*Postarajcie się czytać notki pisane pod rozdziałem. :)*
Eliot pospiesznie wpadł do mojego pokoju i nie pytając o nic, podszedł do szafki i wyjął z niej białe słuchawki. Odłączając telefon od ładowarki, podłączył je do niego.
- Pewnie teraz pójdziesz do łazienki się ubrać i w ogóle, więc chyba nie masz nic przeciwko temu, żebym posłuchał sobie muzyki z braku jakiegokolwiek zajęcia. - Powiedział.
- Skądże. Tak w ogóle to czuj się tutaj jak u siebie. Zresztą... Chyba nawet nie muszę Ci o tym mówić. - Odparłam sarkastycznie. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej moje ulubione jeansowe rurki i zwykły biały t-shirt.
- Oj, zrobiłem coś nie tak? - Posmutniał.
- Niee. Siedź grzecznie. Zaraz wrócę. - Oznajmiłam, patrząc jak przesuwa palcem po ekranie w górę i w dół. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyszłam z pokoju do łazienki.
- Nie zdemoluję Ci tego pokoju... A może jednak. - Usłyszałam. Zamknęłam za sobą drzwi. Zabrane ze sobą ciuchy, położyłam na koszu na pranie. Biorąc do reki, leżącą na półce czarną gumkę do włosów, związałam je niedbale w koka. Podeszłam do umywalki i odkręcając kran, z którego popłynął strumień zimnej wody, ochlapałam twarz. Po osuszeniu jej ręcznikiem zabrałam się do staranniejszego uczesania włosów, Niekiedy miałam problem z rozczesaniem ich, ponieważ były gęste i lekko kręcone, falowane? To 'niekiedy' nastąpiło niestety dzisiaj, jednak jakoś szybko doprowadziłam je do związania w wysoki, średniej długości kucyk. Spoglądając na swoje odbicie w lustrze, postanowiłam nie robić sobie dzisiaj makijażu. Zdjęłam, więc z siebie piżamę i ubrałam wzięte ze sobą ciuchy. Po około pięciominutowym ogarnięciu się, opuściłam łazienkę cicho zamykając za sobą jej drewniane drzwi.
Z perspektywy Nicole
Weszłam do domu głośno zamykając za sobą drzwi. Szybko zdjęłam buty i weszłam do salonu, gdzie siedziała cała trójka mojej rodziny.
- Cześć wam. - Przywitałam się.
- Ooo, a ty gdzie byłaś? - Odezwała się siedząca na kanapie Amber.
- Nieważne. - Odparłam obojętnie. W moją stronę odwrócił się ojciec, posyłając mi groźne spojrzenie.
- Kiedy wyrażałem zgodę na to, żebyś nocowała u Kate, myślałem że wrócisz do domu wcześniej. - Mówił, jakby chciał mnie ukarać.
- To miałam wrócić o godzinie ósmej rano? Sami przecież siedzieliście wczoraj u jej rodziców do prawie dwunastej w nocy. Po za tym powinieneś wiedzieć, że jak u kogoś nocuję, to nie po to, a by wracać rano do domu. - Wytłumaczyłam, opierając się o fotel, na którym siedziała mama.
- Rozumiem, ale jest niedziela. Wypadałoby, żebyś się pouczyła, a nie przebywała po za domem. W piątek byłaś u Oliviera, chociaż ten dzień akurat mogłaś sobie odpuścić. Wczoraj prawie w ogóle nie było Cię w domu, więc dzień dzisiejszy powinnaś sobie inaczej zorganizować Nicole.
- Edward, odpuść jej. Źle się uczy? Nie, więc niech też inaczej spędza czas, a nie ciągle na nauce. - Wtrąciła mama. Tata nie ciągnął dalej rozmowy. Na jej słowa tylko westchnął i kontynuował oglądanie jakiegoś filmu.
- Dobra, idę do siebie. - Oznajmiłam, kierując się w stronę schodów.
- Zjedz coś. - Dopowiedziała mama.
