☺☺❤❤❤❤❤❤
OdpowiedzUsuń