- Jadłam. - Odpowiedziałam i pobiegłam po schodach do swojego pokoju. Torbę, którą ze sobą miałam rzuciłam na kanapę. Z racji moich dziwnych upodobań przysiadłam na dywanie, opierając się plecami o kanapę. Głowę odchyliłam do tyłu i zamknęłam oczy. W myślach zastanawiałam się, czym mam się zająć. Chwilowo miałam chęć na zaczęcie czytania książki, a mianowicie lektury szkolnej, jednak szybko to ode mnie odeszło. Wolałam czytać książki, które nie są obowiązkowe. Z tych obowiązkowych prawie zawsze czytałam streszczenia, jak większość nastolatków, a przy omawianiu ich wiedziałam to, co było potrzebne. Koniec końców, dobrze radziłam sobie bez przymusowego czytania. Przypomniało mi się gadanie Eliota o jutrzejszej lekcji historii. Nie lubiłam tego przedmiotu, a tym bardziej nie lubiłam się go uczyć, ale mogłam zostać spytana. Zmusiłam się do otworzenia podręcznika i przerobienia dwóch ostatnich tematów. Kiedy usiadłam na krześle obrotowym, a książkę ułożyłam na biurku, otwierając ją na właściwej stronie, usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS'a. Wyjęłam telefon z tylnej kieszeni moich spodni i wpisałam rząd liczb, który odblokował moją komórkę. Lucas. SMS był od niego. Kliknęłam w kopertę i odczytałam jego treść. 'Hej mała'. Serce zabiło mi mocniej. W jednej chwili odechciało mi się wszystkiego, co związane z nauką. Zamknęłam podręcznik, wyjęłam z torby słuchawki i położyłam się na kanapie, podłączając je do telefonu. Odtworzyłam sobie playlistę z moimi ulubionymi piosenkami i odpisałam szybko chłopakowi. Przez głowę zaczęły mi przelatywać wszystkie szczegóły wczorajszego dnia. Większość tych szczegółów wiązała się z Lucasem, ale nie mogłam nic poradzić na to, że mi się cholernie podobał. I nie chodziło tutaj tylko o wygląd. Może w grupie nie okazał tego za bardzo, ale charakterem praktycznie niczym nie różnił się od Eliota.
Z perspektywy Kate
Wchodząc do pokoju spojrzałam na chłopaka, który ze słuchawkami w uszach, siedział wygodnie na kanapie, stukając palcami w ekran telefonu. Zauważając, że weszłam do pomieszczenia, wyciągnął jedną słuchawkę z ucha.
- Ładnie wyglądasz. - Skomplementował.
- I tak nie poruchasz.
- No wiem.. Też za niedługo spadam. Mnie odprowadzisz, co nie?
- Tak, oczywiście.
- No to heheszki.
- O czym chciałeś ze mną porozmawiać? - Spytałam, przypominając sobie przerwaną przez dzwoniący telefon rozmowę.
- A... To później o tym pogadamy.
- Jak tam sobie chcesz.
- Kate! Pozwól do mnie na chwilkę. - Zawołała mama. Posłusznie zeszłam do miejsca, z którego rozchodził się głos, czyli do łazienki.
- No? - Zapytałam, patrząc jak elegancko ubrana i cała wyperfumowana drogimi perfumami, stała przed lustrem i poprawiała blond włosy.
- My jedziemy, bo mamy do załatwienia ważną sprawę. Matta zabieramy ze sobą. Nie wiem, kiedy wrócimy, ale gdyby coś się działo, to dzwoń. Siedźcie tutaj z Eliotem grzecznie. A, i poucz się dzisiaj chociaż z pół godziny. Jeśli chciałabyś wyjść to pamiętaj, zamknij drzwi. Klucze są na półce w przedpokoju. - Oznajmiła, wychodząc z łazienki.
- Okej, okej. - Przytaknęłam i przeszłam za mamą do kuchni.
- To przyprowadź Matta. Siedzi w salonie. - Rozkazała, ciepło się do mnie uśmiechając. Przeszłam do salonu, po drodze uśmiechając się do taty, który właśnie z niego wychodził. Podeszłam do brata, który grzecznie siedział i oglądał bajkę w telewizji.
- Chodź Matt. Mama i tata Cię gdzieś zabierają. - Powiedziałam, wyciągając rękę w jego stronę. Wyłączyłam telewizor i poprowadziłam go do przedpokoju.
- Ubrać go? - Spytałam.
- Możesz. - Odpowiedziała.
- Czekam na Was w samochodzie. - Oznajmił ojciec i wyszedł z domu. Ja tymczasem zdjęłam z wieszaka kurtkę Matta i założyłam ją na niego. Z szafki wyjęłam czapkę, którą założyłam mu na głowę. Samodzielnie usiadł na dywaniku i wsunął na nogi białe buty z czarnym znaczkiem Nike. Kiedy był już gotowy, dołączyła do nas mama, która szybko się ubrała.
- No to pa. - Odparłam, całując Matta w czółko. Przytuliłam mamę i pobiegłam do swojego pokoju.
- Co jest? - Zagadnął Eliot.
- Pojechali gdzieś. - Odpowiedziałam krótko.
- Czyli zostaliśmy sami?
- Niestety... Nawet o tym nie myśl.
- Dlaaczeegooo? - Spytał zawiedziony, wyraźnie przedłużając samogłoski.
- Bo nie masz czym.
- A chcesz sprawdzić?
- Nie.
- A widzisz... Nie chcesz sprawdzić, bo dobrze wiesz, że mam coś w spodniach. Nie to, co ty.
- Eliot, nie będę rozmawiała z Tobą o tym, czy masz coś w spodniach, czy nie.
- Chuj mnie to obchodzi. To znaczy, mój chuj, bo chuja mam w spodniach.
- Eliot, bo Cię zaraz stąd wyjebie.
- Dobra, już nie będę. - Zakończył. Wzięłam telefon do ręki i usiadłam na kanapie obok Eliota. Odblokowałam go i weszłam w listę kontaktów. Palcem zaczęłam jeździć po ekranie w górę i w dół.
- Co robisz? - Zapytał kolega.
- Szukam kogoś, do kogo mogłabym zadzwonić, żeby tu przyszedł. Nie będę tak sama z Tobą siedziała.
- Emm... Jessy, Nina, Ana, nawet ta Jade. Alan, James, Olivier, Ryan?
- Na pewno nie Ryan.
- Sorry.
- Odpuszczę to sobie. Pewnie i tak nikt dzisiaj nie będzie mógł wyjść. - Zrezygnowana ze swoich zamiarów, włożyłam telefon do kieszeni w spodniach.
- Chodź na dół. - Zaproponował Eliot.
- Okej. - Odpowiedziałam, wychodząc za nim z pokoju. Szybko zbiegliśmy po schodach do salonu. Eliot rzucił się na kanapę i biorąc do ręki leżący obok niego pilot, włączył telewizor. Wzięłam ze stolika laptop mojego ojca i usiadłam z nim po lewej stronie kolegi. Włączyłam go, a następnie kliknęłam na ikonę przeglądarki internetowej. Eliot przyciskami w pilocie przewijał kanały, po czym dało się zobaczyć urywki jakiś niektórych programów. Ostatecznie zatrzymał na jakimś filmie. Spojrzał na mnie wzrokiem, jakiego chyba jeszcze, jak dotąd nie użył. Nie mogłam stłumić w sobie śmiechu. Musiałam zacząć się śmiać.
- Chodź tu koło mnie, obejmę Cię ramieniem, ty się we mnie wtulisz i będzie jak za dawnych czasów. - Odezwał się.
- Co? Chyba mnie z kimś pomyliłeś.
- Nie wydaje mi się.
- Może Ci się to przyśniło?
- Tak, kurwa. Dzisiaj jak sobie spałem.
- No widzisz. Przytul się sam do siebie i oglądaj to, co sobie włączyłeś.
- Nie będziesz mi życia układać.
- Zamknij się.
- Nie będziesz mi życia układać.
- Przestań już.
- Heheszki. - Dopowiedział. Ułożyłam się wygodnie, kładąc nogi na jego kolanach. Od razu spojrzał na mnie ostrzegawczo.
- Nie za dużo sobie pozwalasz?
- Nie. - Odpowiedziałam, kładąc laptopa na nogach. Pokręcił głową i odwrócił ode mnie wzrok, wracając do oglądania telewizji. Idąc jego śladem, również wróciłam do czynności, którą mi przerwał. Przez pół godziny przeglądałam, jak prawie codziennie Facebooka czy Tumblra. Później weszłam na swojego Twittera i inne strony. Przejrzałam też parę sklepów internetowych, poprzez co straciłam kolejne pół godziny albo i więcej. W sumie to przeglądanie sklepów internetowych nie było mi zbytnio potrzebne, ale właśnie w ten sposób najczęściej kupowałam między innymi buty. Zakupywanie ubrań przez internet było rzadkością. Wolałam pójść do sklepu i tam coś przejrzeć czy przymierzyć. W końcu zdecydowałam, że jak na razie nie mam potrzeby kupowania czegoś w internecie. Zamknęłam, więc przeglądarkę, a przy tym spojrzałam na zegar będący u dołu ekranu. Było parę minut przed szesnastą. Zamknęłam laptopa i popatrzyłam na bruneta, który nie wiadomo kiedy zasnął. Zdjęłam nogi z jego kolan i odłożyłam laptopa na miejsce. Przez chwilę zastanawiałam się, czym mogę się zająć. Nie chciałam budzić Eliota, ale chciałam żeby wstał. Nagle zaczął dzwonić jego telefon, w wyniku czego obudził się. Rozbudzony, cicho zajęczał i odebrał telefon.
- Halo? - Warknął. - Nie ma mnie w domu... No bo mnie obudziłeś idioto... No nie wiem. Za jakieś pół godziny?... Nara. - Zakończył połączenie i wsunął telefon do kieszeni w spodniach. - Jebany Ryan. - Mruknął. - Która godzina?
- Po szesnastej.
- Dlaczego mnie nie obudziłaś? - Spytał zaspany, gwałtownie zrywając się z łóżka. Wyłączył telewizor i przeszedł do kuchni.
- Bo jebany Ryan zrobił to za mnie. - Na moje słowa uśmiechnął się pod nosem. Wyjął z szafki szklankę i nalał do niej trochę wody.
- Odprowadzisz mnie, nie? Babcia będzie zła, że prawie cały dzień mnie w domu nie było. - Zażartował, wypijając nalaną sobie wodę. Nie musiał wracać wcześnie do domu. Mieszkał ze swoją babcią, bo jego rodzice pracowali gdzieś za granicą, a z nią miał dużo luzu. Czasami zastanawiało mnie, dlaczego akurat został tutaj? Dlaczego nie wyjechał z nimi? Dlaczego nie chciał poznać innych ludzi, miejsc? Ale przecież nadal miał do tego okazję, a pomimo to nie korzystał.
- Odprowadzę. - Odpowiedziałam i przeniosłam się z nim do przedpokoju. Włożyłam czerwone, krótkie Conversy i patrząc przez niewielkie okno, postanowiłam nie zakładać kurtki, bo słońce, które świeciło chyba od samego rana, nie dawało takiej potrzeby. Rozsunęłam jednak dużą szafę i wyciągnęłam z niej siwą, rozpinaną bluzę. Przejrzałam się w lustrze będącym na ścianie i poprawiłam swojego kucyka. Wzięłam z półki klucze i wychodząc z domu, przekręciłam zamek w drzwiach.
- Eliot, mogę Cię o coś spytać? - Zaczęłam.
- Pewnie.
- Dlaczego nie wyjedziesz ze swoimi rodzicami?
- Chcesz się mnie pozbyć?
- Niee. Tak po prostu pytam. Masz okazję zmienić otoczenie, poznać nowe osoby, w ogóle oderwać się od tego, co jest tutaj.
- No niby tak, ale tutaj jest przecież okej. Tutaj mam przyjaciół, przede wszystkim Ciebie i Nicole, bo na Was mogę najbardziej polegać...
- A Ryan? - Przerwałam mu, zamykając za nami furtkę. Klucze schowałam do kieszeni bluzy.
- Ryan? Też jest spoko, ale czasami jest chujem... Dobra, bo odejdziemy od tematu. No, mam tutaj przyjaciół, szczególnie Ciebie i Nicole, szkołę, która też jest okej i nie mam zamiaru jej zmieniać. Jest dużo miejsc, za którymi na pewno bym tęsknił i w ogóle. Tam bym nie miał tego co tu. Dużo by mi brakowało. W dodatku na okrągło bym musiał wysłuchiwać gadania rodziców, a z 'nowymi osobami' nie miałbym tego co mam w tym miejscu. Dobrze mi tutaj. Nie mam, na co narzekać.
- To wszystko wyjaśnia. Ja patrzyłam na to w trochę inny sposób.
- No właśnie. A o tym kto by Cię rozśmieszał, pocieszał, odwiedzał i tak dalej, to już nie pomyślałaś.
- Bo patrzyłam na to z innej strony.
- Ale życia i tak mi nie będziesz układać. Swoją drogą, skoro już gadamy tak 'szczerze i poważnie', to chciałbym wrócić do tego, co wcześniej miałem zamiar powiedzieć.
- To wróć.
- Dlaczego nie zaczniecie się z Ryanem do siebie odzywać? Po prawie dwóch latach moglibyście sobie darować.
- Gdyby on się do mnie zaczął odzywać, to też może bym się do niego odzywała. No bo, przecież ta 'kłótnia' była z jego winy, nie z mojej. W sumie to przestałam ją tak rozpamiętywać, ale jego słowa trzymają się mnie do tej pory. Czym mu zawiniłam, że przez dwa ostatnie miesiące drugiej klasy gimnazjum, nie miałam życia w tej szkole? Za co wyzywał mnie od kurew, dziwek? Co mu zrobiłam, że każdemu gadał, że się puszczam, że pochodzę z patologicznej rodziny, albo że stałam się zwykłą szmatą? - Na samo wspomnienie o tym, łzy zaczęły mi napływać do oczu. Zdałam sobie sprawę, że pomimo prawie dwóch lat tej spiny, nie wybaczyłabym mu tego. Jeszcze nie teraz. Dotarło do mnie, jak bardzo tego człowieka nienawidzę. I chociaż każdy o tym zapomniał i wszystko jest tak, jak być powinno, to ślad po tym jeszcze we mnie został. Eliot zauważając, że przerwałam i od dłuższej chwili nic nie mówię, złapał mnie za ramiona i odwrócił twarzą do siebie.
- Ej, mała, nie próbuj płakać. No nie przez niego. Nie byłaś jedyna, której zrobił takie gówno w życiu. To już jest za Tobą. Dawno. Nie przejmuj się taką osobą. Nie warto. Przecież ludzie w to nie wierzyli. Nikt się od Ciebie nie odwrócił. - Powiedział z lekkim uśmiechem, przez co od razu zrobiło mi się lepiej. Miał rację. Nie będę rozpamiętywała tego, co związane z Ryanem. Nie kiedy w życiu mam wszystko idealnie poukładane.
- Nie będę przez niego płakała. Mogę płakać tylko ze śmiechu z Ciebie.
- Potrafisz zjebać moment. - Wypowiedział z uśmiechem, przytulając mnie do siebie. - Ale wiesz, dlaczego to zrobił?
- Bo mnie nienawidzi?
- Nie. Może to głupie, że w ogóle z nim na te tematy gadam, ale zrobił to, bo się w Tobie podkochiwał, a że nie zwracałaś na niego uwagi, to się w ten sposób, no nie wiem, zemścił?
- Taa. Jasne. - Oderwałam się od niego i zaczęłam iść dalej przed siebie. - Z tego, co wiem, to wtedy mu się Ashley podobała.
- A tego to ja już nie wiem. W ogóle to Ashley, jest taka trochę dziwkowata.
- Dlaczegoo? - Spytałam zła na to, że ją obraża.
- Na taką wygląda czasami z charakteru, jak i z zachowania.
- Przesadzasz.
- Wcale nie. No sorry, ale znam się trochę na ludziach i za długo z nią nie pociągniecie.
- Nie nagaduj na nią do mnie! Ciągniemy już z nią jakieś siedem lat, więc się nie wypowiadaj, bo gówno wiesz.
- Co tak z nerwami od razu?
- Bo nie lubię, jak ktoś tak gada.
- Okej, przepraszam.
- Siema Eliot! - Rozmowę przerwał nam czyjś głos. Głos Ryana.
- Ja pierdolę. - Wymamrotał cicho Eliot. - Siema. - Ryan podszedł do niego i przywitał się z nim 'po męsku'. Kiedy spojrzał na mnie, uśmiech od razu znikł z jego twarzy.
- Dobra Eliot. Wracam się. - Powiedziałam i podeszłam do niego, aby go przytulić. Czułam na sobie spojrzenie tego idioty.
- Widzimy się jutro. Pa. - Odpowiedział Eliot.
- No. Pa. - Odwróciłam się i pokierowałam w stronę domu. Wracałam powoli. Pomimo tego, że nie przeszłam za dużo, w domu byłam po około dziesięciu minutach. Po wejściu do niego od razu pokierowałam się do kuchni. Poczułam nagłą potrzebę zjedzenia czegoś, więc zrobiłam sobie kanapkę. Nie miałam zamiaru już nigdzie dzisiaj wychodzić. Przypomniało mi się, jak mama mówiła, żebym się trochę pouczyła. Nie chciało mi się uczyć. W dodatku na ten tydzień nie zostały zapowiedziane jakieś sprawdziany, czy kartkówki, o których przeważnie też mówiono. Z nudów usiadłam na kanapie w salonie i włączyłam telewizor. Przez około godzinę oglądałam jakiś program kulinarny. Nic ciekawego. Gotowanie nie należało do moich ulubionych zajęć. Spojrzałam na godzinę w telefonie. Dochodziła osiemnasta. Nagle drzwi wejściowe do domu się otworzyły i do domu wbiegł Matt. Za nim weszli rodzice. Podniosłam się z kanapy i podeszłam do Matta, aby pomóc mu się rozebrać. Mały przytulił mnie i pobiegł do pokoju. Z rodzicami mało co rozmawiałam. Uznając, że nie będę im czy Mattowi, jak na razie potrzebna, poszłam do swojego pokoju. Wyjęłam z szafy torbę, którą przeważnie nosiłam do szkoły i spakowałam do niej potrzebne na jutro książki. Przez weekend w ogóle do nich nie zajrzałam. Do odrobienia też jakoś wyjątkowo nic nie było zadane. Torbę odłożyłam na krzesło będące przy biurku. Wzięłam z kanapy słuchawki, których Eliot nie schował i podłączyłam je do swojego telefonu, włączając muzykę. Kładąc się, zaczęłam myśleć o sytuacji z Ryanem. To, co powiedział Eliot nie dawało mi w pewnie sposób spokoju. Naprawdę mógł być wtedy we mnie zakochany? Nie. Na pewno nie. Zaczęłam zadawać sobie wiele pytań dotyczących siebie i Ryana. Wywnioskowałam jednak, że nie będę do tego wracać. Nie odzywaliśmy się i tyle. Tak było nawet lepiej, a do zadawanych sobie pytań nie próbowałam szukać odpowiedzi. Wyjęłam słuchawki z uszu i odczuwając zmęczenie, podeszłam do szafy, żeby wyciągnąć piżamę. Przeszłam do łazienki, aby wziąć prysznic. Czynność, którą robiłam praktycznie codziennie przez większość czasu wieczorem, dzisiaj poszła mi znacznie szybciej niż zwykle. Po założeniu na siebie piżamy i wysuszeniu włosów wróciłam do pokoju. Rozłożyłam i zaścielałam kanapę, po czym czując się naprawdę zmęczona, zasnęłam.
Więc tak. Przepraszamy, że czasami zwlekamy z dodaniem rozdziału. Teraz, kiedy mamy już prawie wakacje, postaramy się je dodawać zgodnie z obietnicą :). To po pierwsze. Po drugie - większość z Was pisze nam przeważnie na priv 'komplementy' dotyczące bloga. Niestety nie zawsze też na to odpisujemy, dlatego skoro rozdział Wam się podoba, to starajcie się dawać pozytywne komentarze pod rozdziałem. :) Takie opinie wtedy na pewno zauważymy i będą one zebrane tak jakby w jedną całość. :> Naprawdę miło się czyta takie komentarze. :). Po za tym niektóre dają mega chęć do pisania tego opowiadania dalej. Każdy kto czyta, niech komentuje! ;). Kochamy Was! <3
Super :* Wgl no, no zajebiste xd Chce więcej *-*
OdpowiedzUsuńŚwietniy rozdział, czekam na więcej!
OdpowiedzUsuńŚwietniy rozdział, czekam na więcej!
OdpowiedzUsuńŚwietniy rozdział, czekam na więcej!
OdpowiedzUsuńŚwietne😘
OdpowiedzUsuńSuper :D Chcę więcej rozdziałów , trzymajcie tak dalej :D
OdpowiedzUsuńNajlepszy blog *-*
OdpowiedzUsuń*_*
OdpowiedzUsuńSuuuper :D
Kate posmutniała przez tego dupka ;/ może ją kiedyś przeprosi i będzie dobrze? Jestem ciekawa dalszych rozdziałów. Czekam na next♡
Mega ;*
OdpowiedzUsuńSuper ,czekam na dalszą część ;*
OdpowiedzUsuńKiedy 8?
OdpowiedzUsuńMiały być częściej :(
OdpowiedzUsuńKiedy nastepny? Mialy byc czesciej...
OdpowiedzUsuńKiedy nastepny? Mialy byc czesciej...
OdpowiedzUsuńFajny ten blog ,ale szkoda ,ze rozdzialy sa tak rzadko ,znam osobe ktora pisala dosc slawnego bloga - sama i dodawala rozdzialy co drugi dzien .. a teraz czekac miesiac na cos co przeczytamy w niecale 10 minut ..chyba zrezygnuje z czytania jesli tyle trzeba czekac ..
OdpowiedzUsuńprzepraszam jesli was tym urazilam ,nie o to chodzilo..
Czekam na next (y)
OdpowiedzUsuńPo co sie za to bralyscie skoro nie macie czasu na pisanie?
OdpowiedzUsuńKiedy następny ? :|
OdpowiedzUsuń